Komentarze (265)

Dodaj komentarz

Napisał(a): Polska to raj -

Prowadzenie działalności w Polsce jest proste. Przyjemna atmosfera, niskie podatki, poparcie pana Morawieckiego mili i wydajni pracownicy. Czyż nie ? Jeszcze bym zapomniał : full wypas auto i 3 mce wakacji na Kajmanach. Nie jest prawdą, że skarbówka za spóźnienie w VAT z mety blokuje ci konta i gnoi firmę w 1 sekundę. Nie jest prawdą, że mamy kilkadziesiąt tysięcy kontrolerów oraz , że przepisy to kilkadziesiąt tysięcy stron " z późniejszymi zmianami" oraz interpretacjami. Nic tylko rejestrować działalność. ZUS za 1 miesiąc to standardowo 1200 zł , to nie jest dużo. Nawet nie musisz go zapłacić bo przyjdzie komornik i sam skasuje. Pełna wygoda. Nie narzekać zakładać firmę.
Odpowiedzi (16)

Napisał(a): Maxio -

A ja szukam już 4 rok i nikt nie chce mnie zatrudnić - jak to jest kto kłamie mam 50 lat
Odpowiedzi (10)

Napisał(a): zbych -

Presja płacowa polega na tym że na internecie jest kilkadziesiąt ofert pracy z wszytkich branż na 400 tys miasto. Cały czas te same ogłoszenia od lat, można wybierać między 3 zmiany za 1500 zł z agencji a inna pracą na 3 zmiany za 1500 zł z agencji. Z taką wypłatą nie ma się co pokazywać na stacji paliw ani nawet w spożywczaku. Zresztą najpierw trzeba mieć samochód ale ciekawe skąd jak rodzina ani banki nie chcą pożyczyć nawet na starego grata pod takie oferty. Efekt , 2 óch na 3 ech bezrobotnych jest niezarejestrowanych i nie ma widoków na pracę. Za granicę 99% ofert to wymagane zawód aktualne świeże doświadczenie i samochód plus język. Zrozumiałe że z ustym kontem też nie ma po co jechać.
Odpowiedzi (17)

Napisał(a): wikol -

podobno w jakiejś firmie przyjeli kobietę co nic nie umie i płacą 90.000
Odpowiedzi (2)

Napisał(a): magneto -

Bardzo chciałbym zapłacić pracownikom więcej ale nie MOGĘ. Od stycznia do kwietnia, maja -
zero zleceń, a wypłaty muszą dostać, coś podmalują, coś naprawią, na siłę szukam zajęcia. Coś sie od maja zaczyna dziać, ale minimum 4 firmy do przetargu na jedno zlecenie, kwoty jakie zamawiajacy, gmina czy starostwo przeznaczają na realizacje jednostkowo są od 10 lat nie zmieniane, proszę mi wierzyć absolutnie nie ma z czego dać jakiejkolwiek podwyzki.
Odpowiedzi (4)

Napisał(a): Riddick1968 -

Hm...ja sobie całkiem spoko w Norwegii (Trondheim )...pracuję. Niedobory mnie nie dotyczą i nie interesują, pozostałym rodakom serdecznie polecam emigrację do kraju fiordów. .
Odpowiedzi (1)

Napisał(a): Obywatel1 -

poszli na 500+, głupie niech robią !
Odpowiedź (0)

Napisał(a): bezrobotna -

od ponad 7 lat jestem bezrobotna, czemu ? bo nagle okazało się że doświadczona księgowa musi mieć studia, ja mam tylko kursy. Oczywiście dziumdzie z urzędu pracy nadal pchają mnie do księgowości mimo że nikt tam mnie nie chce ale tak wygodnie.
Odpowiedzi (16)

Napisał(a): uwaga -

Automatyzacja, robotyzacja i nowoczesne technologie eliminują w Europie skutecznie miliony rąk potrzebnych do pracy.
Odpowiedź (0)

Napisał(a): FUTURE 2050R -

2017 rok, to może być rok dużych spadków, ale nie sądzę, aby to był ostateczny dołek. Optuje , że nie ujrzymy żadnych istotnych wzrostów cen mieszkań przed 2030 rokiem. mówię o średnich cenach. Argumenty przedstawionej poniżej, o których notabene nie mówi rząd, tylko jak mantrę powtarza o konieczności wprowadzania coraz to kolejnych programów zachęcających do inwestowania (czytaj: zadłużania się praktycznie na całe życie) w mieszkania i nieruchomości. Wszelki agencje rządowe wręcz zarzekają się że idą wzrosty na rynku nieruchomości i inwestycja w nieruchomości jest najlepsza formą lokowania kapitału . 1) wahania cen dość dobrze pokrywają się z liczebnością populacji 25-26-latków. W 2008 roku było ich najwięcej prawie 700 000. Żaden późniejszy rocznik nie jest tak liczny - co więcej, za 10 lat 25-latków będzie ok. 2x mniej niż w 2008 roku - to oznacza duuużo mniejszy popyt na "pierwsze mieszkanie" - i to nie tylko chodzi o kupno, ale również o najem. 2) wahania cen są odwrotnie proporcjonalne do liczebności populacji 75-latków, bo śmiertelność i związane z tym "zwalnianie mieszkań" wpływa na podaż. w tym wieku umiera najwięcej osób - a pokolenie obecnych 75-latków jest o 15% mniej liczne, niż być powinno (II wojna światowa) - dlatego to pokolenie dotychczas zostawiało po sobie nienaturalnie mało mieszkań, co nie było w stanie zaspokoić nawet połowy potrzeb rynku. Młodzi ludzie bez mieszkań w spadku "po pradziadkach" szli na rynek pierwotny... Tuż po zakończeniu IIWŚ nastąpił potężny wyż demograficzny, ze szczytem w 1955 roku. Obecni 60-latkowie, to bardzo liczna grupa, będąca właścicielami sporej części rynku nieruchomości. To są ludzie dla których mieszkania (2 miliony) budował Gierek, to są też właściciele setek tysięcy PRLowskich "klocków" i willi z początków transformacji ustrojowej. 1) 2) Co będzie za 15 lat? Co się stanie z milionami mieszkań i domów, gdy zacznie umierać 800 000 starszych osób rocznie, a równocześnie będzie tylko 300 000 25-latków wchodzących w danym roku w dorosłość? i tak będzie przez kilka lat, rok po roku - to musi wygenerować potężną nadpodaż, która będzie rosła i rosła - w najbardziej skrajnym scenariuszu, o 250 000 mieszkań rocznie. Czy w takich warunkach ceny będą rosły? Raczej będą spadać dalej... nie wiem, kto te mieszkania kupi - może samorządy, aby zasilić zasób lokali komunalnych, lub na preferecyjny wynajem? Możliwe hipotetyczne scenariusze, optymistyczne :) : Jeżeli przyjmiemy, że Polska jest naczyniem zamkniętym to powyższa sytuacja się po prostu sprawdzi. Pytanie czy Polska jest naczyniem zamkniętym. Faktem jest iż wraz ze starzeniem i bogaceniem się społeczeństwa wzrośnie zapotrzebowanie na pracowników niewykwalifikowanych, fizycznych i do opieki nad starszymi. Przybędą do polski imigranci, którzy będą musieli gdzieś mieszkać. Jaka ich będzie ilość i kiedy to nastąpi nikt nie wie. To należy traktować jako niewiadomą w szacunkach. Oczywiście - Polska nie jest odizolowana od reszty świata - ale jak dotąd saldo migracyjne jest wyłącznie ujemne - i nie widać szans na zauważalną zmiane, ani GUS tego nie widzi - co nam przyjdzie po np. 20 tysiącach imigrantów rocznie? Zdecydowanie można powiedzieć - 500 000 osób rocznie!!!. tyle musiałoby w okolicy 2025 roku przybywać do Polski co roku przez kilka lat, żeby zatrzymać ten proces. Pół miliona rocznie, żeby wypełnić lukę wśród 25-30 latków... Osoby (wyż powojenny), ktore będą wtedy umierać, wchodzą już w wiek poprodukcyjny - co najmniej połowa, to już emeryci - więc jeśli ktoś miał się pojawić na ich miejsce (pracownicy fizyczni), lub do opieki nad nimi, powinniśmy już widzieć te pierwsze tysiące Ukraińców, czy Hindusów..... nie można powiedzieć , że połowę z docelowej liczby imigrantów potrzebnej do zasypania dziury (jakies 3-4 miliony) - ale chociaż 5%... Myślę że pewnie wnioski można wyciągną J
Odpowiedzi (11)
Dodaj komentarz