66
ppt
Ten temat ma:
  • Wyświetleń657
  • Odpowiedzi55
  • Ocen na +18
66 ppt ?

Jak, gdzie, kiedy... (56)

pokaż odpowiedzi chronologicznie | od najwyższej oceny

Jak, gdzie, kiedy...

Napisał(a): Illly -

Białka Tatrzańska, gospodarstwo agroturystyczne, ostatni dzień kolonii. Jeszcze tylko godzina do obiadu, którą pozwolono spożytkować w dowolny sposób. Manatki upchnięte byle jak w plecak, który zdaje się od przyjazdu zmniejszył swoją objętość, czekają na swoje miejsce w autokarowym bagażniku. Większość dzieci jest teraz na trawiastym prostokącie, zwanym przez wszystkich boiskiem. Grupa starszych dziewczyn wykorzystuje ten czas na wymianę adresów i telefonów. Chichrają się przy tym, czasem przytulają jak najlepsze przyjaciółki, albo szepczą coś sobie na ucho przykładając dłoń do twarzy tak, by nikt nie odczytał ani słowa z ruchu warg, a jednocześnie wymownie spoglądają w stronę stojących nieco dalej chłopców. Kilka osób gra w badmintona, parę siedzi razem ze swoją nudą na trawie, ktoś biegł, potknął się i ostatnia czysta koszulka została trwale ozdobiona zielenią. Zaklął może trochę zbyt siarczyście jak na dwunastolatka.
Jego rówieśnik znalazł sobie miejsce na ciepłym kamieniu, który w wyobraźni był dotąd słupkiem bramki. Jest zamyślony i myśli te grają na strunach jego nerwów coraz skoczniejszą melodię. Niewiele czasu pozostało na podjęcie decyzji. Czy zrobił wystarczająco dużo? Kwiaty, pomoc przy wspinaczce, znalezione bażancie pióra, uśmiechy, zapatrywanie się, ignorowanie złośliwych uwag kolegów, kiedy wolał być z nią... Czy się domyśla? A może nie trzeba nic mówić, bo co to zmieni? Jednak, czy zatrzymanie w sobie tych dwóch słów, które już od trzech tygodni rosną w jego umyśle i próbują się wydostać poprzez zakamarki pomiędzy innymi słowami, nie okaże się wkrótce torturą? A może to tchórzostwo?
Wstał i ruszył szybkim krokiem, nie bacząc na to, że wzbudził zainteresowanie w paplających dziewczętach i że jedna z rąk paplających odprowadza go wskazującym palcem w stronę domu, gdzie dotąd chłopcy nie mieli wstępu. Drzwi jej pokoju były szeroko otwarte, a ona wkładała właśnie jakiś przedmiot , chyba książkę, do kieszonki podręcznej torby.
- Agata....
- Co tu robisz? - uśmiechnęła się.
- Nic, ja tylko...
Wyciągnął rękę i podał jej jakiś mały przedmiot i kiedy oglądała to cacko, usłyszała szybkie "kocham cię". Chyba zbyt długo zwlekała z odpowiedzią, bo kiedy podniosła wzrok już go nie było.
"Ja chyba też... to znaczy...ja też" wyszeptała do siebie.
Później widziała go jeszcze na obiedzie i przy autokarze, ale za każdym razem unikał jej wzroku, a kiedy podchodziła bliżej, zagadywał do chłopaków i śmiał się. Po pół roku spotkała go w kinie "Bałtyk" w swoim mieście, ale tam nawet jej nie zauważył.

;))

I teraz pytanie zasadnicze: kiedy i w jakich okolicznościach usłyszeliście po raz pierwszy te słowa, których, jak mówią, nie można wypowiadać zbyt często, by nie straciły swojej wartości i mocy?

:))

Re: Jak, gdzie, kiedy...

Napisał(a): mediteran -


Tak , kolonie do takich wyznań były jakby stworzone ;)

Pierwszy raz też chyba na kolonii... albo w dziadkowej stodole na sianie... Ewa z miasta L. niemal mnie zjadła pocałunkami ;)) A ja wtedy jeszcze myślałem że największą jazdą z całowania jest rozpychanie ( na siłę ) zębów językiem ;)
I później pomięta kartka wyrwana z kratkowanego zeszytu..... i słowa jak zaklęcie... "kocham cię " .

Albo blondynka z kolonii , wstyd mówić ale nie pamiętam teraz imienia ;)
Jej dłoń zamknięta w mojej ( chodziło się tak tylko w kompletnych ciemnościach , żeby koledzy nie widzieli;) ).... imienia nie pamiętam ale smak jej warg jeszcze do dzisiaj czuję.... i słowa w ucho niczym tchnienie wiatru.... "kocham cię"...

Jedne pisane , drugie wypowiedziane.... które ważniejsze ? ;)

Re: Jak, gdzie, kiedy...

Napisał(a): sexiumysl -

Mój pierwszy raz...słowa "kocham";)
Hm...dokładnie nie pamiętam...były to liściki w szkolnej ławce typu "podobasz mi się"..."mogę Cię odprowadzić po szkole do domu?":)Między nimi jakiś anonim..."kocham Cię"...
Były też liściki pod drzwiami..."masz piękne oczy"..."jesteś każdą kroplą deszczu , która na mnie spada podczas ulewy"...pod wycieraczką zawieruszył się jeden..."kocham Cię"...

Czas kolonii...:)
Dalekie kilometry od rodziców...pierwsze namiętne pocałunki...ciepła dłoń pod bluzką...pierwsza pamiątka na szczęście...
Gdy wyjeżdżałam pierwsza (byliśmy z innego turnusu) płakał jak mała dziewczynka..."kocham Cię J."...
na innej kolonii zaś uciekałam od takiego jednego...zawsze udawałam, ze śpię albo boli mnie brzuch:)
Spotkaliśmy się po kolonii...na spotkaniu integracyjnym na dachu amfiteatru...było wesoło..."kochałem Cię"...

Kocham Cię...każde słowo zapamiętane..każde zostawia ślad...
Kocham Cię...zawsze brzmi inaczej...czy jednak jest mnie ważne od poprzedniego i następnego?

Chciałam napisać więcej ale się wzruszyłam...ech..;)

Re: Jak, gdzie, kiedy...

Napisał(a): Antoinette -

A ja pamietam dokladnie i nie bylo to na kolonii, choc na kolonie jezdzialam i tam tez sie zakochiwalam pensjonarsko, gdzie byly hihi, ochy i piski. Z tych wielu a moze nie az tak wielu wypowiedzianych, naskrobanych w pospiechu na skrawku kartki pod szkolna lawka slow “Kocham cie” najbardziej pamietam to, ktore nie bylo wypowiedziane, napisane zartobliwie a ja wtedy w tych krotkich slowach zobaczylam wiecej niz slowa. Tak, bylam wtedy szalenie zakochana i nie bylam juz az taka smarkula. Pamietam te slowa jak pierwszy pocanuek skladany na niewinnych wargach. I wcale nie bylo aury romatyzmu, takie szybkie z zaskoczenia, niezgrabne i niesmiale a jak dla mnie wazne. Choc nasze drogi dawno sie rozeszly, to do niego naleza slowa “Kocham cie”, ktore po raz pierwszy zabrzmialy melodia czulosci w moich uszach i ktore poruszyly moje serce.

Fajnie tak sobie siegnac do tego pamietnika wspomien:)

I tak sobie mysle, ze trzeba byc zakochanym zeby odkryc tajemnice tych slow:)


Re: Jak, gdzie, kiedy...

Napisał(a): Antoinette -

sexiumysl
Kocham Cię...każde słowo zapamiętane..każde zostawia ślad...
Kocham Cię...zawsze brzmi inaczej...czy jednak jest mnie ważne od poprzedniego i następnego?

Masz racje, kazde pozostawia slad i kazde inaczej brzmi ale gdy naprawde kochasz jedno je laczy, potrafi dzialac na Ciebie jak prad 220 V, w ogole taki niebywaly stan euforii, robi sie goraco i zimno jednoczesnie i chyba nie da sie tego dokladnie opisac:)



Re: Jak, gdzie, kiedy...

Napisał(a): Antoinette -

mediteran
Teraz taka myśl mi wpadła do głowy....

Czy są jeszcze ludzie , którzy nigdy nie słyszeli tych słów ?
Hmm, to chyba zalezy od kontekstu bo inaczej mowisz “kocham cie” do dziecka a inaczej do zony i chyba to inne “wibracje” w nas wzbudza. Tak sobie mysle, ze moze i nie kazdy je uslyszal, niekochane dzieci nie slysza czesto od rodzicow moze nawet w ogole. Nastolatkowie, ktorym jeszcze nie w glowie zakochania nie slysza i nie wypowiadaja tych slow w kontekscie milosnych uniesien:)

Re: Jak, gdzie, kiedy...

Napisał(a): mediteran -

Antoinette

Hmm, to chyba zalezy od kontekstu bo inaczej mowisz “kocham cie” do dziecka a inaczej do zony i chyba to inne “wibracje” w nas wzbudza. Tak sobie mysle, ze moze i nie kazdy je uslyszal, niekochane dzieci nie slysza czesto od rodzicow moze nawet w ogole. Nastolatkowie, ktorym jeszcze nie w glowie zakochania nie slysza i nie wypowiadaja tych slow w kontekscie milosnych uniesien:)
Nie mąć Antośka po Mruczkowemu ;)
Chodziło mi o jak najbardziej dorosłych a nie o nastolatków czy niekochane dzieci .

Moja konstatacja jest niewesoła.... Myślę że są tacy ludzie którym nikt nigdy tego nie powiedział . Może nie było czasu ? Albo okazji ? Albo może nie zasłużyli ?
Od czego to uzależnione ? Bo chyba nie od urody ? ;)

Sam już nie wiem ;)

Re: Jak, gdzie, kiedy...

Napisał(a): NNka -

Na kolonie nie jeździłam bo każde wakacje i ferie spędzałam na obozach
sportowych. Zawsze ten sam skład, ci sami ludzie, których traktowałam jak
rodzeństwo, czyli jak swoich, a w swoich się nie zakochuje. Byli oczywiście
miejscowi, którzy latali za nami, ale skutecznie byli odstraszani, przez kolegów
z drużyny. Dopiero w średniej szkole, pojechaliśmy na obóz na wyspę Rugię.
Po raz pierwszy nie kisiliśmy się we własnym sosie sióstr i braci, tylko to był
taki większy obóz składający się z osób z wielu klubów z mojego miasta.
Zachłysnęliśmy się tak dużą ilością innych ludzi, koledzy stali się mniej czujni,
już nas tak nie pilnowali bo sami wybrali się na łowy, wśród nowych koleżanek.
W drużynie szermierzy był taki Artur, wysoki, ciemnowłosy z piwnymi oczami,
który wpadł mi w oko i któremu i ja się spodobałam. Pierwsze ognisko,
On z gitarą wygrywał tak piękne melodie, że nie tylko mnie się Artur spodobał,
więcej dziewczyn robiło do Niego maślane oczy. Po dwóch dniach, przyszła
niedziela, to był czas dla nas, bez treningów, mogliśmy robić co chcemy i po
śniadaniu podszedł do mnie, wyprostowany jak struna i piękny jak model Artur
i zaprosił na spacer nad morze. Po tym spacerze wracaliśmy trzymając się za
ręce i staliśmy się nierozłączni, codzienne wieczorne ogniska, Jego gra na gitarze,
ja siedząca tuż przy Nim, iskry strzelające z ogniska, gwiazdy nad głową, trzymanie
się za ręce... tak było codziennie przez trzy tygodnie pobytu i w takiej też scenerii
usłyszałam po raz pierwszy w życiu te piękne słowa KOCHAM CIEBIE Maleńka,
wszystko i wszyscy w koło przestało istnieć, byliśmy tylko MY i nasz pierwszy
pocałunek...

Po powrocie do domy, spotykaliśmy się jeszcze przez 7 miesięcy, potem przyszedł
czas matur i Artur przygotowywał się do niej i...., ale to już inna opowieść już nie tak
słitaśna...

Re: Jak, gdzie, kiedy...

Napisał(a): mediteran -

NNka Na kolonie nie jeździłam bo każde wakacje i ferie spędzałam na obozach
sportowych. Zawsze ten sam skład, ci sami ludzie, których traktowałam jak
rodzeństwo, czyli jak swoich, a w swoich się nie zakochuje. Byli oczywiście
miejscowi, którzy latali za nami, ale skutecznie byli odstraszani, przez kolegów
z drużyny. Dopiero w średniej szkole, pojechaliśmy na obóz na wyspę Rugię.
Po raz pierwszy nie kisiliśmy się we własnym sosie sióstr i braci, tylko to był
taki większy obóz składający się z osób z wielu klubów z mojego miasta.
Zachłysnęliśmy się tak dużą ilością innych ludzi, koledzy stali się mniej czujni,
już nas tak nie pilnowali bo sami wybrali się na łowy, wśród nowych koleżanek.
W drużynie szermierzy był taki Artur, wysoki, ciemnowłosy z piwnymi oczami,
który wpadł mi w oko i któremu i ja się spodobałam. Pierwsze ognisko,
On z gitarą wygrywał tak piękne melodie, że nie tylko mnie się Artur spodobał,
więcej dziewczyn robiło do Niego maślane oczy. Po dwóch dniach, przyszła
niedziela, to był czas dla nas, bez treningów, mogliśmy robić co chcemy i po
śniadaniu podszedł do mnie, wyprostowany jak struna i piękny jak model Artur
i zaprosił na spacer nad morze. Po tym spacerze wracaliśmy trzymając się za
ręce i staliśmy się nierozłączni, codzienne wieczorne ogniska, Jego gra na gitarze,
ja siedząca tuż przy Nim, iskry strzelające z ogniska, gwiazdy nad głową, trzymanie
się za ręce... tak było codziennie przez trzy tygodnie pobytu i w takiej też scenerii
usłyszałam po raz pierwszy w życiu te piękne słowa KOCHAM CIEBIE Maleńka,
wszystko i wszyscy w koło przestało istnieć, byliśmy tylko MY i nasz pierwszy
pocałunek...

Po powrocie do domy, spotykaliśmy się jeszcze przez 7 miesięcy, potem przyszedł
czas matur i Artur przygotowywał się do niej i...., ale to już inna opowieść już nie tak
słitaśna...
Te ciemnowłose badyle grający na gitarze zawsze byli najgorsi ....

Re: Jak, gdzie, kiedy...

Napisał(a): Antoinette -

mediteran


Nie mąć Antośka po Mruczkowemu ;)
Chodziło mi o jak najbardziej dorosłych a nie o nastolatków czy niekochane dzieci .

Moja konstatacja jest niewesoła.... Myślę że są tacy ludzie którym nikt nigdy tego nie powiedział . Może nie było czasu ? Albo okazji ? Albo może nie zasłużyli ?
Od czego to uzależnione ? Bo chyba nie od urody ? ;)

Sam już nie wiem ;)
Albo powiedzial w przelocie tak na odczepnego moze z raz dwa razy i na tym sie skonczylo. Jakos tak nie umiem sobie wyobrazic, zeby nigdy przenigdy nie slyszec. Ja tam mysle, ze na slowa kocham cie zawsze sie znajdzie okazja moze byc na lace przy biedronce albo przy sprzataniu z mopem w reku, wazne zeby wypowiedz ich wyszla samoistnie od nas a nie pod „naciskiem“ okolicznosci, chwili czy tego ktosia, ktory od nas oczekuje tych slow.

I jak w ogole moze Ci przez paluchy przejsc slowo“zasluzyli“ co to ma byc lekcja dobrego zachowania z nagrodami?;)

Ja nie wiem od czego to u innych jest uzaleznione u mnie od kochania i wyczucia chwili;)

Re: Jak, gdzie, kiedy...

Napisał(a): mediteran -

Antoinette

Albo powiedzial w przelocie tak na odczepnego moze z raz dwa razy i na tym sie skonczylo. Jakos tak nie umiem sobie wyobrazic, zeby nigdy przenigdy nie slyszec. Ja tam mysle, ze na slowa kocham cie zawsze sie znajdzie okazja moze byc na lace przy biedronce albo przy sprzataniu z mopem w reku, wazne zeby wypowiedz ich wyszla samoistnie od nas a nie pod „naciskiem“ okolicznosci, chwili czy tego ktosia, ktory od nas oczekuje tych slow.

I jak w ogole moze Ci przez paluchy przejsc slowo“zasluzyli“ co to ma byc lekcja dobrego zachowania z nagrodami?;)

Ja nie wiem od czego to u innych jest uzaleznione u mnie od kochania i wyczucia chwili;)
Prawda , to "zasłużyli" niefortunnie było użyte , ale zastanawiałem się nad tym (słowo) i innego słowa nie znalazłem .

Antośka , oprzytomniej ;)
Pytam o takich ludzi , którzy nigdy nikogo nie mieli i nikt im tego słowa nigdy nie powiedział .
Czy byłby ktoś w stanie napisać.... " jestem samotny i zawsze byłem... i nikt mi nigdy nie powiedział że mnie kocha ".
Kumasz Żabko ? ;)

Re: Jak, gdzie, kiedy...

Napisał(a): NNka -

mediteran


Myślę że są tacy ludzie którym nikt nigdy tego nie powiedział . Może nie było czasu ? Albo okazji ? Albo może nie zasłużyli ?
Od czego to uzależnione ? Bo chyba nie od urody ? ;)

Sam już nie wiem ;)
Ja myślę, że usłyszeli te słowa i się sparzyli, po usłyszeniu tego pierwszy raz
i teraz nie dopuszczają do tego, aby znowu je usłyszeć. Boją się, a jednocześnie
tęsknią do tego, aby je usłyszeć i oby były one prawdziwe.

Re: Jak, gdzie, kiedy...

Napisał(a): Antoinette -

mediteran
Antoinette

Albo powiedzial w przelocie tak na odczepnego moze z raz dwa razy i na tym sie skonczylo. Jakos tak nie umiem sobie wyobrazic, zeby nigdy przenigdy nie slyszec. Ja tam mysle, ze na slowa kocham cie zawsze sie znajdzie okazja moze byc na lace przy biedronce albo przy sprzataniu z mopem w reku, wazne zeby wypowiedz ich wyszla samoistnie od nas a nie pod „naciskiem“ okolicznosci, chwili czy tego ktosia, ktory od nas oczekuje tych slow.

I jak w ogole moze Ci przez paluchy przejsc slowo“zasluzyli“ co to ma byc lekcja dobrego zachowania z nagrodami?;)

Ja nie wiem od czego to u innych jest uzaleznione u mnie od kochania i wyczucia chwili;)
Prawda , to "zasłużyli" niefortunnie było użyte , ale zastanawiałem się nad tym (słowo) i innego słowa nie znalazłem .

Antośka , oprzytomniej ;)
Pytam o takich ludzi , którzy nigdy nikogo nie mieli i nikt im tego słowa nigdy nie powiedział .
Czy byłby ktoś w stanie napisać.... " jestem samotny i zawsze byłem... i nikt mi nigdy nie powiedział że mnie kocha ".
Kumasz Żabko ? ;)
Jejku Bocku Ty to chyba slepy jestes, od czasu do czasu czytam to tu na forum a najslynniejszy jest w tym chyba Kubek;)
« Wróć do tematów
Do góry strony: Jak, gdzie, kiedy...