• Nowa kategoria potrzebna...

    W: Hydepark
    Tak sobie myślę, czytając dzisiejsze tematy: czy nie przydało by się dodać tutaj jeszcze jedną kategorię? "Plotki, pomówienia, insynuacje". Dla stałych bywalców, a może i "goście" skorzystają.
    Może napisać w tej sprawie do admina?
  • Zmiany na forum

    W: Do Admina
    Forum przed zmianami było jaśniejsze i bardziej czytelne. To nie jest "dobra zmiana". :) Jestem za przywróceniem poprzedniej wersji, z cytatami, wygodniejszej dla forumowiczów. Poza tym jeżeli można dodawać plusy, powinno być można dodać też minusy, które są wyrazem dezaprobaty. Najlepiej, żeby jednemu głosowi odpowiadał jeden plus czy minus, tak jak gdzie indziej na portalu, w związku z tym jestem za likwidacją poziomów.
  • Rockowe/bluesowe ballady

    W: Hydepark
    Lubicie ballady rockowe? Wolne, nastrojowe utwory, niektóre opowiadające o miłości, niektóre smutne. Wiele z nich weszło na stałe do kanonu muzyki rockowej.
    Na początek trzy 'klasyki":
    Emerson , Lake and Palmer - "Ces't La Vie", wspaniały głos niedawno zmarłego Grega Lake'a.


    Cat Stevens - "Lady D"Arbanville" . Smutna piosenka dedykowana swojej byłej dziewczynie Patti. Oryginalna zemsta, przez "uśmiercenie" w piosence :) Ale tym sposobem będzie pewnie żyła wiecznie :)


    Moody Blues - "Nights in White Satin", utwór - wizytówka, chyba wszyscy to znają...



  • Kic, kic, kic czyli granice wszechświata

    W: Hydepark
    W połowie XIX wieku biali osadnicy sprowadzili sobie do Australii króliki, niedużo, bo w liczbie dwudziestu kilku sztuk. Na początku wszystko było OK, ale wkrótce już tak wesoło nie było. Warunki życia w nowym miejscu bardzo nowym mieszkańcom odpowiadały. Króliki - wiadomo – mnożą się jak króliki, więc robiło się ich coraz więcej i więcej. Królicze towarzystwo zaczęło się szybko rozbiegać i zajmować coraz to nowe tereny, wyżerając przy okazji wszelaką roślinność, w tym trawę przeznaczoną dla owiec, przerabiając wszystko na królicze bobki oraz przekopując wszystko, co się da. Królik pomimo, że puszysty i z pozoru nieszkodliwy, wyposażony jest w groźną broń – zęby. Wkrótce zajęczaki kicały sobie tu i tam bez żadnej kontroli - to kic w prawo, to kic w lewo, kilka przepadło w buszu, kilkanaście innych w eukaliptusowym lesie, jeszcze inne zniknęły za pagórkiem, kilka poszło sobie gdzieś w pole. Sytuacja wymknęła się farmerom spod kontroli, a w pyszczkach zwierzątek szybko znikała pasza dla ich owiec. Króliki mnożyły się w najlepsze zajmując coraz nowe tereny i zakróliczając coraz to nowe połacie kontynentu. Potrzebowały coraz więcej terenu i pożywienia, więc ilość króliczych kolonii rosła. Powstawały coraz to nowe i nowe królicze osiedla, miasta, mecze… /stop!... bez przesady.… Farmerzy zabrali się więc do obrony mienia swego oraz jedzenia dla swoich owiec, niestety – dotychczas zastosowane przez nich metody okazały się nieskuteczne. Kicający problem stawał się coraz bardziej palący. Żeby chociaż częściowo powstrzymać króliki zaczęto stawiać ogrodzenia. Wybudowano długi płot o długości ponad 3 tysięcy kilometrów, który okazał się być nadzwyczaj skuteczny. Chociaż zwierzątka próbowały sforsować barykadę, zapobiegł on zakróliczeniu dalszej części Australii. W końcu, choć z trudem, poradzono sobie jako tako z króliczym najazdem. Podobno Australijczykom do tej pory pozostała trauma i do dzisiaj niektórzy z nich reagują odruchem wymiotnym na widok królika /z wielkanocnym włącznie/.
    …………………………….
    Dużo wcześniej przed króliczą inwazją na Australię, do wybrzeży Ameryki dotarła wyprawa Krzysztofa Kolumba . Nieco później po tym zdarzeniu do brzegów dzisiejszych Stanów Zjednoczonych przybił statek „Mayflower”. Przywiózł on angielskich kolonistów. Na początku wszystko było OK, a tubylcom i przybyszom udało się nawiązać przyjazne stosunki, ale wkrótce statków i osadników przybywało coraz więcej i więcej…
    ………………………………
    Historia lubi się powtarzać.
    Albert Einstein powiedział, że tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, chociaż nie jest pewien co do pierwszego. Jeżeli więc tylko głupota nie ma granic, a wszechświat jest ograniczony, głupota jest kiedyś gotowa nie zmieścić się w granicach wszechświata. Czy będziemy w stanie owe granice nieco poszerzyć?
    Historia i głupota zataczają kolejne koło…
    ……………………………….
    (Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń … itd…..bla bla bla…).
  • O pracy w niedziele /takie sobie rozważania.../.

    W: Hydepark

    Przyznam się, że uczucia mam mieszane. Pomijam „wątek religijny” w tej sprawie, bo wiadomo, że nie ma przymusu chodzenia do kościoła, więc wywlekanie tego rodzaju argumentów tym jest bez sensu. Pada następny argument – nikt nikogo nie zmusza do pracy w handlu. Racja, ale nie do końca. Czasem supermarket jest dla kogoś jedynym dostępnym miejscem pracy i musi się z konieczności podporządkować, bo jak się nie podoba - „noga, d…a, brama. Zatrudni się osoby z „biegłym ukraińskim w mowie i piśmie.” Właściwie to chyba najpierw powinni się wypowiedzieć sami zainteresowani, czyli pracownicy sieci: co o tym sądzą i czy rzeczywiście praca w niedziele tak im przeszkadza /w teorii, bo praktyce raczej nikt się o to pracowników pytał nie będzie, a powinien/. Bo w założeniu nie chodziło ani o ten aspekt religijny czy narzucanie Polakom tego jak i gdzie mają spędzać swój wolny czas, tylko podobno o „zrobienie dobrze” pracownikom i "połączenie rodziny". Pracownicy handlu dostają dzień wolny za niedzielę, ale kiedy cała rodzina ma wolne, można gdzieś wspólnie wyskoczyć.

    Mam tą nieprzyjemność mieszkać w Wielkim Mieście, marketów u nas jak nasr… …no, dużo, więc często tam bywam. Zauważyłem, że szczyt zakupowego obłędu przypada na soboty i w związku z tym staram się tego unikać. Robimy zakupy w piątki po południu. W niedziele zaglądam tylko czasem /z naciskiem na "czasem"/ - jest zdecydowanie mniej ludzi i w większości nie robią ogromnych zakupów; takie tam parę rzeczy, bo nieraz się coś zapomni. W związku z powyższym wydaje mi się, że niedzielny handel w marketach można by od biedy sobie darować Jest jeszcze sprawa wielkich galerii handlowych, które faktycznie służą teraz jako centra rozrywki, gdzie chodzi się z całymi rodzinami i nawet jak się nie kupuje, to się ogląda. W bezpośredniej bliskości naszego Wielkiego Miasta, już na terenie sąsiedniej gminy, znajduje się ogromne centrum handlowe, w zasadzie całe miasteczko, do którego, głównie w weekendy, walą tłumy i zostawiają tam kasę. Wygląda na to, że jest to ulubiona rozrywka mieszkańców Wielkiego Miasta. Nie jadą w plener, tylko tam. No i co – zamknąć coś takiego i zabrać ludziom rozrywkę? Nie wiem, co wtedy ludzie by robili i czy pojechali by gdzieś na łono natury, ale może gdyby nie spędzali czasu w galeriach, udaliby się np. do Rynku, gdzie jest dużo kafejek, pubów i barów. Mogliby też pójść z rodzinami pracownicy marketów. I tu nastąpiłby transfer gotówki z wielkich sieci do kieszeni drobnych przedsiębiorców i chyba nie ma w tym nic złego.
    Wszystkim wypoczynek się należy, nie ma przymusu pracy w handlu tak jak nie ma przymusu robienia zakupów w niedziele. W niektórych krajach zachodnich obowiązuje zakaz lub ograniczenie niedzielnej pracy. U nas straszą redukcją zatrudnienia i bezrobociem . Chyba bez przesady, Polacy i tak są jednym z najwięcej i najdłużej pracujących narodów w Europie. Może by dołożyć pracownikom po godzinie w tygodniu i wykorzystać ich np. na kasach. Przeciętnie w markecie – na pięć kas czynna jest jedna. Niepotrzebnie stoimy w kolejkach.
    Przepraszam za chaotyczność wypowiedzi. Jak mówiłem, uczucia mam mieszane.



  • „Są rzeczy znane i nieznane, a pomiędzy nimi są DRZWI” /William Blake/.

    W: Hydepark
    "Śpiewam bluesa od początku świata"
    The Doors. Zespół – legenda i niemniej legendarny wokalista... 3 lipca przypada rocznica śmierci Jima Morrisona. Gdyby żył, w tym roku skończyłby 73 lata. Dla jednych był geniuszem, dla drugich zwykłym ochlejem i ćpunem /prawdę mówiąc – jedno drugiego nie wyklucza, a ja osobiście podpisuję się pod pierwszym, jednocześnie twierdząc, że był ochlejem zdecydowanie niezwykłym/. Trudno, artyści już tak mają, że wzbudzają nieraz krańcowe emocje. Myślę, że lepsze to, niż bycie nijakim. Co to za artysta, który jest NIJAKI? .
    The Doors: Jim Morrison, Ray Manzarek, Robbie Krieger, John Densmore. Zespół ponadczasowy, który - jak to się mówi - wyprzedzał swoją epokę. Rzeczywiście, był dużo później inspiracją dla muzyków spod znaku punk rocka czy nowej fali. Nie został zaliczony w poczet „dinozaurów”. W ciągu pięciu lat wydał siedem albumów. Można The Doors lubić lub nie, „de gustibus non est disputandum”, ale nie można negować niewątpliwych zasług dla rocka. To jeden z zespołów tworzących kanon muzyki rockowej.
    Wszystko zaczęło się w roku 1965, kiedy to Jim i Ray spotkali się na plaży w Venice, a Jim zaśpiewał „Moonlight Drive”…
    Założyłem ten temat, ponieważ The Doors to jeden z moich ulubionych wykonawców i chcę go przypomnieć. Wcześniej zapomniałem o innej rocznicy – w maju 2013 roku zmarł Ray Manzarek. Bez Raya nie byłoby The Doors. Nie będę przynudzać i zamieszczać biografii, bo to można przeczytać sobie w necie czy w którejś z książek. Lepiej czegoś posłuchać. Jeżeli są na forum inni fani The Doors, niech dorzucą swoje ulubione utwory.
    ‘I Am the Lizard King. I can do anything.’

    "Kiedy zbudziłem się dziś rano, strzeliłem sobie piwo..." Klasyk... "Roadhouse Blues"
    http://ww38.y(...)pvvaDT8


  • Życzenia dla wszystkich.

    W: Hydepark

    Zamieściłem te życzenia pod artykułem R.A Z-a, ale ponieważ mam kopie, wlepiam także tutaj. Na ten nadchodzący rok życzę wszystkim Znajomym oraz Nieznajomym z forum, a także sobie, aby było nam lepiej. Żebyśmy byli mądrzejsi, spokojniejsi, pogodniejsi, zdrowsi, cierpliwsi, weselsi może też. No i żebyśmy się trochę mniej kłócili, tu, na forum oraz gdzie indziej także. Trudne, ale spróbować można. Życzę krótszych kolejek w korkach, rzadszych wizyt u lekarzy, chociaż trochę pełniejszych portfeli, większego mimo wszystko poczucia humoru i dystansu do siebie i do naszych kochanych i zabawnych polityków. I żebyśmy się starali nie czynić drugiemu, co jest nam niemiłe /jako mieszkaniec dużego miasta, wiem, jakie to ważne/. W każdym razie, jeżeli jakieś przyczyny obiektywne nie pozwolą, żeby było nam lepiej, to chociaż żeby nie było gorzej. Uważam, że Święta są od tego, żeby się obżerać, a Sylwester jest od tego, żeby się napić i zabawić, jak kto chce, bez wyrzutów sumienia. Życzę więc też, żeby korki od szampanów tudzież win musujących trafiały tam gdzie trzeba /czyli w sufit/, a nie w czyjeś oko czy ucho na przykład, bo niepotrzebne nam żadne wypadki, no i żeby natura potraktowała nas jutro łaskawie i kac był odwrotnie proporcjonalny /dobrze mówię? bo nie bardzo znam się na fizyce/ do ilości spożytych napojów. No i w ogóle… wszystkiego.