478
ppt
Ten temat ma:
  • Wyświetleń33 tys.
  • Odpowiedzi113
  • Ocen na +102
478 ppt ?

Toksyczna miłość i co dalej? (114)

pokaż odpowiedzi chronologicznie | od najwyższej oceny

Toksyczna miłość i co dalej?

Napisał(a): Antoinette -

Toksyczna miłość jest dowodem na to, że miłość jest ślepa. Weźmy takiego pająka , nie wiem czy taki pająk wie , czy nie ale idąc na amory z Panią pająk idzie na pewną śmierć, najpierw amory a potem kanibalizm seksualny. Podobnie ma się rzecz u modliszki i innych owadów czy gatunków zwierząt, „Okrutna śmierć spotyka podczas seksu samce kuczmanów, owadów przypominających niewielkie komary. Samica wstrzykuje do ciała upojonego miłosną rozkoszą partnera substancje rozpuszczające jego wnętrzności. Następnie zaspokojona wysysa smakowity koktajl. Ma więc zapewnioną nie tylko prokreację, lecz także pożywienie.“

A co z ludźmi , czy czasem nie zachowujemy się jak te owady, brniemy w toksyczną miłość jak zaślepione owady , czasem w pełni zdajemy sobie z tego sprawę ale brniemy dalej , tak jakby pajęcza sieć nas pętała. Dlaczego tak właśnie się dzieje , że ciężko jest zrezygnować z toksycznej miłości , co jest w niej takiego , że idzie się na pewną śmierć i nie potrafi się wyrwać z jej ramion ?

Re: Toksyczna miłość i co dalej?

Napisał(a): egle -

niewiele wiem o tej miłości, ale też mnie to zawsze zastanawia...

to chyba kwestia zatracenia tego instynktu... albo próba dostosowania się do jakiś schematów?

weź taki strach przed samotnością. Głupota, prawda? jednakże dużo ludzi w ten sposób właśnie działa. Inna sprawa, to rachunek, w którym wychodzi, że jeśli facet mnie leje dwa razy w tygodniu, to i tak pozostałych dni jest w miarę ok albo nawet szczęśliwych.

Inna sprawa, to kwestia ofiary. Nie każdy się na nią nadaje. Dlatego osaczyć nie można każdemu, ale wielu osobom można wmówić, że nic nie znaczą, że są nikim... to pierwszy krok, by zatracić własną tożsamość...

poznawałam kiedyś kobiety, które wracały do domu swoich oprawców, wyrywały mi telefon z ręki, kiedy chciałam dzwonić na policję, ale nie potrafiły powiedzieć, co nimi kieruje...

to jednak nie trzeba popadać w skrajność. W moim bliskim otoczeniu mam przypadek, gdzie facet psychicznie wykańczał dziewczynę. A ona przez mechanizm wyparcia, niczego nie dostrzegała. Dopiero zdrada, a właściwie notoryczne chodzenie na panienki, sprawiły, że kopnęła go w dupę. Wcześniej godziła się na wiele rzeczy.

toksyczna miłość niestety zawsze ma to samo zakończenie, dobre przykłady podałaś, wręcz analogiczne :)

fajny temat, ja tylko na pięć minut, bo czas, zły gość mnie goni, to dopiero toksyczny związek,

pozdrawiam Cię serdecznie :)

Re: Toksyczna miłość i co dalej?

Napisał(a): Landor -

Można, moim zdaniem użyć sloganu, iż praktycznie każda miłość jest mniej lub więcej toksyczna. Przy niezbyt silnym nasileniu „trucizny miłości” ową toksyczność dostrzegają jedynie osoby postronne. Mogą to być oczywiście przyjaciółki, przyjaciele, którzy czasami coś tam próbują przemycić w toku rozmów, lecz najczęściej wolą patrzeć na wszystko z boku. Po co się mieszać, skoro efekt może być tylko jeden – wyrzucenie z grona znajomych i obrażenie się na ową życzliwą osobę. Przedstawiłaś jednak wersję, gdzie tylko jedna strona jest kanibalem „miłości”. Często bywa jednak owa toksyczność dwustronna.
A co jest takiego w miłości bardziej jednoznacznie toksycznej. To trzeba naprawdę przeżyć, podobnie jak miłość platoniczną. Na pewno towarzyszy jej przede wszystkim niewyobrażalne zafascynowanie, nie mające swojego odpowiednika w stosunku do innej osoby i postrzeganej jako standardowa miłości. Miłość toksyczna to nieomal coś jak potrzeba kolejnych porcji adrenaliny przy zdobywaniu nieomal nie do zdobycia szczytów gór i związanym z tym przekraczaniem własnych możliwości. Tyle, że ta potrzeba jest zwielokrotniona, zapewne pełnym zaślepieniem. To wchodzenie w sferę dla innych niedostępną a nawet zastrzeżoną. W miłosnym uniesieniu i potrzebą zbliżenia się do tej jednej, jedynej (innej nie da się wyobrazić) osoby działa jak najsilniejsza używka. Struny namiętności są tak napięte, że zdaje się, iż za chwilkę trzasną. Ale była i jest, podnosi romantyczny epilog w życiu, pełen upojenia i pragnienia bycia z druga osobą teraz i na zawsze…
A w efekcie, i to niezbyt odległym i tak wszystko trzaska... z hukiem.

Re: Toksyczna miłość i co dalej?

Napisał(a): iiiiiii -

Przed przecinkiem nie dajemy spacji. Druga Antonia?
U ludzi, najczęściej naiwne babony ładują się w takie relacje.
Czytałam o prostytutkach, które bronią swoich właścicieli, dra się za nimi pod wiezieniami. A w kobiecych wiezieniach pustki, chłop ma gdzieś kobietę, gdy mu seksu nie daje, albo gdy ma raka.

Re: Toksyczna miłość i co dalej?

Napisał(a): iiiiiii -

Landor Można, moim zdaniem użyć sloganu, iż praktycznie każda miłość jest mniej lub więcej toksyczna. Przy niezbyt silnym nasileniu „trucizny miłości” ową toksyczność dostrzegają jedynie osoby postronne. Mogą to być oczywiście przyjaciółki, przyjaciele, którzy czasami coś tam próbują przemycić w toku rozmów, lecz najczęściej wolą patrzeć na wszystko z boku. Po co się mieszać, skoro efekt może być tylko jeden – wyrzucenie z grona znajomych i obrażenie się na ową życzliwą osobę. Przedstawiłaś jednak wersję, gdzie tylko jedna strona jest kanibalem „miłości”. Często bywa jednak owa toksyczność dwustronna.
A co jest takiego w miłości bardziej jednoznacznie toksycznej. To trzeba naprawdę przeżyć, podobnie jak miłość platoniczną. Na pewno towarzyszy jej przede wszystkim niewyobrażalne zafascynowanie, nie mające swojego odpowiednika w stosunku do innej osoby i postrzeganej jako standardowa miłości. Miłość toksyczna to nieomal coś jak potrzeba kolejnych porcji adrenaliny przy zdobywaniu nieomal nie do zdobycia szczytów gór i związanym z tym przekraczaniem własnych możliwości. Tyle, że ta potrzeba jest zwielokrotniona, zapewne pełnym zaślepieniem. To wchodzenie w sferę dla innych niedostępną a nawet zastrzeżoną. W miłosnym uniesieniu i potrzebą zbliżenia się do tej jednej, jedynej (innej nie da się wyobrazić) osoby działa jak najsilniejsza używka. Struny namiętności są tak napięte, że zdaje się, iż za chwilkę trzasną. Ale była i jest, podnosi romantyczny epilog w życiu, pełen upojenia i pragnienia bycia z druga osobą teraz i na zawsze…
A w efekcie, i to niezbyt odległym i tak wszystko trzaska... z hukiem.
Chłopy i ich toksyczna miłość do miednicy:P

Re: Toksyczna miłość i co dalej?

Napisał(a): Landor -

yinyang z takimi ludźmi trzeba zerwać znajomość i zacząć życie na nowych, własnych zasadach.
Diagnoza jak najbardziej trafna. Praktyka potwierdza, iż nieskuteczna. Do zerwania dochodzi w przypadku toksycznej miłości jedynie w wyniku innych, zawsze drastycznych wydarzeń, np. jednoznacznej zdrady czy trwałego odejścia jednej ze stron do innej "miłości życia".

Re: Toksyczna miłość i co dalej?

Napisał(a): aliada -

yinyang z takimi ludźmi trzeba zerwać znajomość i zacząć życie na nowych, własnych zasadach.
Ale to by trzeba włączyć rozum... A czasem rozum śpi, oszołomiony hormonami czy tam czymś :) i najsilniejszy z instynktów, instynkt przetrwania gatunku, działa bez głównego hamulca. I wtedy jesteśmy jak te samce pająków - gotowi zginąć dla chwili miłości. ;)

Re: Toksyczna miłość i co dalej?

Napisał(a): Zenobia45 -



Zależy od osobniaka.
Może być:
-wzorzec
- silne pragnienie akceptacji i miłości
- negatywne przebodźcowanie
- emocjonalność alkoholika
- niedowartościowanie
- brak świadomości

To są powody brnięcia. Co dalej? A któż to morze wiedzieć?

Re: Toksyczna miłość i co dalej?

Napisał(a): ~pfffffffffff -

iiiiiii
~pffffffffff Potrzeba przekazania genów jest silniejsza od potrzeby przeżycia.
U owadów na pewno.
U wszystkiego co żyje, bo wszytko co żyje ma geny, a bez ich przekazania nie ma ewolucji, bez ewolucji nie ma życia i kółko się zamyka. Tak to działa przynajmniej na tej planecie i jest to zakorzenione od samych podstaw życia. Od jednokomórkowców, przez rośliny, przez łososie brnące w górę rzeki, by przekazać geny i umrzeć, kończąc na ludziach.

Re: Toksyczna miłość i co dalej?

Napisał(a): aliada -

~pfffffffffff

U wszystkiego co żyje, bo wszytko co żyje ma geny, a bez ich przekazania nie ma ewolucji, bez ewolucji nie ma życia i kółko się zamyka. Tak to działa przynajmniej na tej planecie i jest to zakorzenione od samych podstaw życia. Od jednokomórkowców, przez rośliny, przez łososie brnące w górę rzeki, by przekazać geny i umrzeć, kończąc na ludziach.
Zgadza się. Tyle że u nas (ludzi) działanie instynktów jest przytłumione przez rozum. Nie u wszystkich w jednakowym stopniu. :)
« Wróć do tematów
Do góry strony: Toksyczna miłość i co dalej?