927
ppt
Ten temat ma:
  • Wyświetleń46 tys.
  • Odpowiedzi408
  • Ocen na +225
927 ppt ?

Dlaczego ludzie religijni po śmierci klinicznej tracą wiarę? (409)

pokaż odpowiedzi chronologicznie | od najwyższej oceny

Re: Dlaczego ludzie religijni po śmierci klinicznej tracą wiarę?

Napisał(a): ~obs -

Jest sztuką wierzyć np. w to, że się dostanie 100 mln. zł., nie jest sztuką wierzyć w fakt dostania 100 mln. zł. To, ze jesteście materialistami, toteż dla was potrzebny jest dowód rzeczowy, a takiego nie ma i nie będzie, właśnie po to, abyście mieli ten problem do zrozumienia, którego wasz ograniczony umysł nie potrafi pojąć, ponieważ posiadacie ograniczoną do kilku zmysłów możliwość pojmowania w przeciwieństwie do ludzi wierzących. Wyrazy współczucia. Wiara jest bowiem przekonaniem, że coś jest prawdziwe."Jedno co wiem, to że nic nie wiem." Te słowa wypowiedział człowiek tak mądry, że choćbyście i sto lat żyli, to w polemice z nim zostalibyście spacyfikowani. Skazany na śmierć za między innymi demoralizowanie młodzieży poprzez głoszenie szkodliwych poglądów o istnieniu wszechmocnego absolutu. Kartezjusz powiedział: "Istnienie boga wynika z faktu myślenia i jaźni. Jaźń jest niedoskonała, musi mieć doskonałą przyczynę, jaką jest bóg. Istnienie boga wynika z samej doskonałej idei. Skutek nie może być doskonalszy od przyczyny, dlatego jaźń nie może być przyczyną istnienia boga. Idea boga została przez niego wytworzona w naszym umyśle. Natomiast istnienie boga gwarantuje nam istnienie świata materialnego." On też sformułował z logiczny dowód, czemu byt doskonały musi istnieć. A kimże innym jest z definicji Bóg, jeśli nie absolutem doskonałym. Adam Smith, jeden z ojców kapitalizmu i liberalizmu, twórca gospodarki rynkowej uważał, że Bóg rządzi w świecie poprzez prawa natury. A nie mamy prawa być aż tak aroganccy, by twierdzić, że wszystko wiemy - w końcu po coś wydaje się te miliardy dolarów, by w CERN zderzyć ze sobą kilka protonów. Czy widzieliście kiedyś elektron? Ja nie - za to wierzę, nie...ja wiem, że istnieje. Wciąż widzę ich działanie, choćby teraz pisząc na komputerze ten tekst. Tak samo wierzę w Boga, widząc Jego działanie. Ale tak jak do uwierzenia w elektron potrzebna jest pewna wiedza, a do usłyszenia śpiewu ptaków trzeba zacząć słuchać, tak by poznać Boga trzeba się otworzyć i zacząć uważnie obserwować świat, który do dziś naukowcy nawet w 1% nie pojęli. I wejrzeć głębiej w swoje serce.
Dnia 9 grudnia 2004 roku wśród wielu newsów agencyjnych znalazł się jeden pochodzący z Associated Press o tej treści: "Słynny ateista uwierzył w Boga". Chodzi o Antony'ego Flewa, filozofa, który był dotychczas światowym symbolem naukowego ateizmu i patronem wielu dzisiejszych popularyzatorów idei nieistnienia Boga, takich jak Richard Dawkins. Podczas kongresu w Nowym Jorku Flew publicznie oświadczył, że przekonał się o istnieniu Boga i że jego pewność w tym względzie "oparta jest na naukowych dowodach".
Dla środowiska wiadomość ta była prawdziwym szokiem, ponieważ był mózgiem nowoczesnego filozoficzno-naukowego ateizmu od pół wieku, czyli dokładnie od roku 1950, kiedy to przedstawił w Oxfordzie swoją pracę zatytułowaną Theology and Falsification, która stała się jedną z najczęściej wznawianych dwudziestowiecznych książek filozoficznych. Jak mało kto, Flew przyczynił się do stworzenia poważnych teoretycznych argumentów dowodzących nieistnienia Boga. Z pewnością trzeba niezwykłej intelektualnej lojalności, aby mając ponad osiemdziesiąt lat, po pięćdziesięciu latach akademickiej glorii, ogłosić "kapitulację" wobec dowodów, wywracając do góry nogami system filozoficzny, któremu zawdzięcza się miano słynnego mistrza ateizmu, i na koniec oświadczyć: "I now believe there is a God!" ("Teraz wierzę, że Bóg istnieje!").
INTERIA.PL

Re: Dlaczego ludzie religijni po śmierci klinicznej tracą wiarę?

Napisał(a): ~obs -

Białko to łańcuch aminokwasów połączonych ze sobą w określony sposób, gdyby aminokwasy zostały połączone przypadkowo, rezultatem byłaby ogromna liczba kombinacji nieprzydatnej żywej komórce. Kiedy się rozważy, że typowy enzym jest łańcuchem złożonym z jakieś 200 ogniw i, że dla każdego ogniwa istnieje 20 możliwości, to łatwo się przekonać, że liczba bezużytecznych kombinacji jest kolosalna większa od liczby atomów w całym wszechświecie. Tak wygląda sytuacja w przypadku jednego enzymu, a jest ich przeszło 2000 i służą na ogół bardzo różnym celom. Jakim sposobem one wszystkie zaistniały?...Dobrze, załóżmy, ze w skutek jakiegoś nadzwyczajnego zbiegu okoliczności doszło do pojawienia się białek i cząsteczek DNA, i to w tym samym miejscu i czasie. Jakie byłyby szanse na to, że zaczęły ze sobą współdziałać i utworzyły samoreplikującą i samopodtrzymujacą strukturę, czyli jakaś formę życia?...Aby zgłębić lub tylko badać, co się dzieje w naszych komórkach na poziomie molekularnym, potrzeba gruntowego wykształcenia. Więc jak to możliwe, że samoreplikowane procesy zaszły po raz pierwszy samorzutnie, spontanicznie,przez przypadek?...Żadne z nukleotydów nie udało się jeszcze uzyskać za pomocą wyładowań elektromagnetycznych, więc by można znów zadać pytanie jak natura zdołała stworzyć życie, skoro my nie potrafimy tego zrobić w eksperymentach przeprowadzonych w starannie kontrolowanych warunkach, we wspaniale wyposażonych laboratoriach opatrzonych okiem naukowca?....Ciało ludzie to jedna z najbardziej skomplikowanych struktur we wszechświecie. Składa się mniej więcej ze 100 bilionów mikroskopijnych komórek, takich jak krwinki,neurony czy komórki kości. Wszystkie te komórki, mimo zadziwiającej różnorodności kształtów i pełnionych funkcji, doskonale ze sobą współpracują. Precyzja w naszym organizmie jest niesamowita. Nawet wykluczając istnienie Boga,nie ma takiej opcji, aby to wszystko mogło w jakiś cudowny sposób zaistnieć samo i tak dokładnie ze sobą współpracować. Wróćmy jeszcze do naszego organizmu jak by to miało wyglądać: wybuch powiedzmy jakiś inny od tego normalnego i nagle powstaje człowiek-cały? A musiał być cały, bo inaczej by po prostu nie mógł żyć. Jeśli natomiast wystąpił by niego brak jakieś układu to, w najlepszym przypadku, powtarzam w najlepszym - bardzo głębokie upośledzenie fizyczne, bądź psychiczne, albo jedno i drugie razem. Nie mam tu oczywiście na myśli patologicznych zmian związanych z jednostkami chorobowymi z którymi się spotykamy obecnie. Reasumując, czyżbyś sugerował, ze najpierw powstał żołądek, a potem usta, jak i cały przewód pokarmowy, który odżywiając się (nie wiadomo dlaczego i po co), stworzył otoczkę w postaci ciała, dorzucając serce, nerki, wątrobę itd. tez nie wiadomo po co, a na końcu mózg, nie mówiąc o duszy. Jednocześnie zaś stworzyły się co najmniej dwa takie organizmy o różnych płciach, potrafiące się rozmnażać, nie wiadomo dlaczego i po co i trwa ten cykl nadal w tej samej postaci, nie zmieniając budowy fizjologicznej tego organizmu zwanego człowiekiem. W tym jest właśnie rozumienie braku ewolucji człowieka. Jak to wszytko obalisz, porozmawiamy.
Nawet w matematyce, nauce ścisłej istnieje pojęcie nieskończoności. Emile Borel, wybitny matematyk, autor prac z zakresu rachunku prawdopodobieństwa, stwierdził, że zdarzenie, którego prawdopodobieństwo jest równe 1/10 do potęgi 15 to w skali ziemskiej jest ono niemożliwe. Szanujący się naukowiec może zapomnieć o tym, ze takie zdarzenie zaistnieje. Z kolei tacy naukowcy jak Fred Hoyle i Chandra Wickramasinghe obliczyli ze prawdopodobieństwo powstania jednej proteiny (z dwóch tysięcy budujących ciało ameby) na skutek samoistnego mieszania się związków chemicznych (czyli zgodnie z tym co teoria ewolucji mówi o powstawaniu żywych organizmów, że niby powstają poprzez samoistne i chaotyczne mieszanie się związków i aminokwasów, które też nie wiadomo skąd by się wzięły)), jest równe 1/10 do potęgi 40.000.

Re: Dlaczego ludzie religijni po śmierci klinicznej tracą wiarę?

Napisał(a): ~obs -

Poza tym jedynie głupcy mogą się podniecać wyrwanymi z kontekstu jakoby prawdziwymi wypowiedziami. Zresztą Christian Boehmer Anfinsen biochemik: 1972 nagroda Nobla w dziedzinie chemii tak si e podobno wyraził - "Myślę, że tylko idiota może być ateistą. Musimy przyznać, iż istnieje pewna niepojęta moc czy siła posiadająca nieograniczoną zdolność przewidywania i wiedzę, która, po pierwsze, sprawiła, iż cały wszechświat zaistniał."

Re: Dlaczego ludzie religijni po śmierci klinicznej tracą wiarę?

Napisał(a): pintapalec -

~obs Poza tym jedynie głupcy mogą się podniecać wyrwanymi z kontekstu jakoby prawdziwymi wypowiedziami. Zresztą Christian Boehmer Anfinsen biochemik: 1972 nagroda Nobla w dziedzinie chemii tak si e podobno wyraził - "Myślę, że tylko idiota może być ateistą. Musimy przyznać, iż istnieje pewna niepojęta moc czy siła posiadająca nieograniczoną zdolność przewidywania i wiedzę, która, po pierwsze, sprawiła, iż cały wszechświat zaistniał."
Wielu fundamentalistów twierdzi, że w interesie sceptyków jest obalanie dogmatów, a nie, że w interesie ortodoksów jest ich potwierdzanie. To oczywiście błąd. Jeśli zasugerowałbym, że pomiędzy Ziemią a Marsem po eliptycznej orbicie wokół Słońca podróżuje chiński czajniczek, nikt nie mógłby podważyć tego twierdzenia zakładając, że dodałbym, iż czajniczek jest zbyt mały, by można go było dostrzec nawet za pomocą najbardziej potężnych teleskopów. Gdybym upierał się, że skoro moje założenie nie może zostać obalone, to obrazą rozumu jest w to wątpić – od razu zostałbym uznany za bredzącego. Jeśli jednakże istnienie takiego czajniczka byłoby potwierdzone przez starożytne księgi, nauczane jako święta prawda każdej niedzieli i wtłaczane do umysłów dzieci w szkole, to niewiara w jego istnienie byłaby oznaką ekscentryczności oraz przyciągałaby do niedowiarka uwagę psychiatrów – w oświeconych czasach – albo inkwizytorów – w wiekach wcześniejszych. — Bertrand Russell, brytyjski filozof, noblista

Re: Dlaczego ludzie religijni po śmierci klinicznej tracą wiarę?

Napisał(a): ~katolik -

dla tych co nie wierzą w Boga i Jezusa. moge wam poświadczyć ze BÓG i Jezus istnieje . i wiem to z wlanego doświadczenia życiowego. nie opartego na jakiś książkach czy opowieściach innych ludzi. zaraz pewnie napadną ludzie na moja wypowiedz ze mam jakies halucynacje .niestety nie jestem oszolomem czy uzaleznionym od nalogow

Re: Dlaczego ludzie religijni po śmierci klinicznej tracą wiarę?

Napisał(a): pintapalec -

~katolik dla tych co nie wierzą w Boga i Jezusa. moge wam poświadczyć ze BÓG i Jezus istnieje . i wiem to z wlanego doświadczenia życiowego. nie opartego na jakiś książkach czy opowieściach innych ludzi. zaraz pewnie napadną ludzie na moja wypowiedz ze mam jakies halucynacje .niestety nie jestem oszolomem czy uzaleznionym od nalogow
Ja też mogę w tym samym stylu co ty powiedzieć ,mogę wam poświadczyć, że żadnego boga nie ma a doświadczyłem tego z osobistego doświadczenia i obserwacji.A nie jakiś halucynacji.i nie jestem uzależniony od nałogów..

Re: Dlaczego ludzie religijni po śmierci klinicznej tracą wiarę?

Napisał(a): taie -

pintapalec
~katolik dla tych co nie wierzą w Boga i Jezusa. moge wam poświadczyć ze BÓG i Jezus istnieje . i wiem to z wlanego doświadczenia życiowego. nie opartego na jakiś książkach czy opowieściach innych ludzi. zaraz pewnie napadną ludzie na moja wypowiedz ze mam jakies halucynacje .niestety nie jestem oszolomem czy uzaleznionym od nalogow
Ja też mogę w tym samym stylu co ty powiedzieć ,mogę wam poświadczyć, że żadnego boga nie ma a doświadczyłem tego z osobistego doświadczenia i obserwacji.A nie jakiś halucynacji.i nie jestem uzależniony od nałogów..
Rozczaruję cie - nie jesteś w stanie tego udowodnić ale cię pocieszę - twoi oponenci też nie mają szans na udowodnienie opcji przeciwnej.
Jedną z przyczyn jest to że mózg ludzki ma za mało terabajtów pojemności i za małą predkość operacyjną.

Re: Dlaczego ludzie religijni po śmierci klinicznej tracą wiarę?

Napisał(a): pintapalec -

taie
pintapalec
~katolik dla tych co nie wierzą w Boga i Jezusa. moge wam poświadczyć ze BÓG i Jezus istnieje . i wiem to z wlanego doświadczenia życiowego. nie opartego na jakiś książkach czy opowieściach innych ludzi. zaraz pewnie napadną ludzie na moja wypowiedz ze mam jakies halucynacje .niestety nie jestem oszolomem czy uzaleznionym od nalogow
Ja też mogę w tym samym stylu co ty powiedzieć ,mogę wam poświadczyć, że żadnego boga nie ma a doświadczyłem tego z osobistego doświadczenia i obserwacji.A nie jakiś halucynacji.i nie jestem uzależniony od nałogów..
Rozczaruję cie - nie jesteś w stanie tego udowodnić ale cię pocieszę - twoi oponenci też nie mają szans na udowodnienie opcji przeciwnej.
Jedną z przyczyn jest to że mózg ludzki ma za mało terabajtów pojemności i za małą predkość operacyjną.
Toteż na wstępie napisałem że mogę tak napisać w jego stylu. Jeszcze nie znalazł się taki który może w twardych dowodach udowodnić że istnieje lub nie istnieje jakiś bóg.Jak na razie to jeszcze nikt nie widział żadnego boga. A czytając historię o starożytnych cywilizacjach to tych bogów większych lub mniejszych( w zależności ilu mieli wierzących w niego) było na pęczki ,jak ktoś wyliczył to na tym ludzkim łez padole tych bogów był coś około 2500..Jedni byli dłużej inni krócej czczeni i znikali w niepamięci i mrokach historii.

Re: Dlaczego ludzie religijni po śmierci klinicznej tracą wiarę?

Napisał(a): ~StoneColdKiller -

pintapalec
~obs Poza tym jedynie głupcy mogą się podniecać wyrwanymi z kontekstu jakoby prawdziwymi wypowiedziami. Zresztą Christian Boehmer Anfinsen biochemik: 1972 nagroda Nobla w dziedzinie chemii tak si e podobno wyraził - "Myślę, że tylko idiota może być ateistą. Musimy przyznać, iż istnieje pewna niepojęta moc czy siła posiadająca nieograniczoną zdolność przewidywania i wiedzę, która, po pierwsze, sprawiła, iż cały wszechświat zaistniał."
Wielu fundamentalistów twierdzi, że w interesie sceptyków jest obalanie dogmatów, a nie, że w interesie ortodoksów jest ich potwierdzanie. To oczywiście błąd. Jeśli zasugerowałbym, że pomiędzy Ziemią a Marsem po eliptycznej orbicie wokół Słońca podróżuje chiński czajniczek, nikt nie mógłby podważyć tego twierdzenia zakładając, że dodałbym, iż czajniczek jest zbyt mały, by można go było dostrzec nawet za pomocą najbardziej potężnych teleskopów. Gdybym upierał się, że skoro moje założenie nie może zostać obalone, to obrazą rozumu jest w to wątpić – od razu zostałbym uznany za bredzącego. Jeśli jednakże istnienie takiego czajniczka byłoby potwierdzone przez starożytne księgi, nauczane jako święta prawda każdej niedzieli i wtłaczane do umysłów dzieci w szkole, to niewiara w jego istnienie byłaby oznaką ekscentryczności oraz przyciągałaby do niedowiarka uwagę psychiatrów – w oświeconych czasach – albo inkwizytorów – w wiekach wcześniejszych. — Bertrand Russell, brytyjski filozof, noblista
Potrzebowałem w pewnej dyskusji w necie pewnych szczegółów. Wpisałem w Google’a „czajniczek Russela”. Otrzymałem ok. 1,5 tys. wyników. Półżartem półserio mogę więc powiedzieć, że wbrew zastrzeżeniom B. Russella – czajniczków jego imienia ci u nas dostatek.
Jednym z wyników był post pintypalca na forum „Dlaczego ludzie religijni po śmierci klinicznej tracą wiarę?” Interii. Znowu ktoś przytacza ten debilny przykład Russella - pomyślałem. Dlaczego debilny? Bo:
1. „Bóg” należy do pojęć metafizycznych, niematerialnych, moje królestwo jest nie z tego świata itd..
2. „Czajniczek”, każdy czajniczek, także ten z chińskiej porcelany jest wytworem na wskroś materialnym.
Pkt. 1 i pkt. 2 – z definicji - są całkowicie nieporównywalne. Porównywanie ich nie ma nic wspólnego z logiką. Podobny przykład „logiki” prezentowały niektóre kościoły protestanckie. W Nowym Testamencie jest wielokrotnie powiedziane, że Jezus Chrystus jest (albo powinien być) naszym chlebem powszednim. Protestanci wykoncypowali sobie, że zgodnie z zasadą Jeżeli A równa się B, to B równa się A można powiedzieć, dosłownie, że Chleb jest Jezusem. To oczywiście zostało rozniesione na strzępy i dzisiaj protestanci już tego nie głoszą.
Dalej, B. Russell i jego zwolennicy ewidentnie mylą dwie różne rzeczy:
- brak dowodów na istnienie kogoś lub czegoś z
- dowodem istnienia / nieistnienia.
Brak naukowych dowodów na istnienie Boga nie jest naukowym (sic!) dowodem na Jego nieistnienie.
A taki np. R. Dawkins tak właśnie sądzi, że obecny brak dowodów jest dowodem na nieistnienie Boga. W żadnym przypadku. Ostatecznie przez wiele tysięcy lat nie było dowodów na istnienie np. kwantów. Czy to znaczy, że nie istniały?
I na koniec pewna refleksja. Dlaczego ci wszyscy ateistyczni filozofowie i uczeni są tak przeraźliwie infantylni? Czajniczek z porcelany, porcelanowi ateiści, żałosne.

Re: Dlaczego ludzie religijni po śmierci klinicznej tracą wiarę?

Napisał(a): taie -

pintapalec
taie
pintapalec
~katolik dla tych co nie wierzą w Boga i Jezusa. moge wam poświadczyć ze BÓG i Jezus istnieje . i wiem to z wlanego doświadczenia życiowego. nie opartego na jakiś książkach czy opowieściach innych ludzi. zaraz pewnie napadną ludzie na moja wypowiedz ze mam jakies halucynacje .niestety nie jestem oszolomem czy uzaleznionym od nalogow
Ja też mogę w tym samym stylu co ty powiedzieć ,mogę wam poświadczyć, że żadnego boga nie ma a doświadczyłem tego z osobistego doświadczenia i obserwacji.A nie jakiś halucynacji.i nie jestem uzależniony od nałogów..
Rozczaruję cie - nie jesteś w stanie tego udowodnić ale cię pocieszę - twoi oponenci też nie mają szans na udowodnienie opcji przeciwnej.
Jedną z przyczyn jest to że mózg ludzki ma za mało terabajtów pojemności i za małą predkość operacyjną.
Toteż na wstępie napisałem że mogę tak napisać w jego stylu. Jeszcze nie znalazł się taki który może w twardych dowodach udowodnić że istnieje lub nie istnieje jakiś bóg.Jak na razie to jeszcze nikt nie widział żadnego boga. A czytając historię o starożytnych cywilizacjach to tych bogów większych lub mniejszych( w zależności ilu mieli wierzących w niego) było na pęczki ,jak ktoś wyliczył to na tym ludzkim łez padole tych bogów był coś około 2500..Jedni byli dłużej inni krócej czczeni i znikali w niepamięci i mrokach historii.
Bo Bogowie żyją tak długo jak żyją ich wyznawcy.i umierają wraz z ostatnim .
Ale byli Bogowie namacalni - (Apis, Faraonowie,)

Re: Dlaczego ludzie religijni po śmierci klinicznej tracą wiarę?

Napisał(a): ~StoneColdKiller -

Jestem tutaj nowy, nie zdążyłem przejrzeć całej dyskusji.
Zadam Ci Judas zasadnicze pytanie: Czy Twoje twierdzenie zawarte w tytułowym pytaniu: "Dlaczego ludzie religijni po śmierci klinicznej tracą wiarę?" ma jakąś naukową podstawę (badania socjologiczne, publikacje naukowe itp.).
Jeżeli tak to elementarna uczciwość nakazywałaby je przytoczyć.
Jeżeli te "badania" odbyły się tylko w Twojej głowie czyli w Twoim wyimaginowanym świecie, to nie wstydź się, powiedz to nam tutaj wyraźnie.
Ja zawszę MUSZĘ wiedzieć na czym stoję.
Mam nadzieję, że nam wszystkim tutaj jasno odpowiesz.
« Wróć do tematów
Do góry strony: Dlaczego ludzie religijni po śmierci klinicznej tracą wiarę?