• REPARACJE NA ROZDARTYM SERCU NARODU POLSKIEGO, CZYLI POLACY JAKO OFIARY NIEPOPRAWNE HISTORYCZNIE.

    W: Polityka
    6 MILIONÓW OFIAR- CO PIĄTY POLAK NIE PRZEŻYŁ WOJNY, DZIESIĄTKI TYSIĘCY WYMORDOWANYCH INTELIGENTÓW, 38% UTRACONEGO MAJĄTKU NARODOWEGO, 43% ZNISZCZONYCH DÓBR KULTURY, ZNISZCZONA PONAD POŁOWA PRZEMYSŁU, POŁOWA TERYTORIUM W OBCYCH RĘKACH- A TO DALEKO NIE WSZYSTKO, TO TYLKO TAK "Z GRUBSZA", BO SZCZEGÓŁOWYCH DANYCH NIE POZNAMY NIGDY. CUD BOSKI, ŻE POLSKA PRZETRWAŁA OSTATNIĄ WOJNĘ JAKO PAŃSTWO, A POLACY JAKO NARÓD.
    Gdyby podobna hekatomba dotknęła Francję, w odwecie Niemcy zostałyby zrównane z powierzchnią ziemi, ich gospodarka cofnięta do poziomu wspólnot rolnych i manufaktur, członkowie NSDAP, SS, SA i innych band zostaliby wyjęci spod prawa, a za ich zastrzelenie wypłacanoby premie finansowe, jak za zabicie szczura w wiktoriańskim Londynie. Mówienie po niemiecku w miejscu publicznym poza granicami Niemiec kończyłoby się obiciem pysków mówiącym- i to bez konsekwencji karnych, a zamiast słowa "zbrodniarz" wystarczyłoby powiedzieć "Niemiec", i wszyscy wiedzieliby, o co chodzi. Gdyby podobna hekatomba dotknęła Francję...
    Dotknęła jednak Polskę.
    To w Polsce można było bezkarnie zarządzić i nadzorować masakrę kilkudziesięciu tysięcy starców, kobiet i dzieci w samym sercu europejskiej stolicy, a potem, już po wojnie, dożyć spokojnie swoich dni jako szanowany burmistrz, nie niepokojony przez żadne służby policyjne, sądy, czy inne, sprawiające przykrość przestępcom, organizacje- chociaż za urzadzenie podobnej rzezi w Paryżu osoba za nią odpowiedzialna zostałaby, co najmniej, rozdarta końmi tuż obok wysadzonej w powietrze Wieży Eiffla, a na Niemcy nałożone surowe rygory populacyjne, by już nigdy nie mogli zagrozić sąsiadom... GDYBY TO MIAŁO MIEJSCE WE FRANCJI...
    To w Polsce można było wysiedlić i wysłać do obozów koncentracyjnych około 200 tysięcy dzieci, w tym 30 tysięcy Dzieci Zamojszczyzny po to, by część z nich, po uznaniu za "odpowiednie rasowo", skierować do germanizacji, a resztę, tą "mniej wartościową genetycznie", skazać na śmierć z głodu, zimna i chorób, lub po prostu zakatować, ot tak, bo, na przykład, siłą oddzielone od matek, płakały i nie chciały przestać, albo nie rozumiały, co się do nich mówi. Gdyby coś takiego miało miejsce we Francji, gdyby to francuskim dzieciom zgotowano takie piekło na ziemi, jak Obóz Dziecięcy w Łodzi, a na zdjęciach z wyzwolonego Auschwitz to mali, kilkuletni, zagłodzeni Francuzi pokazywali swoje wytatuowane na chudych przedramionach obozowe numery, to odpowiedzialni za to zostaliby publicznie zgilotynowani na Polach Elizejskich, a co trzecia szkoła w Europie nosiłaby dziś imię "Dzieci Prowansji", "Dzieci Normandii", "Dzieci Akwitanii"... GDYBY TO MIAŁO MIEJSCE WE FRANCJI...
    To w Polsce można było, z pełną premedytacją, wymordować niemal 700 profesorów uniwersyteckich i uczonych, dziesiątki tysięcy pracowników naukowych, lekarzy, inżynierów, nauczycieli, duchownych, prawników i urzędników przedwojennej administracji państwowej- łącznie blisko 150 tysięcy osób- zniszczyć tysiące szkół i uczelni po to, by pozbawić cały Naród przywództwa, by zniszczyć jego elity intelektualne, by wytępić ludzi, którzy stanowili o jego sile i kładli podwaliny pod przyszłą potęgę, by zmienić cztery- pięć milionów ocalałych Polaków- bo do tylu planowano "zredukować" 35 milionowy Naród- w posłusznych niewolników. Gdyby coś takiego miało miejsce we Francji, gdyby to profesorowie Sorbony umierali z głodu w Auschwitz, a uczeni z Instytutu Pasteura ginęli zakatowani w Sachsenhausen, gdyby to Francuzów planowano "zredukować" do kilkumilionowej, niewykształconej siły roboczej, to odpowiedzialni za to zostaliby powieszeni na Placu Republiki w Paryżu- i to w taki sposób, by czuli, że umierają, a niemieckie szkolnictwo zostałoby zredukowane do szkół zawodowych, z, co najwyżej, jedną uczelnią wyższą kształcacą niemieckojęzyczne kadry potrzebne do pomocy w zażądzaniu alianckimi strefami okupacyjnymi... GDYBY TO MIAŁO MIEJSCE WE FRANCJI...
    ( Ciąg dalszy niżej )
  • POŚPIECH JEST WSKAZANY PRZY ŁAPANIU PCHEŁ, CZYLI O TYM, JAK PREZYDENT HAMULEC ZACIĄGNĄŁ.

    W: Polityka
    PIS SAM TO SOBIE ZAFUNDOWAŁ, NIESTETY. Trzeba było całą tą reformę przeprowadzić tak, jak mówią procedury, trzeba było rozmawiać z wszystkimi zainteresowanymi stronami, i przede wszystkim, NIE WOLNO BYŁO LEKCEWAŻYĆ PREZYDENTA I TRAKTOWAĆ GO JAK "ADRIANA". Mając taką większość sejmową można było każde jedne konsultacje zakończyć przedstawieniem w mediach ich wyników, pokazać społeczeństwu wszelkie wady i zalety zgłoszonych propozycji, skonsultować z prezydentem wszelkie planowane zmiany i uwzględnić jego propozycje, które pozwoliłyby mu zachować twarz przed społeczeństwem, dopracować szczegóły- A POTEM, ZARÓWNO NA KOMISJACH SEJMOWYCH I SENACKICH, JAK I W SEJMIE, PRZEGŁOSOWAĆ USTAWY W TEJ FORMIE, NA JAKIEJ PISOWI ZALEŻAŁO, I KTÓRE PREZYDENT MÓGŁBY WTEDY SPOKOJNIE PODPISAĆ. I obyłoby się bez pompowania poparcia dla opozycji, bez niepotrzebnego denerwowania niezdecydowanych, i, co najważniejsze, OBYŁOBY SIĘ BEZ ANTAGONIZOWANIA PREZYDENTA Z PISEM. A tak to mamy to, co mamy- wprowadzenie w życie NIEZBĘDNYCH ZMIAN w sądownictwie odwleka się w czasie, opozycja, która powinna skończyć na śmietniku historii, zaliczając po drodze odsiadki w więzieniach, triumfuje i łapie drugi oddech, bo weta prezydenckie traktuje jak swoje zwycięstwo ZARÓWNO NAD PISEM, JAK I PREZYDENTEM, a nie tryiumf demokracji, którą zawsze miała głęboko w de, a między prezydentem i PiS- em narasta nikomu niepotrzebny konflikt.
    PiS miał dwa lata na przeprowadzenie reformy sądownictwa, można to było zrobić jak trzeba, trzymając się procedur i obyczajów, wytrącając opozycji z rąk większość merytorycznych argumentów, pozostawiając im jedynie odstraszający normalnych ludzi wrzask. Czemu tego nie zrobiono w ten sposób, nie wiem, i, jak podejrzewam, nikt z pośród zwykłych obywateli, też tego nie wie- i to jest również bardzo poważny problem, bo, nie wiem jak inni, ale ja, kiedy oddawałem swój głos w wyborach najpierw na Andrzeja Dudę, a potem na PiS, liczyłem na to, że w końcu będziemy mieli państwo diametralnie odmienne od tego, co zafundowało nam PO. Tymczasem odnoszę wrażenie, że PiS, zachwycony swoim wynikiem wyborczym i niemalejącym poparciem w sondażach, idzie na łatwiznę, okazując swoim wyborcom lekceważenie. Polityka informacyjna rządu w zasadzie nie istnieje, sporadyczne wystąpienia pani premier, głównie przy okazji wniosków o wotum nieufności wobec kolejnych ministrów, chociaż rzeczowe i podobające się wyborcom, to jednak nie niosące ze sobą informacji na temat aktualnej polityki rządu, to za mało. Brakuje konferencji prasowych, na których powinno się informować obywateli SZCZEGÓŁOWO o planach, zamysłach i fundamentach założeń rządowych, wydaje sie dominować podejście pod tytułem "przy takim poparciu nie musimy się nikomu tłumaczyć". I rząd wydaje się tak właśnie działać- "mamy tak dużą większość, że możecie nam skoczyć". I o ile taka polityka stosowana wobec opozycji może być jeszcze zrozumiała, o tyle traktowanie w ten sposób własnego elektoratu- że nie wspomnę już o niezdecydowanych- to już nieodpowiedzialność, a takie podejście do prezydenta, to już głupota. LUDZIE CHCĄ WIEDZIEĆ. I nie wszystkich zadowalają już argumenty, że "przez poprzednie osiem lat było gorzej", bo już minęły dwa lata rzadów PiS-u, i czas najwyższy zacząć udowadniać swoją wyższość, zamiast przypominać miałkość poprzedniej władzy.
    Dzisiejsze weta prezydenta Dudy, chociaż już określane przez PiS i jego żelazny elektorat jako zdrada, wbrew pozorom mogą wyjść PiS-owi na zdrowie, bo są jak kubeł zimnej wody na rozpalone nadmiernym triumfalizmem głowy. Być może, na co mam nadzieję, po tym zimnym prysznicu nastąpi chwila refleksji, że może coś jest jednak nie do końca w porządku z nimi samymi,że może powinni nie tylko skupiać się na walce politycznej ze swoimi przeciwnikami, co doskonale wpływa na poparcie wśród zadeklarowanych zwolenników, ale nie rozszerza dialogu z wyborcami, szczególnie młodymi i niezdecydowanymi, (CIĄG DALSZY W ODPOWIEDZIACH)
  • NIC JUŻ NIE BĘDZIE TAKIE SAMO, CZYLI O TYM, ŻE NA PLACU KRASIŃSKICH POLSKA DRUGI RAZ Z KANAŁÓW WYSZŁA.

    W: Polityka
    40 MINUT, KTÓRE OTRZĄSNĘŁY POLSKĘ Z BRUDU- tyle potrzebował Donald Trump, by rozwiać ostatnie złudzenia tych, którym się wydawało, że mają jeszcze szansę na to, by zatrzymać to, czego zatrzymać się nie da.
    Przez ostatnie dwa lata Polska przebijała się kanałami z ogarniętego chaosem eurokołchozu do spokojnej Europy Ojczyzn. Oblepiona krępującą ruchy zgnilizną "nowoczesnych elit", kneblowana duszącym smrodem poprawności politycznej, bezustannie gryziona przez szczury kanałowe, które za łyżkę goowna gotowe były przegryźć jej gardło- Polska szła. Na początku z trudem, niepewna samej siebie i przerażona tym, że się w ogóle odważyła, drżąc nerwowo na każdy głośniejszy stuk rozlegający się nad głowami i na każdy ostrzejszy dźwięk dobiegający zza pleców- Polska szła. Wycieńczona dziesiątkami lat niewolniczego wyzysku i zatruta miazmatami obcych ideologii- Polska szła. Osłabiona potworną utratą krwi i zgięta pod ciężarem bolesnych doświadczeń-Polska szła. Wciąż atakowana, wciąż poniżana, wciąż opluwana- POLSKA SZŁA !!! I w którymś momencie tego marszu zaczęła sobie uświadamiać, że cel jest coraz bliżej, że wściekłe ataki i trujące wyziewy, miast rzucić ją na kolana, tylko ją hartują i utwierdzają w słuszności podjętej decyzji, że trudy, które przyszło jej znosić, i przeszkody, które musiała pokonywać, zamiast zmusić ją do zatrzymania, czy zgoła powrotu, wlewają w nią nową siłę i determinację, wbrew złowróżbnym przepowiedniom i kłamliwym przestrogom eurokołchozowych strażników, wieszczących nieuniknioną zagładę w mrokach nacjonalizmu. I Polska zaczęła prostować plecy. Zaczęła uwalniać się od zgnilizny, wypluła dławiący knebel zakłamania, kopniakami zapędziła do kąta kąsające szczury. Przestała też drżeć ze strachu słysząc wrzaski i pouczenia wachmanów, ba, zaczęła im odpyskowywać, wprawiając ich tym najpierw w osłupienie, a potem w dziką, bezrozumną furię- wachmani nie przywykli, by im się przeciwstawiać, więc wachmani zgłupieli- A POLSKA SZŁA !!!. Coraz dumniejsza i coraz silniejsza, pewna siebie i z jasną, odważną wizją własnej przyszłości- POLSKA SZŁA !!! Składając z powrotem w całość swoją potrzaskaną, dumną historię, i znów nadając należny blask swym wspaniałym wartościom- POLSKA WCIĄŻ SZŁA NAPRZÓD!!! I po dwóch latach tego marszu, marszu z domu- niewoli do Ziemi Obiecanej- POLSKA DOTARŁA DO CELU !!! 6 LIPCA 2017 ROKU, NA PLACU KRASIŃSKICH, POLSKA WYSZŁA Z KANAŁÓW !!! I TU, W CIĄGU 40 MINUT PRZEMÓWIENIA DONALDA TRUMPA, OTRZĄSNĘŁA SIĘ Z RESZTEK KANAŁOWEGO BRUDU, POZBYŁA SIĘ KRĘPUJĄCYCH RUCHY SZMAT WSTYDU Z WŁASNEJ HISTORII, W KTÓRE SIŁĄ ODZIEWANO JĄ PRZEZ 70 LAT, I STANĘŁA Z DUMNIE UNIESIONĄ GŁOWĄ. Ale nie zostanie tu długo, pójdzie dalej, bo ma przed sobą perspektywy, o których dwa lata temu nie śmiała nawet marzyć- DLA POLSKI NIC JUŻ NIE BĘDZIE TAKIE SAMO.
  • JAK SIEDZIEĆ, TO ZA SPRAWĘ, CZYLI O TYM, JAK LECHU REWOLUCJĘ POPROWADZI. W KRZAKI.

    W: Polityka
    -HEEENIUUU...
    -Aha?
    -A ten, to kto?
    -Któren?
    -A ten co tu siedzi?
    -A gdzie?
    -A o, tu, w tej trawie...
    -A pokaż no...O żesz jasna...No co ty, Stasiu, nie poznajesz? Toż to Le...O kurrr...To on tu dalej siedzi?
    -Jak to "dalej"?
    -Tak to...Nie pamiętasz tej zadymy z lipca? No tej, z dziesiątego, kiedy miesięcznicę blokowali, i on się zadeklarował, że się dosiądzie? No i się dosiadł...
    -No pamiętam, co mam nie pamiętać...ALE TO TRZY MIESIĄCE TEMU BYŁO !!!
    -No, już prawie cztery...
    -I ty mi chcesz powiedziec, że on tu tak od tamtej pory, w tej trawie?
    -No...
    -Ale czemu tu, a nie pod pałacem?
    -Najpierw siedział pod pałacem, jak wszyscy, ale po dwóch dniach, jak nie chciał wstać, to ludziska się wkurzyli, że jak tak siedzi na asfalcie, to ruch tamuje i korki robi, więc go przenieśli.
    -A kto go przeniósł, policja?
    -No gdzie policja, toż to koniec świata by był, gdyby policja chociaż cień na niego rzuciła.
    -No to kto?
    -Ponoć delegacja ze samego ONZ-tu przyjechała, był też ktoś od Nobla, i jakieś takie rozczochrane z Amnesty International, coby dopilnować, żeby go na prawach człowieka nie uszkodzili, i oni go podobnież wzieli na ręce, i tu przenieśli, na trawnik, i od tej pory...
    -Ty, a on nie protestował, jak go przenosili?
    -Pewnie, że protestował, i to jak cholera, ale te, co go nieśli, to ani "be", ani "me", ani "kukuryku" po naszemu nie rozumieli, więc tylko się głupio uśmiechali, chociaż takich wyrazów używał, że jak robili potem transmisję, to jeden pisk był zamiast słów, tak musieli te jego wyrazy oburzenia zagłuszać...
    -No dobra, przenieśli, a on siedzi...Sam?
    -Sam. Znaczy się, teraz sam, bo wcześniej to tutaj tłumy były, krzyczeli, śpiewali, machali, czym kto mógł, ale potem się znudzili chyba, i porozłazili się do domów. Teraz to już nawet Straż Miejska nie zagląda, bo nic się nie dzieje, to i sam został. Raz tylko, gdzieś tak po miesiącu, jakiś gościu podobnież był i kapcie mu przyniósł, takie w kratkę, na futerku...Ale od tamtej pory, to już nikt, nawet pismaki sobie dały spokój. A nie, czekaj, kłamię, bo raz byli też jacyś...buddyści chyba?...no, tacy na pomarańczowo, którym on podobno kogoś przypominał, jak tak po turecku siedział, z tym pulchnym obliczem, i nawet wspominali, że są gotowi kapliczkę na jego cześć postawić, co go bardzo ucieszyło, ale jak powiedzieli, że musi wąsy najpierw zgolić, to ich w cholerę pogonił.
    -I nie nudzi mu się tak?
    -Pewnie nudzi, ale co ma robić? Wspominali coś wcześniej, żeby mu może jakie oczko wodne wykopać i ryb nawpuszczać, toby sobie chociaż powędkował, tak jak kiedyś, w Arłamowie, i już nawet koparka przyjechała, ale pomysł upadł, jak się ekolodzy do maszyny przykuli w obronie tych ryb, co to w tym oczku miały pływać, że to niby nieludzkie warunki życiowe dla tych karasiów by były, a ryba, według nich, też człowiek, jak jakiś, nie przymierzając, kornik drukarz.
    -Ale jak to tak, bez jedzenia siedzi?
    -Nie no, jak bez jedzenia? Karmią go.
    -A kto?
    -Najsampierw przynosili z pałacu, ale nie chciał jeść, mówił, że do ust nie weźmie, bo go otrują. No to zaczęli mu z Czerwonego Krzyża przywozić, ale jak trzy dni z rzędu dostał grochówkę, to pierdyknął termosem w kuriera i powiedział, że po takim jedzeniu to mu cały autorytet diabli wezmą, i że to spisek jest, bo żadna ekipa telewizyjna nie chce do niego podejść, zanim kierunku wiatru nie sprawdzi, więc Czerwony Krzyż też zrezygnował.
    -Więc kto go karmi? Urząd Miasta? Tam w końcu sami swoi...
    -No na początku to Urząd Miasta mu kater...cater...kratering...no, te gotowe żarcie przywoził, ale jak wyszło na jaw, że jeden obiad wycenili na 27 tysięcy, to do Ratusza wszedł prokurator i powinął 17 osób z paragrafu o korupcję, więc się skończyło, podobno nawet specjalną komisję śledczą będą powoływać, bo znaleźli umowę, według której miesięczne dokarmianie miało trzy i pół miliona kosztować, i że już wypłacili zaliczkę za dwa lata z góry...
    -No to kto go teraz żywi?
    -Wycieczki szkolne.
    -COOO?
    (CIĄG DALSZY W KOMENTARZACH)
  • NOWA PARTIA NA GWAŁT POTRZEBNA, CZYLI O TYM, ŻE PO NIE MA Z KIM WYGRAĆ.

    W: Polityka
    NOWA PARTIA NA GWAŁT POTRZEBNA, CZYLI O TYM, ŻE PO NIE MA Z KIM WYGRAĆ. PO JEST GŁODNE SUKCESU-JAKIEGOKOLWIEK. Po dwóch latach mniejszych lub większych batalii politycznych, zakończonych mniejszymi lub większymi porażkami- PO zaczyna zamierać. Jeszcze próbuje coś tam montować, jeszcze podrywa się do coraz bardziej straceńczych ataków, jeszcze usiłuje, przy pomocy przychylnych mediów krajowych i zagranicznych, wzbudzić konflikty, którymi mogłaby podpompować medialny balon, ale już widać, że nie daje rady, że już dostała zadyszki, że, potocznie mówiąc, "robi bokami". Dlatego potrzebuje sukcesu- i to na gwałt. Ale ma poważny problem, ponieważ nie ma już chyba w Polsce pola, na którym PO mogłaby jakikolwiek sukces odnieść. No bo gdzie-w gospodarce? Dwa lata po objęciu rządów przez PiS, którym to rządom "eksperci" wieszczyli szybki upadek po wcześniejszym spektakularnym załamaniu gospodarczym Polski (nawiasem mówiąc, ci "eksperci" musieli sobie doskonale zdawać sprawę z FAKTYCZNEGO stanu "zielonej wyspy", skoro byli święcie przekonani, że nic już się nie da zrobić, i zostało tylko spokojnie czekać na katastrofę, która odda im władzę) gospodarka, jak na złość, zaczyna się rozkręcać, a poziom zadowolenia mieszkańców rośnie- za to na jaw wychodzi bezmiar niekompetencji, rozrzutności, i wreszcie zwykłego, ordynarnego złodziejstwa rządów PO-PSL na każdym poziomie struktur państwowych, więc na polu gospodarczym nie mają czego szukać, a wręcz przeciwnie, powinni się raczej zastanawiać, jak się "zgubić" z oczu prokuratorom i urzędom, od celnego po skarbowy. W sprawiedliwości? Tu sytuacja PO wygląda jeszcze gorzej, bo po licznych kompromitacjach "smrodowiska sędziowskiego", jednoznacznie kojarzonego z PO, nic, nawet "sprawa Stachowiaka", nie było w stanie przekonać ludzi do "wybuchu niezadowolenia", a takie akcje, jak zwolnienie za kaucją "Hossa", czy przyznanie odszkodowania skazanemu przestępcy za "niewygody w celi", ostatecznie wytrąciły im z rąk argumenty związane z obroną sprawiedliwości. Więc może mają szansę na polu walki politycznej? Bardzo by chcieli, tyle tylko, że w tej chwili wiszą w próżni, z tej prostej przyczyny, że nie mają przeciwnika, z którym mogliby walczyć- i wygrać. Ba, nie mają już w zasadzie przeciwnika, KTÓRY CHCIAŁBY Z PO WALCZYĆ. Tak właśnie- nie mają przeciwnika. Dlaczego? A proszę się przyjrzeć sytuacji politycznej w Polsce. Na pierwszym miejscu w sondażach, z dużą, i wciąż rosnącą przewagą, jest PiS, który w tej chwili może już sobie spokojnie pozwolić na to, by, nie wdając się w żadne "pyskówki" z PO, poprzestać już tylko na jej spokojnym "punktowaniu" i rozbijaniu zaplecza finansowo-polityczno-sędziowskiego, które PO do tej pory wspierało- PiS po prostu wyrósł już na zbyt wysokiego zawodnika, żeby PO mogło mu "podskoczyć". Z kolei na trzecim miejscu jest "Kukiz'15", nawet nie partia, a ruch społeczny, skutecznie unikający wszelkich zaczepek ze strony PO, robiący po prostu swoje, czyli powoli gromadzący punkciki, i nie biorący udziału w ogólnopolskiej rąbaninie, jaka dotychczas miała miejsce- wszelkie próby ataku ze strony PO na "kukizów", to jak bicie w pierzynę- można się tylko zmęczyć, a efekt medialny będzie żaden, a nawet przeciwny od zamierzonego, bo PO nie jest po prostu merytorycznie przygotowane do tego, by cokolwiek przeciwstawić czy to społecznym, czy to prawnym postulatom "kukizów", a krzyk na nich nie działa. No i jest niby jeszcze Nowoczesna...Hmm...Nie, w tym przypadku to nie ma już o czym mówić.
  • ZŁAMAĆ POLSKĘ ZA WSZELKĄ CENĘ, CZYLI GRA O NAJWYŻSZĄ STAWKĘ.

    W: Polityka
    (TEMAT USUNIĘTY WCZORAJ Z FORUM PO OSIĄGNIĘCIU PONAD TYSIĄCA ODSŁON)
    ZADEPTAĆ POLSKĘ, PÓKI NIE JEST ZA PÓŹNO, DOPÓKI NIE WYROSŁA POZA GRANICE KLATKI, JAKĄ NAM PRZEZNACZYLI NASI ZACHODNI "PARTNERZY". Zadeptać, zanim z przedmiotu polityki europejskiej, który do niedawna płynął pokornie w "głównym nurcie", stanie się podmiotem, który zacznie kształtować kierunek, w którym ten nurt będzie płynął- a na taki podmiot, właśnie teraz, na naszych oczach, Polska wyrasta. A to wpędza w histerię Niemcy, do tej pory przyzwyczajone do tego, że za wschodnią granicą mają potulnego wasala, który na wzór chóru greckiego powtarza wszystko, co raczy zanucić na głównej scenie niemiecka solistka. Przejawy tej histerii widać najwyraźniej na przykładzie upartego wymuszania na Polsce, i, niejako przy okazji, na Węgrzech i Czechach, posłuszeństwa w sprawie relokacji migrantów. Posłuszeństwa właśnie, bo nie chodzi tu, wbrew pozorom, o żadnych "uchodźców"; nawet gdybyśmy przyjęli te okrzyczane 7 tysięcy migrantów z Włoch czy z Grecji, to w niczym to nie rozwiąże ani włoskich, ani greckich, problemów z migrantami, gdzie w ciągu kilku dni przywożonych jest ich tylu, ilu chce się ich nam wcisnąć, ale o pokazanie nam naszego "miejsca w szeregu", powodując przy okazji rozłam między władzą, a wspierającym ją społeczeństwem, do czego może doprowadzić nawet "symboliczne" przyjęcie, a nawet sama deklaracja gotowości do przyjęcia kilkunastu migrantów, do czego z taką zaciekłością wzywa teraz, jak podcięta niemieckim batem, niepomna na własne straty wizerunkowe, rzucona do samobójczego ataku i złożona na ołtarzu "większej sprawy", opozycja totalna.
    Czy histeria Niemiec jest uzasadniona? Jak najbardziej, bowiem po Brexicie w europejskim triumwiracie powstało jedno puste miejsce, jakby specjalnie stworzone właśnie dla Polski, państwa zajmującego wyjątkowe miejsce w Europie, czy to ze względu na jej położenie geo-strategiczne, czy też na potencjał ludnościowo-gospodarczy- i Niemcy doskonale zdają sobie z tego sprawę. Ale zdawać sobie z tego sprawę to jedno, a zgadzać się na taki stan rzeczy, to zupełnie co innego. Owszem, Niemcy mogłyby się ewentualnie zgodzić na to, by Polska zajęła miejsce Wielkiej Brytanii w politycznej układance wzajemnych, wewnątrzunijnych powiązań- ALE NIE TAKA POLSKA, JAK OBECNIE. Polska Platformy Obywatelskiej, z jej potulnymi, serwilistycznymi wobec Berlina rządami, ze znajdującym się na wyciągnięcie ręki i posłusznym Donaldem "O Jednego Za Dużo" Tuskiem jako "prezydentem" Europy, z podporządkowaną, postkolonialną gospodarką- tak, jak najbardziej, taki "Trójkąt Weimarski", w którym jeden z "muszkieterów" byłby wyłącznie piórem w kapeluszu berlińskiego partnera, byłby Niemcom bardzo na rękę, ale nie Polska pod rządami Prawa i Sprawiedliwości, co to, to nie. Na samą myśl o tym, że Polska, na którą Berlin nie ma żadnego wpływu, mogłaby stać się RÓWNORZĘDNYM PARTNEREM Niemiec, Berlin dostaje szału. I ogarnięty tym szałem robi wszystko, co w jego mocy, by taką Polskę, jeśli nawet nie zniszczyć, czego próbowano bezskutecznie w grudniu 2016 roku, to przynajmniej zdyskredytować jako potencjalnego przywódcę państw Europy Środkowo-Wschodniej, sprowadzić ją do poziomu państwa uległego, a nie lidera nowego, niezależnego od brukselsko-berlińskich elit bloku polityczno-gospodarczego, potrafiącego nie tylko skutecznie upomnieć się o swoje prawa, ale także doprowadzić do zmiany już obowiązujących, jakże wygodnych dla urzędniczych elit unii, uregulowań. A tak się właśnie dzieje- Grupa Wyszehradzka, pod niezaprzeczalnym Polskim przewodnictwem, mimo usilnych starań jej przeciwników, nie umarła. Co więcej, zaczyna się rozrastać, nabierając coraz bardziej realnych kształtów Trójmorza. (CIĄG DALSZY W ODPOWIEDZIACH)
  • "BIEŁYJE ROZY, BIEŁYJE ROZY", CZYLI O TYM, JAK "REWOLUCJA RÓŻ" NA RÓŻYCZKĘ ZESZŁA.

    W: Polityka
    TY, ZOCHA, FRASYNIUKA PONIEŚLI !!! O LENINIE ZŁOTY, ALE AKCJA BYŁA, NO MÓWIĘ CI !!! JAK ZA DAWNYCH LAT !!! Aż mi adrenalina skoczyła... Czekaj, niech odsapnę chwilę, całą drogę biegłem...No, niech będzie, że truchtałem...Słuchaj, Zocha, jak było...Co??? Na jakich drzwiach??? Normalnie go wzięli...Nie, nie diabli, policja go wzięła i poniosła...Nie "ambicja", a "policja"- czy ja niewyraźnie mó...A może i ambicja, cholera go wie...Ale mniejsza z tym...Słuchaj, bo nie będę powtarzał...No więc poszli my z chłopakami pod pałac, żeby kaczystom kontrę dać...Co??? Na którą komendę go ponieśli??? Na żadną, ledwie za winkiel, nawet się nie spocili... No i słuchaj, więc poszli my z chłopakami...Z jakimi? No, Rychu był, Krzychu był, i Griszka, znaczy się, Grzechu- stara ekipa, ta, co zawsze...Tak, ta sama, co w '68...Tak, i w '80...i w '81 też...ZOCHA, JA PAMIĘTAM, GDZIE I Z KIM BYŁEM !!! Dobra, już nie krzyczę...No więc poszli my...Po co??? No jak, "po co"??? Przecie mówiłem- odpór dać kaczystom, marsz tam mieli, miesięcznica przecież...No, nielegalnie my tam byli- a bo to pierwszy raz? Pamiętam, jak kiedyś, w '82...Nieważne zresztą...No więc poszli...Zocha, przerwiesz ty mi jeszcze raz, to jak komintern kocham, tak ci strzelę...No więc poszli my z chłopakami pod pałac, żeby kaczystom kontrę dać, a tam, Zocha, tłumy, no mówię ci, jak przed pewexem, ludziska się tłoczą, z flagami, śpiewy, hasła, kontr-hasła, "wyrazy" latają w te i nazad, a od policji aż czarno, gdzie nie spojrzysz, tam pała stoi- zacznij chichotać, to nie ręczę za siebie- a wszystko to pod kamerami, na oczach świata, no mówię ci...Nooo, myślim sobie, to teraz my tu pokażem, co potrafi stara gwardia- i dawaj... To znaczy, tak nam się na początku zdawało, że "dawaj", bo na początku to nawet dobrze "żarło", ale potem się okazało, że nam róże dają, białe...Róże, wyobrażasz ty sobie? I co my mieli z tymi różami zrobić? Wiązankę puścić? Nie, żeby my nie puszczali, co to, to nie, Griszka zwłaszcza...Grzechu, znaczy...dobry w tym jest, jak się rozkręci, to do trzeciego pokolenia potrafi, ale przecież nie o to chodzi, żeby się na wyrazy siłować, no nie? Ale nic, stoim, krzyczym, my swoje, oni swoje, ale ile można? Nogi nas od tego stania rozboleli, zaczęli my kombinować, gdzie by tu przysiąść i gardło dyskretnie przepłukać (bo Rychu, jak zwykle, "małe co nieco" wziął), ale jak tu wyjść, jak tu policja wokoło? To i przysiedli my, we trzech, tam, gdzie stalim, żeby po cichaczu, z dala od ludzkich oczu, po kielonku zrobić, i nagle patrzym, a tu wszyscy wokoło też siadają. "Ki diabeł?" myślim, czyżby wszystkim się nagle pić zachciało? Trochę my się przestraszyli, bo jedne Ryśkowe zero siedem dla wszystkich by nie starczyło, ale nie. Oni, okazało się, myśleli, że tak trzeba, dlatego usiedli- ot, ma jeszcze człowiek autorytet, jeszcze umie tłumy za sobą pociągnąć. No ale nic, usiedlim i siedzim- ale tak głupio jakoś wyszło, bo co z takiego siedzenia? Co można tak wysiedzieć? A wstać teraz, tak ni z gruszki, ni z pietruszki, też tak jakoś...Jeszcze kto pomyśli, że my zgłupieli i nie wiemy, co robić- no więc siedzim. Całe szczęście, że dobrze my, okazało się, usiedli, bo na trasie przemarszu, więc my zaczęli przeszkadzać, tym siedzeniem, znaczy się...A jak my zaczęli przeszkadzać, to nas zaczęli wynosić. Oj, Zocha, co się wtedy zaczęło dziać... Baby w pisk, chłopy w ryk, tu wierzgają, tam klną, jakiś głupi z rozpędu zaczął międzynarodówkę śpiewać- no jeden cyrk po prostu. Ale dobry cyrk, medialny, ekipy tv zleciały się jak muchy do gn. .oju, więcej ich było, niż nas- I WTEDY WŁAŚNIE FRASYNIUKA PONIEŚLI !!! (CIĄG DALSZY W ODPOWIEDZIACH).
  • PRZEZ TRUDY DO GWIAZD, CZYLI O TYM, ŻE CZAS WRESZCIE SIĘGNĄĆ PO TO, CO SIĘ NAM NALEŻY.

    W: Polityka
    A MOŻE BY TAK SIĘGNĄĆ WYŻEJ? Może czas już przestać cieszyć się rzeczami małymi, i siegnać tam, gdzie do tej pory nie odważaliśmy się nawet spojrzeć? A dlaczego nie? Bo przez ostatnie dwieście lat nas tego systematycznie oduczano? Bo wmawiano nam, że trzeba "małymi kroczkami", że "kropla drąży kamień", że "pokorne cielę dwie krowy ssie"? I co? I okazało się, że to wszystko kufno prawda, że "małymi kroczkami" to nie da się dojść donikąd, nawet na czas do łazienki, że jedyne, co może wydrążyć kropla za życia jednego człowieka, to umysł czekającego na jakikolwiek efekt, bo od tego patrzenia na kapiące krople i oczekiwania, aż w końcu przebiją się przez kamień, to można dostać, co najwyżej, depresji i myśli samobójczych, a "pokorne cielę" nie dość, że niczego nie ssie, to jeszcze na końcu zdycha gdzieś w kącie z głodu, bo te bardziej śmiałe cielaki kopniakami odpędzają frajera od pełnych cycków, jedząc już nawet nie za dwóch, ale także za trzech, czterech, pięciu, albo i dziesięciu...DLATEGO POWINNIŚMY SIĘGNĄĆ WYŻEJ. Unia się sypie pod przywództwem dzisiejszych "elit"? Unia dogorywa? Europa powoli pogrąża się w chaosie? To ją dobijmy, zanim pociągnie nas za sobą. Unia jest zombi, który wykazuje już tylko pozorne objawy życia, takie jak pseudo wybory, które niczego nie zmieniają, pseudo walka z terroryzmem, gdzie "znani policji" bandyci co tydzień urządzają sobie safari na ulicach europejskich miast, i pseudo polityka imigracyjna, w której problemem nie jest to, że każdego dnia tysiące rozwrzeszczanych gwałcicieli i złodziei z Północnej Afryki jest nielegalnie przywożonych przez zidiociałych Włochów i ich "internacjonalistycznych" pomagierów z mózgami wyżartymi przez bolszewizm i kieszeniami wypchanymi mafijną forsą, ale to, że tej sfory nie chce wpuścić na swoje terytorium garść krajów, gdzie ludziom jeszcze oczy nie zarosły... tęczą. Więc co możemy zrobić? A to, co kiedyś się w takich przypadkach robiło- wyciągnąć konającemu poduszkę spod głowy. I to już, teraz, natychmiast, póki jeszcze coś można uratować, póki jest jeszcze w Europie coś wartego ocalenia, i póki są jeszcze widoki na to, że kiedyś, w bliższej lub dalszej przyszłości, będzie można posklejać łupiny zachodniej cywilizacji w coś, co będzie przypominać zdatne do użytku naczynie, a nie eksponat muzealny. Więc sięgnijmy wyżej, my, Polacy, bo jak nie my, to kto? Przestańmy napawać się tym, że prezydent Stanów Zjednoczonych BYĆ MOŻE raczy ZATRZYMAĆ SIĘ u nas po drodze gdzieś tam, a uczyńmy, co w naszej mocy, by Polska była celem jego wizyt, jako partner i przywódca regionalny, i przestańmy wreszcie reagować na powarkiwania różnych brukselskich najemników, którzy w chwili, gdy zabraknie między innymi naszych, Polskich, pieniędzy w ich biurokratycznych portfelach, staną się tym, czym są w rzeczywistości, czyli depozytariuszami nic nie znaczących pieczątek i posiadaczami nic nie znaczących tytułów. Więc do diabła z Unią, w której kilkuset ludzi siedzi pokornie zamkniętych w kościele przerobionym na muzeum z rękami uniesionymi do góry, bo w tym samym czasie na zewnątrz Algierski laureat europejskiej nagrody "Przeciw Dyskryminacji" właśnie wbija młotkiem do głowy europejskiemu policjantowi podstawy tolerancji. Do diabła z Unią, w której można się oficjalnie zarejestrować jako dżihadysta, dzięki czemu uniknie się deportacji do kraju, w którym za bycie dżihadystą można się spotkać z katem. I do diabła z Unią, która gwałconym na ulicach kobietom proponuje, jako środek obrony, bransoletki z napisem "nie dotykaj mnie". Stwórzmy tu, w Europie Środkowo- Wschodniej, blok polityczno- gospodarczy złożony z krajów, które same z siebie nie odważą się na żadne działania, bo osobno są po prostu za słabe, ale za to chętnie pójdą za kimś, kto pierwszy odważy się nie dość, że zakrzyknąć, iż "król jest nagi", ale także kopnąć gołodupca w cztery litery, bez żalu i sentymentów. I niech to wreszcie inni zaczną zabiegać o nasze, Polskie, poparcie- bo niby dlaczego nie? (CIĄG DALSZY NIŻEJ)
  • MOSTY MULTI- KULTI I INNE, WYBUCHOWE, PRZEJAWY TOLERANCJI, CZYLI OCZY SZEROKO ZAMKNIĘTE.

    W: Polityka
    "LONDON BRIDGE IS FALLING DOWN, FALLING DOWN, FALLING DOWN, LONDON BRIDGE IS FALLING DOWN, MY FAIR LADY..."
    Tak mi się, nie wiedzieć czemu, skojarzyło, gdy usłyszałem, że na Moście Londyńskim rozpędzony samochód zmasakrował kilkadziesiąt osób, a potem pojechał dalej, by po kilkudziesięciu metrach wyrzucić z siebie trzech "zradykalizowanych" osobników, którzy uznali, że pocięcie nożami kolejnych kilkudziesięciu ludzi jest doskonałym sposobem na spędzenie sobotniego wieczoru w sercu stolicy jednego z największych miast cywilizacji zachodniej. I jak postanowili, tak zrobili- zaczęli ciąć. I to głęboko, do samego "serca"...Bo nie dość, że ich ofiarą padło wielu niewinnych ludzi, którzy, ufni w zapewnienia swoich władz, że "dołożą wszelkich starań", by tego typu wydarzenia nie miały już miejsca, wyszli, jak to mieli w zwyczaju, napić się kawy i miło spędzić czas, to, przy okazji niejako, wycięli samo "serce" Londynu, pozbawiając jego mieszkańców poczucia bezpieczeństwa- a tego nie da się naprawić z dnia na dzień, to jest trauma na długie lata, tym bardziej, że, aby wyleczyć traumę, musi zniknąć jej źródło, tymczasem nic nie wskazuje na to, by źródło, czyli islamiści, mieli z Londynu zniknąć. Kiedykolwiek. Wręcz przeciwnie, jest ich coraz więcej, jest ich już tak wielu, że wybrali sobie nawet swojego burmistrza, który powtarza teraz, jak nakręcony, że trzeba zachować spokój, bo wtedy wszystko wróci do normy...Wiecie, czytałem kiedyś w jednej z książek Pracheta z serii "Świat Dysku" opis zwierząt prowadzonych na rzeź- fragment mówił o tym, że do każdego stada, które za chwilę miało iść pod nóż, i które, czy to wiedzione instynktem samozachowawczym, czy to zwykłym strachem, czy to wydobywającymi się z rzeźni zapachami krwi swych poprzedników, zaczyna panikować, dołączane jest jedno zwierzę, mające za zadanie uspokoić je swoim zachowaniem. Zwierzę to (a w tym konkretnym przypadku był to kozioł) jest hodowane w rzeźni specjalnie do tego celu- jest tam karmione, śpi tam, ma zapewnioną opiekę, więc po jakimś czasie przestaje postrzegać rzeźnię jako miejsce kaźni, a zaczyna traktować jak dom. I kiedy przeznaczone do uboju stado zaczyna się zachowywać tak, jakby lada chwila miało rzucić się do panicznej ucieczki, bądź, w przypadku większych i bardziej bojowo nastawionych gatunków, walki- dostaje takiego "dapa", który mecząc uspokajająco i przeżuwając ze smakiem, prowadzi resztę grupy do ubojni. A potem zatrzaskują się za nimi drzwi i jest już za późno na cokolwiek- oczywiście dla wszystkich, oprócz "dapa", który dostaje nową porcję smakołyków i, cały zadowolony, nadal meczy uspokajająco... Teraz, za każdym razem, kiedy widzę i słyszę burmistrza Khana, i innych, podobnych mu, "uspokajaczy", nieodmiennie, oczami wyobraźni, widzę takiego spokojnego, przeżuwającego kozła, a w tle słyszę uspokajające, stonowane "meee"... I wygląda na to, że jego meczenie odnosi zamierzony skutek- widzieliście tych londyńczyków, którzy tuż po zamachu idą ulicą z rękami założonymi za głową? Nie wierzyłem własnym oczom, kiedy to zobaczyłem- wyglądali jak jeńcy wojenni, jak ich dziadkowie pod Dunkierką w 1940 i po klęsce Operacji Market- Garden w 1944 roku...I podobno zrobili to spontanicznie, nikt tego od nich nie wymagał- ot, ktoś uniósł ręce do góry, a reszta poszła w jego ślady...Co mają myśleć na taki widok muzułmanie na całym świecie (bo przecież te zdjęcia obiegły cały świat)? Co mają myśleć młodzi, bojowo nastawieni muzułmanie zamieszkujący Europę Zachodnią, którzy być może do tej pory wahali się, czy zasymilować się w gnuśnych, pozbawionych głębszych wartości społeczeństwach, wśród których zamieszkują od kilku pokoleń, a które mają im coraz mniej do zaoferowania, czy powrócić do "starej", dzikiej i pełnej temperamentu kultury przodków, gdzie za robienie tego, co podpowiadają im instynkty i hormony, czyli walki z obcymi, zajmowania ich ziem i niewolenia kobiet, nie tylko nie czeka ich kara, ale wręcz przeciwnie, zostaną nagrodzeni ponad wszelkie wyobrażenie?
  • NIE DA SIĘ ZALUTOWAĆ PRAWDY, CZYLI, CO MA WISIEĆ...

    W: Polityka
    MYŚLELI, ŻE ZALUTOWALI NA ZAWSZE... MYŚLELI, ŻE ZAKOPALI NA ZAWSZE...MYŚLELI, ŻE ZAKRZYCZELI NA ZAWSZE...MYŚLELI...ŹLE MYŚLELI. ŹLE MYŚLELI, GDY LUTOWALI...ŹLE MYŚLELI, GDY ZAKOPYWALI...ŹLE MYŚLELI, GDY ZAKRZYKIWALI...ŹLE MYŚLELI- ALE TO JEST WŁAŚNIE CECHA ZŁYCH LUDZI...Oni nie potrafią inaczej, niż tylko źle- i dlatego cała ich robota, wcześniej czy później, obraca się przeciwko nim. Tak było i tym razem. Czy to kierując się złością, małością i strachem, czy to powodowani wrodzonymi kompleksami (oby to były tylko kompleksy...), dopuścili się czynów, za które w cywilizowanym świecie, o którego łaskawe spojrzenie tak usilnie "walczą", zostaliby nie tylko objęci powszechnym, publicznym ostracyzmem (do czego, mam nadzieję, już wkrótce dojdzie), ale także natychmiast postawieni przed wymiarem sprawiedliwości, i to nie w charakterze świadków, ale jako oskarżeni- brali udział w profanacji ciał ofiar potwornej tragedii, która 10 kwietnia 2010 roku dotknęła nasz kraj. Tak jest, nie boję się powiedzieć tego wprost- BRALI UDZIAŁ W PROFANACJI CIAŁ OFIAR KATASTROFY SMOLEŃSKIEJ !!! I jeśli nawet nie robili tego osobiście, własnymi rękami, to tolerowanie i maskowanie tej działalności jest równoznaczne ze współudziałem w przestępstwie. I nic nie pomogą żadne mętne tłumaczenia, niczego nie zmienią żałosne wymówki o "wolontariacie", nic nie dadzą bajdy o "pomyłkach" i "wprowadzeniu w błąd przez Rosjan, którym, w dobrej wierze, zaufano"- fakty mówią same za siebie, i to fakty niepodważalne, zarówno te w postaci wymieszanych ludzkich szczątków, jak i nagrań łgarstw profanatorów. Ale, według nich, "jeśli fakty nie pasują do teorii- tym gorzej dla faktów", więc festiwał kłamstw i bzdurnych wykrętów trwa w najlepsze. Padają kolejne rekordy zakłamania- Ewa Kopacz (omal nie napisałem "pani Ewa Kopacz", ale po tym, co ostatnio wyszło na jaw ani ona, ani nikt z jej towarzystwa, nie zasługują na to, by mówić o nich per "pan" lub "pani"), mimo niezbitych dowodów, że było inaczej, uparcie twierdzi, że, wraz z grupą lekarzy, pojechała do Moskwy, by "mierzyć ciśnienie i poziom cukru" u rodzin ofiar, co jest może zajęciem dobrym dla początkującej pielęgniarki, ale nie dla minister zdrowia, której płaci się nie za wywijanie strzykawką, a za wykonywanie ministerialnych obowiązków. Tymczasem ona ciągle brnie w kłamstwa, dodając do tego, że była tam jako "wolontariuszka", a nie minister- mam przez to rozumieć, że na czas podróży wzięła urlop? Pracowała "pro publico bono"? Zawiesiła swój status ministra zdrowia? Jeśli tak, to jeszcze gorzej, bo to oznacza, że rząd, w którym była ministrem zdrowia, nie potrafił nawet zorganizować grupy pielęgniarek z ciśnieniomierzami i glukometrami, i musiała je zastąpić minister zdrowia we własnej, zatroskanej, osobie, i że przy tej okazji wykazała się także kompletnym brakiem odpowiedzialności, porzucając urząd w chwili, gdy Polska straciła, w niejasnych okolicznościach, prezydenta i dużą część swych władz cywilnych i wojskowych, co mogło stanowić przecież preludium do agresji na nasz kraj (stąd, jak podejrzewam, nalegania pana Macierewicza na natychmiastowy powrót do Polski- on nie "uciekał", jak powtarza dziś cała opozycja, on po prostu dodawał dwa do dwóch, i wynik, jaki mu wówczas, na podstawie posiadanych informacji, wychodził, był bardzo niepokojący- zresztą, przyznajcie sami- ilu z Was miało wówczas podobne obawy?). Tymczasem minister zdrowia, według jej własnych słów, porzuca ministerstwo i, jako "wolontariuszka", wyjeżdża do kraju będącego najbardziej prawdopodobnym agresorem- ja na jej miejscu natychmiast zrezygnowałbym z tej linii "obrony". Zresztą, o co tu się spierać- pojechała jako "wolontariuszka", czy minister- wystarczy zbadać dokumenty finansowe rządu i sprawdzić, czy w okresie pobytu Ewy Kopacz w Rosji naliczano jej wynagrodzenie, i czy wystawiano delegację na opłacenie kosztów podróży i pobytu jej i całej grupy, i wszystko będzie jasne. (Ciąg dalszy niżej)