452
ppt
Ten temat ma:
  • Wyświetleń32 tys.
  • Odpowiedzi100
  • Ocen na +102
452 ppt ?

Toksyczna miłość i co dalej? (101)

pokaż odpowiedzi chronologicznie | od najwyższej oceny

Re: Toksyczna miłość i co dalej?

Napisał(a): natashafiodorow -

Te owady nie podziałały dobrze na moją wyobraźnię :) Z jednej strony romantyczność, kwiatki, czekoladki, buziaczki...a z drugiej ta modliszka.... brrrrr :)
Swoją drogą, czy tylko ktoś toksyczny tworzy toksyczne związki ?
Czy też ktoś całkiem zwyczajny może takowy ( toksyczny ) związek stworzyć ?
Z moich obserwacji raczej trzeba mieć toksyczne zadatki.
Jak ktoś trafnie zauważył bywają związki toksyczne dla obu stron, gdzie oboje są równocześnie przysłowiowymi katami i ofiarami.

Na pytanie co dalej trudno odpowiedzieć.
Może trzeba zadać pytanie : co zrobić z własną toksycznością ? :D
Tyle, że ci toksyczni jej u siebie nie dostrzegają, a ich bliscy też są zwykle zaślepieni.
A jak otworzyć komuś oczy ? Na domiar złego komuś, komu bycie zaślepionym pasuje ?

Re: Toksyczna miłość i co dalej?

Napisał(a): ~pffffffffff -

aliada
~pfffffffffff

U wszystkiego co żyje, bo wszytko co żyje ma geny, a bez ich przekazania nie ma ewolucji, bez ewolucji nie ma życia i kółko się zamyka. Tak to działa przynajmniej na tej planecie i jest to zakorzenione od samych podstaw życia. Od jednokomórkowców, przez rośliny, przez łososie brnące w górę rzeki, by przekazać geny i umrzeć, kończąc na ludziach.
Zgadza się. Tyle że u nas (ludzi) działanie instynktów jest przytłumione przez rozum. Nie u wszystkich w jednakowym stopniu. :)
Przytłumione? Hmmmmmm, nie bardzo, bardziej bardziej skomplikowane niż przytłumione :)

Re: Toksyczna miłość i co dalej?

Napisał(a): motylekk -

~pfffffffffff
iiiiiii
~pffffffffff Potrzeba przekazania genów jest silniejsza od potrzeby przeżycia.
U owadów na pewno.
U wszystkiego co żyje, bo wszytko co żyje ma geny, a bez ich przekazania nie ma ewolucji, bez ewolucji nie ma życia i kółko się zamyka. Tak to działa przynajmniej na tej planecie i jest to zakorzenione od samych podstaw życia. Od jednokomórkowców, przez rośliny, przez łososie brnące w górę rzeki, by przekazać geny i umrzeć, kończąc na ludziach.
Rozum przewyższa nas nad ssakami, których jedynym celem jest bzykanie na potege.

Re: Toksyczna miłość i co dalej?

Napisał(a): ~pfffffffffff -

motylekk
~pfffffffffff
iiiiiii
~pffffffffff Potrzeba przekazania genów jest silniejsza od potrzeby przeżycia.
U owadów na pewno.
U wszystkiego co żyje, bo wszytko co żyje ma geny, a bez ich przekazania nie ma ewolucji, bez ewolucji nie ma życia i kółko się zamyka. Tak to działa przynajmniej na tej planecie i jest to zakorzenione od samych podstaw życia. Od jednokomórkowców, przez rośliny, przez łososie brnące w górę rzeki, by przekazać geny i umrzeć, kończąc na ludziach.
Rozum przewyższa nas nad ssakami, których jedynym celem jest bzykanie na potege.
Heh serio? Czyli jak świadek dyma pannę młodą na weselu (albo świadkowa pana młodego) to rozum nimi kieruje? Bo takie przypadki na pewno się zdarzają niekiedy.
Arogancja ludzi jest równie nieograniczona co ich głupota.

Re: Toksyczna miłość i co dalej?

Napisał(a): ~secret -

To nie jest miłość, to tylko slogan, który monituje: nieszczęśliwy związek miłosny.
W takim związku tylko oficjalnie, powierzchownie jest to związek miłosny, naprawdę jest to oprawca i ofiara i niewola, która najczęściej opiera się na wzbudzaniu w ofierze ogromnego strachu, lęku, chaosu w dniu codziennym, dochodzi do przemocy fizycznej, psychicznej, finansowej na różne sposoby. Jednakże tylko agresja fizyczna w Pl jest karana.
Wróg oswojony jest w tym wypadku mniej groźny niż bezdomność, dlatego te kobiety wracają do domów oprawców, są okradane regularnie. Nie dysponują gotówką na osobne mieszkanie. To nie jest takie proste. Dlaczego nie chcą powiadamiać policji? Bo będzie to skutkowało karą z każdej strony i od strony oprawcy i od strony państwa.
W Polsce nie jest wdrożona Konwencja Antyprzemocowa i od chwili zgłoszenia Niebieskiej karty, jest się chora psychicznie, jeśli w tym związku są dzieci, zostaną matce odebrane.
Tak się dzieje codziennie wielokrotnie, sprawy sądowe ofiary wobec oprawcy są z powództwa cywilnego, gdzie sądy od lat orzekają, że całą wine ponosi osoba słabsza.
Istniejąca Niebieska karta monituje tylko agresję fizyczną, ogranicza się do interwencji 1 raz w m-cu policjanta dzielnicowego, przed którym oprawca będzie odstawiał swój cyrk, a ofiara będzie udawała, że jest ok - ze strachu, bo kiedy policjant wyjdzie oprawca z ofiara pozostaną w tym samym domu.
Jedynym wyjściem obecnie w tym kraju jest wyprowadzenie się ofiary. Gdyby Konwencja Antyprzemocowa działałaby w Polsce, to oprawca musiałby opuścić dom.

Kluczem są pieniądze, to one przynoszą spokój i własny kąt. Państwo nie pomaga, sądy obwiniają, pobita, okradziona, przestraszona, osłabiona osoba pozostaje sama. Ten człowiek potrzebuje pomocy, ale wstydzi się swojego stanu. Nie jest chory psychicznie.

Re: Toksyczna miłość i co dalej?

Napisał(a): NadiaZ -

~pffffffffff
aliada
~pfffffffffff

U wszystkiego co żyje, bo wszytko co żyje ma geny, a bez ich przekazania nie ma ewolucji, bez ewolucji nie ma życia i kółko się zamyka. Tak to działa przynajmniej na tej planecie i jest to zakorzenione od samych podstaw życia. Od jednokomórkowców, przez rośliny, przez łososie brnące w górę rzeki, by przekazać geny i umrzeć, kończąc na ludziach.
Zgadza się. Tyle że u nas (ludzi) działanie instynktów jest przytłumione przez rozum. Nie u wszystkich w jednakowym stopniu. :)
Przytłumione? Hmmmmmm, nie bardzo, bardziej bardziej skomplikowane niż przytłumione :)
Skomplikowane i/bo racjonalizowane... ;)

Re: Toksyczna miłość i co dalej?

Napisał(a): NadiaZ -

~pfffffffffff
motylekk
~pfffffffffff
iiiiiii
~pffffffffff Potrzeba przekazania genów jest silniejsza od potrzeby przeżycia.
U owadów na pewno.
U wszystkiego co żyje, bo wszytko co żyje ma geny, a bez ich przekazania nie ma ewolucji, bez ewolucji nie ma życia i kółko się zamyka. Tak to działa przynajmniej na tej planecie i jest to zakorzenione od samych podstaw życia. Od jednokomórkowców, przez rośliny, przez łososie brnące w górę rzeki, by przekazać geny i umrzeć, kończąc na ludziach.
Rozum przewyższa nas nad ssakami, których jedynym celem jest bzykanie na potege.
Heh serio? Czyli jak świadek dyma pannę młodą na weselu (albo świadkowa pana młodego) to rozum nimi kieruje? Bo takie przypadki na pewno się zdarzają niekiedy.
Arogancja ludzi jest równie nieograniczona co ich głupota.
Wesele nie jest dobrym przykładem. Trudno, żeby kimkolwiek kierował rozum na weselu ;)

Re: Toksyczna miłość i co dalej?

Napisał(a): Antoinette -

egle niewiele wiem o tej miłości, ale też mnie to zawsze zastanawia...

to chyba kwestia zatracenia tego instynktu... albo próba dostosowania się do jakiś schematów?

weź taki strach przed samotnością. Głupota, prawda? jednakże dużo ludzi w ten sposób właśnie działa. Inna sprawa, to rachunek, w którym wychodzi, że jeśli facet mnie leje dwa razy w tygodniu, to i tak pozostałych dni jest w miarę ok albo nawet szczęśliwych.

Inna sprawa, to kwestia ofiary. Nie każdy się na nią nadaje. Dlatego osaczyć nie można każdemu, ale wielu osobom można wmówić, że nic nie znaczą, że są nikim... to pierwszy krok, by zatracić własną tożsamość...

poznawałam kiedyś kobiety, które wracały do domu swoich oprawców, wyrywały mi telefon z ręki, kiedy chciałam dzwonić na policję, ale nie potrafiły powiedzieć, co nimi kieruje...

to jednak nie trzeba popadać w skrajność. W moim bliskim otoczeniu mam przypadek, gdzie facet psychicznie wykańczał dziewczynę. A ona przez mechanizm wyparcia, niczego nie dostrzegała. Dopiero zdrada, a właściwie notoryczne chodzenie na panienki, sprawiły, że kopnęła go w dupę. Wcześniej godziła się na wiele rzeczy.

toksyczna miłość niestety zawsze ma to samo zakończenie, dobre przykłady podałaś, wręcz analogiczne :)

fajny temat, ja tylko na pięć minut, bo czas, zły gość mnie goni, to dopiero toksyczny związek,

pozdrawiam Cię serdecznie :)
Strach przed samotnością , no może ale przecież się mowi tego kwiecie to pół świecie a jednak tkwi się ciągle u boku jednego mimo, że toksycznego . Mnie zastanawia dlaczego ?

Toksyczni partnerzy to nie tylko faceci, kobiety nie są lepsze. Nawet w tym dziale pisał chłopak, że tkwił w takim związku przez bodajże 6 lat aż do upadłego , to właśnie jego wpis mnie zainspirował do tego tematu, bo ja tego bardzo nie rozumniem , gdzie leży granica niszczenia i jej świadomości, czy w ogóle isnieje ? Weź te owady , one giną nawet w miłosnym uniesieniu , u ludzi jest podobnie ;)

Re: Toksyczna miłość i co dalej?

Napisał(a): Antoinette -

Landor Można, moim zdaniem użyć sloganu, iż praktycznie każda miłość jest mniej lub więcej toksyczna. Przy niezbyt silnym nasileniu „trucizny miłości” ową toksyczność dostrzegają jedynie osoby postronne. Mogą to być oczywiście przyjaciółki, przyjaciele, którzy czasami coś tam próbują przemycić w toku rozmów, lecz najczęściej wolą patrzeć na wszystko z boku. Po co się mieszać, skoro efekt może być tylko jeden – wyrzucenie z grona znajomych i obrażenie się na ową życzliwą osobę. Przedstawiłaś jednak wersję, gdzie tylko jedna strona jest kanibalem „miłości”. Często bywa jednak owa toksyczność dwustronna.
A co jest takiego w miłości bardziej jednoznacznie toksycznej. To trzeba naprawdę przeżyć, podobnie jak miłość platoniczną. Na pewno towarzyszy jej przede wszystkim niewyobrażalne zafascynowanie, nie mające swojego odpowiednika w stosunku do innej osoby i postrzeganej jako standardowa miłości. Miłość toksyczna to nieomal coś jak potrzeba kolejnych porcji adrenaliny przy zdobywaniu nieomal nie do zdobycia szczytów gór i związanym z tym przekraczaniem własnych możliwości. Tyle, że ta potrzeba jest zwielokrotniona, zapewne pełnym zaślepieniem. To wchodzenie w sferę dla innych niedostępną a nawet zastrzeżoną. W miłosnym uniesieniu i potrzebą zbliżenia się do tej jednej, jedynej (innej nie da się wyobrazić) osoby działa jak najsilniejsza używka. Struny namiętności są tak napięte, że zdaje się, iż za chwilkę trzasną. Ale była i jest, podnosi romantyczny epilog w życiu, pełen upojenia i pragnienia bycia z druga osobą teraz i na zawsze…
A w efekcie, i to niezbyt odległym i tak wszystko trzaska... z hukiem.
Każda miłość jest ślepa ale nie każda toksyczna , toksyczna to taka co niszczy i więcej jest nieszczęścia niż przyjemności , przynajmniej jak na to się patrzy z boku, choć nawet zaiteresowanie czasem są świadomi destrukcji w takim związku a mimo to brną w nią dalej i dalej, jak w pułapce bez odwrotu aż do upadłego.

Podałam tylko takie przykłady, bo zwyczajnie innych nie znalazłam, co nie znaczy, że temat dotyczy tylko jednej strony.

Nie wiem, czy to odpowiednie porównywać miłośc platoniczną do toksycznej, to całkiem dwie różne odrębności, jedna wyniszcza a druga praktycznie nie szkodzi, jeżeli nawet, to za szkodę jesteśmy odpowiedzialni sami a to nie kanibalizm psychiczny a kamikadze ;)

Re: Toksyczna miłość i co dalej?

Napisał(a): Antoinette -

iiiiiii Przed przecinkiem nie dajemy spacji. Druga Antonia?
U ludzi, najczęściej naiwne babony ładują się w takie relacje.
Czytałam o prostytutkach, które bronią swoich właścicieli, dra się za nimi pod wiezieniami. A w kobiecych wiezieniach pustki, chłop ma gdzieś kobietę, gdy mu seksu nie daje, albo gdy ma raka.
Dobrze prze Pani Profesor:)

Takie relacje zdarzają się u obu płci, niestety albo stety, jakby ktoś o równouprawnienie zahaczył:)

Re: Toksyczna miłość i co dalej?

Napisał(a): Antoinette -

aliada
yinyang z takimi ludźmi trzeba zerwać znajomość i zacząć życie na nowych, własnych zasadach.
Ale to by trzeba włączyć rozum... A czasem rozum śpi, oszołomiony hormonami czy tam czymś :) i najsilniejszy z instynktów, instynkt przetrwania gatunku, działa bez głównego hamulca. I wtedy jesteśmy jak te samce pająków - gotowi zginąć dla chwili miłości. ;)
No właśnie, czyli jednak miłość jest ślepa aż do bólu;)
Tylko, że jedni potrafią reagować na starcie a inni nie, czy może to zależy od osobnika, w którym lokujemy nasze uczucia ?

Re: Toksyczna miłość i co dalej?

Napisał(a): Antoinette -

Zenobia45

Zależy od osobniaka.
Może być:
-wzorzec
- silne pragnienie akceptacji i miłości
- negatywne przebodźcowanie
- emocjonalność alkoholika
- niedowartościowanie
- brak świadomości

To są powody brnięcia. Co dalej? A któż to morze wiedzieć?
Prawda. Tyle że nie ma jednoznacznej reguły, bo nie raz nie ma ani jednego z wymienionych czynników, a jednak wpakowuje się w toksyczny związek, a może miłość potrafi oślepić na amen?;)

Zaciekawiło mnie to negatywne przebodźcowanie, co masz na myśli, oświeć mnie, bo nie wiem :)
« Wróć do tematów
Do góry strony: Toksyczna miłość i co dalej?