• ZA CZYM KOLEJKA TA STOI, CZYLI O TYM, ŻE NIE MA TAKICH PIENIĘDZY, KTÓRYCH NIE DA SIĘ ROZDAĆ.

    W: Polityka
    - PRECZ Z KOMUNĄ, PRECZ Z KOMUNĄ !!!
    - PARYSKĄ !!!
    - WYKLĘTY POWSTAŃ LUDU ZIEMI... !!!
    - I IDŹ W CHOLERĘ, JAK JUŻ POWSTANIESZ !!!
    - NAM, NAM TERAZ DAJCIE !!!
    - PO JAJACH CHYBA !!!
    - GDZIE JEST MINISTER, JA SIĘ PYTAM !!!
    - NA PREMIERZE, W TEATRZE !!!
    - Dzień dobry, panie profesorze, i pan tutaj?
    - Dzień dobry, panie doktorze, no jak pan widzi. Nie mogłem przegapić takiej okazji, żeby nie zobaczyć społeczeństwa obywatelskiego w jego najlepszym wydaniu- kto wie, może zaowocuje to jakąś pracą naukową? A pana co tu sprowadza?
    - Jestem tu służbowo, panie profesorze- kolektyw zadecydował, że IPN powinien mieć tu swego obserwatora, na wypadek, gdyby doszło do jakichś historycznych wydarzeń.
    - Bardzo przewidująco...Czy może mnie pan oświecić i wyjaśnić, kim są ci państwo przed nami, tak energicznie manifestujący swoje poglądy?
    - Ależ z prawdziwą przyjemnością, panie profesorze, chociaż nie będzie to bynajmniej łatwe- sytuacja, jak pan zapewne zauważył, jest nadzwyczaj płynna. Ale po kolei- ta liczna grupa potężnie zbudowanych mężczyzn w kaskach, z trzonkami od kilofów to...
    - KAJ SIĘ PCHOSZ, GOROLU ZATRACONY ???!!!
    - Górnicy, jak sie domyślam?
    - Słusznie się pan domyśla, panie profesorze, bardzo słusznie.
    - A ci państwo w okularach, wywijający ekierkami i cyrklami?
    - ZWIAZEK NAUCZYCIELSTWA POLSKIEGO PRZYPOMINA- TAKIE BĘDĄ RZECZYPOSPOLITE, JAKIE ICH MŁODZIEŻY CHOWANIE !!!
    - SRANIE W BANIE, BELFRY ZAKICHANE !!!
    - Aha, tu już wszystko jasne...A kim są adwersarze nauczycieli, szanowny panie doktorze?
    - NIC TAK LUDU NIE WYCHOWA, JAK PAŁOWANIE PO GŁOWACH !!!
    - POWIEDZIEĆ WAM, GDZIE SOBIE MOŻECIE TE PAŁY...???!!!
    - Służby mundurowe, panie profesorze...
    - Rozumiem, rozumiem... A ich przeciwnicy to...?
    - NIE STALIŚCIE TU, TOWARZYSZE !!!
    - ZA TO WY STOICIE TAM, GDZIE KIEDYŚ STAŁO ZOMO !!!
    - Komuniści? Oni też przyszli?
    - Jak wszyscy, to wszyscy, panie profesorze.
    - No dobrze, panie doktorze, i wszyscy ci ludzie przyszli po podwyżki?
    - Ależ skąd, panie profesorze, nie po podwyżki (te postulaty są, oczywiście, na samym końcu, drobnym drukiem), ale żeby okazać troskę o obywateli, o rodaków naszych kochanych, i o dobro wspólne, jakkolwiek by nie było pojmowane.
    - Rozumiem... To znaczy nie, nie rozumiem. Jeśli wszyscy przyszli tu powodowani troską o ogół, o to wspólne dobro, to skąd te emocje? Skąd te nerwy? Przecież oni , jeszcze trochę, i sobie do gardeł skoczą, tu się zaraz krew poleje..
    - Bo nie wiadomo, czy dla wszystkich wystarczy. Rząd co prawda mówi, że mu przybywa, ale kto wie, co będzie za rok lub dwa? Plany są ambitne, a budżet nie z gumy, więc kto pierwszy, ten lepszy. Na razie prowadzą medycy- wykazali się najlepszym refleksem.
    - A czy mógłby pan mi wyjaśnić, jakie działania, według tu obecnych, muszą zostać podjęte, by dobro wspólne powiększyć?
    - Już wyjaśniam- górnicy chcą restrukturyzacji kopalń w celu podniesienia ich rentowności, aby polski węgiel, nasze czarne złoto, ogrzewał polskie domy, zapewniając im gorącą atmosferę, 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, dwanaście miesięcy w roku, na pohybel Gazpromowi...
    - I do tego potrzebne jest dofinansowanie z dobra wspólnego?
    - Jak najbardziej.
    - A nauczyciele?
    - Nauczyciele walczą o o jak najwyższy poziom edukacji, oczywiście, wykazując ogromną troskę o naszych milusińskich, będących, jak pan zapewne wie, przyszłością narodu.
    - Jasne, tu też bez dobra wspólnego ani rusz, jak rozumiem... Mundurowi?
    - Bezpieczeństwo publiczne, oczywiście. Pałki, kamery, szmery, bajery- to wszystko kosztuje, ale przecież na bezpieczeństwie obywateli nie ma co oszczędzać, prawda? W końcu sami sobie, bez czułej troski funkcjonariuszy, zaglądajacych przez ramię, nie poradzą, będą jak pijane dzieci we mgle. Więc są i oni, pełni zapału i energii w paralizatorach.
    - I dzięki temu dobro wspólne będzie bezpieczne, jak nigdy dotąd, tak?
    - Trafił pan w samo sedno, panie profesorze.
    - Czy powinienem pytać, co robią tu komuniści?
    - Jeżeli lubi pan ryzyko...
    (C.D. NIŻEJ)
  • PAN SAMOCHODZIK I ELEKTRYCJUSZE, CZYLI KOREAŃSKA MOWA DO POLSKIEGO LUDU.

    W: Polityka
    "PLAN ROZWOJU ELEKTROMOBILNOŚCI"- TAK TO SIĘ NAZYWA, PRAWDA? Miały być miliony NASZYCH samochodów elektrycznych na drogach, miały być rozwijane NASZE technologie w oparciu o NASZĄ, również rozwijaną, innowacyjność, miały być możliwości rozwoju dla NASZYCH techników i inżynierów, którzy nie musieliby wyjeżdżać za granicę, bo tu, w Polsce, mogliby tworzyć NASZĄ myśl technologiczną, no i miały być miejsca pracy dla NASZYCH pracowników, że o podatkach wpływających do NASZEGO budżetu nie wspomnę- no, NASZ interes miał być na wierzchu, że się tak wyrażę...
    Tymczasem mamy...Hmm...Mamy LG Chem. Nasz? Bynajmniej. A czyj? A koreański. I co ten koreański LG Chem będzie robił w Polsce? A baterie do samochodów elektrycznych. NASZYCH. Docelowo sto tysięcy rocznie. A gdzie będzie ten LG Chem te baterie produkował? A pod Wrocławiem- dokładnie w specjalnej strefie ekonomicznej, które to strefy mają taką fajną cechę, że działające tam firmy podatków nie płacą- przynajmniej nie do NASZEGO budżetu. Więc czy może chociaż technologie jakieś z tego pozyskamy? Śmiem wątpić- nie po to koreańczycy wydali na badania grube dziesiątki milionów dolarów, by teraz z wyników tych badań robić komuś prezenty. Hmm, więc może nasi inżynierowie i technicy skorzystają? Tu też mam poważne wątpliwości- gdybym był w posiadaniu drogiej i dochodowej technologii, która kosztowała mnie masę pieniędzy, to ostatnią rzeczą, jaką bym zrobił, byłoby dopuszczenie do niej obcych inżynierów i techników. Jestem więcej niż pewien, że po halach montażowych nowej fabryki w charakterze szefów będą chodzić niewysocy, uśmiechnięci, grzeczni, i bardzo koreańscy inżynierowie, nadzorujący pracę NASZYCH robotników...Hmm, naszych? Na pewno NASZYCH? W końcu fabryka ma działać pod Wrocławiem, a tam już słychać głosy, że dobrze by było, gdyby urzędnicy miejscy zaczęli się uczyć ukraińskiego...
    Jakie konsekwencje, według mnie, może za sobą pociągnąć taka realizacja "Planu Rozwoju Elektromobilności"? Po pierwsze- NASZE samochody (jeśli ruszy ich produkcja), będą miały koreańskie "serce", czyli najważniejszą, a co za tym idzie, najdroższą część, co sprawi, że większa część zysków z ich sprzedaży będzie wpływać do koreańskiej kieszeni. Po drugie- rozwój tego typu technologii w Polsce nie będzie wspierany przez NASZ rząd, bo z tego, co się orientuję, podobne umowy zawierają zazwyczaj punkty mówiące o tym, że strony je zawierające nie będą sobie robić wbrew, a wspieranie rozwoju NASZEJ myśli technologicznej na polu baterii litowo- jonowych byłoby jak najbardziej wbrew interesom LG Chem- tymczasem w Polsce nie ma jeszcze prywatnego przemysłu motoryzacyjnego z pieniędzmi pozwalającymi na prowadzenie koniecznych badań i ewentualne wdrożenie produkcji. Państwowego zresztą też nie ma. Po trzecie- wielu ludzi poczuje się zrobionych w balona. I nie chodzi tu tylko o takich zewnętrznych obserwatorów, jak ja, ale o tych, którzy liczyli, że po tak medialnie nagłaśnianych planach wreszcie zacznie się tworzenie czegoś na kształt przedwojennego Centralnego Okręgu Przemysłowego, gdzie w oparciu o NASZE surowce, NASZE technologie, i NASZYCH inżynierów i pracowników będą powstawały NASZE produkty napędzające NASZĄ gospodarkę... A tymczasem... Tymczasem zanosi się na to, że powstanie kolejna, nieopodatkowana, montownia, zatrudniająca do tego dwa i pół tysiąca ukraińców...
    Więc co będzie NASZE w tym układzie? Obawiam się, że to, co zawsze, czyli interes na wierzchu- NASZ. Tyle, że goły...
  • DOBRZY MUZUŁMANIE, CZYLI "I TY ZOSTANIESZ ISLAMISTĄ". WCZEŚNIEJ CZY PÓŹNIEJ.

    W: Polityka
    PEWNEGO DNIA OBUDZILIŚCIE SIĘ W WASZYM PIĘKNYM, NIEMUZUŁMAŃSKIM KRAJU, I STWIERDZILIŚCIE, ŻE, NIE WIEDZIEĆ KIEDY, POJAWILI SIĘ W NIM DOBRZY MUZUŁMANIE. Skąd wiecie, że są dobrzy? Bo tak o sobie mówią, a wy nie macie podstaw, by im nie wierzyć. Więc nie macie nic przeciwko temu, że przyjeżdżają, tym bardziej, że nic nie wskazuje na to, że są źli- kłaniają wam się na ulicy, mają swoje skromnie ubrane żony, stadko grzecznych dzieci, otwierają małe budki z pysznym kebabem- i ciągle mówią o tym, że są dobrymi muzułmanami...

    Po kilku latach, gdy już wszyscy w okolicy oswoją się z obecnością dobrych muzułmanów, ci zaczynają napomykać, że przydałby się im mały, maleńki meczet, w którym mogliby sie modlić do dobrego Boga dobrych muzułmanów, i czy ich niemuzułmańscy sąsiedzi mieliby coś przeciwko temu, żeby taki mały, maleńki meczet powstał w waszej okolicy. Ponieważ wszyscy wokół zdążyli już przywyknać do tego, że dobrzy muzułmanie są dobrymi muzułmanami i sąsiadami, którzy kłaniają się na ulicy, mają skromnie ubrane żony, stadko grzecznych dzieci i prowadzą małe budki z pysznym kebabem, a was wychowano w przekonaniu, że tolerancja jest dobra- więc, przepełnieni dumą ze swojej tolerancji, zgadzacie się. Tym łatwiej, że to przecież są dobrzy muzułmanie...

    Po następnych kilku latach, gdy już wszyscy w okolicy oswoją się z obecnością dobrych muzułmanów i ich małego, maleńkiego meczetu, ci zaczynają napomykać, że w ich ojczystych krajach pozostały ich rodziny, sami dobrzy muzułmanie, którym dzieje się tam wielka krzywda, cierpią z powodu wojen i biedy nimi spowodowanej, i czy w związku z tym oni, dobrzy muzułmanie, nie mogliby sprowadzić do siebie swoich rodzin, samych dobrych muzułmanów, by tu, wśród wspaniałych, niemuzułmańskich sąsiadów, mogły znaleźć schronienie przed złem panoszącym się w ich krajach, i poznać tych wspaniałych, niemuzułmańskich mieszkańców, z ich cudowną, tolerancyjną, kulturą. A ponieważ wszyscy wokół zdążyli już przywyknąć do tego, że dobrzy muzułmanie są dobrymi muzułmanami i sasiadami, którzy kłaniają się na ulicy, mają skromnie ubrane żony, stadko grzecznych dzieci (chociaż jakby większe niż kilka lat wcześniej), i prowadzą małe budki z pysznym kebabem, a was wychowano w przekonaniu, że trzeba pomagać innym- więc, przepełnieni dumą ze swojej szlachetności, zgadzacie się. Tym łatwiej, że to przecież są dobrzy muzułmanie...

    Po następnych kilku latach, gdy już wszyscy w okolicy oswoją się z obecnością dobrych muzułmanów, ich nadspodziewanie licznych rodzin (ale nadal samych dobrych muzułmanów), i ich małego, maleńkiego meczetu, ci zaczynają napomykać, że robi im się cokolwiek ciasno ("no wiecie, rodziny- ale sami dobrzy muzułmanie"), i czy w związku z tym któryś z ich dobrych, niemuzułmańskich, sąsiadów, miałby coś przeciwko temu, żeby przekazać im w użytkowanie ten dom z zasobów komunalnych, w którym mieszkała ta urocza starsza pani, zanim umarła (niech Allach ma ją w swojej opiece"). I ten po tym miłym staruszku z końca ulicy też, jeśli można prosić. A ponieważ wszyscy wokół zdążyli już przywyknąć do tego, że dobrzy muzułmanie są dobrymi muzułmanami i sąsiadami, którzy kłaniają się na ulicy, mają skromnie ubrane żony (chociaż od jakiegoś czasu pojawiają się plotki, że niektórzy być może więcej niż jedną- ale to tylko plotki, czyż nie?), stadko grzecznych dzieci (już naprawdę imponujące), i prowadzą już kilka budek z pysznym kebabem (naprawdę obrotni ludzie), a wy wiecie z własnego doświadczenia, ile trzeba rano spędzić czasu w kolejce do łazienki, mając tylko jedną żonę i jedno dziecko- więc, kierowani zrozumieniem i dumni ze swego współczucia, zgadzacie się. Tym łatwiej, że to przecież są dobrzy muzułmanie...
    (C.D. NIŻEJ)
  • TRZECH PANÓW W ŁÓDCE, CZYLI ERASMUS POD ZNAKIEM HAKUNA MACZETY, ALBO JAK UBOGACANO DZIKI ZACHÓD.

    W: Polityka
    -NO, KOCHANI, ZBIÓRKA !!! ZA CHWILĘ WSIADAMY !!! Kifimbo, drogi chłopcze, bądź tak miły i sprawdź, czy nikogo nie brakuje.
    - W tej chwili, panie profesorze.
    - Kipanga, mój drogi, czy ta łódź nie jest dla nas za duża?
    - Czekamy jeszcze na dwie grupy, panie profesorze, jedną z Afganistanu, i jedną z Syrii. Powinny tu być lada chwila... O, właśnie nadjeżdżają, Uhuru jest jak zwykle punktualny. No, skoro wszyscy już są, to możemy wsiadać- proszę nie zapomnieć kamizelek ratunkowych. Panie profesorze, zapraszam na dziób, stąd będzie pan miał najlepszy widok.
    - Dziękuję, mój drogi, dziękuję... Ale tu są jeszcze dwa miejsca? Czy ktoś będzie mi towarzyszył?
    - Tak, panie profesorze, będzie z nami podróżować jeszcze dwóch dżentelmenów- to opiekunowie tamtych dwóch grup.
    - Ludzie na poziomie, mam nadzieję?
    - Ręczę za nich, panie profesorze. Już są... Zapraszam do zajęcia miejsc. Pozwolą panowie, że dokonam prezentacji- pan profesor Mobutu Mbutu Utu z Uniwersytutu... och, najmocniej przepraszam... z UniwersyTEtu imienia Boko Haram, Nigeria...
    - Miło mi...
    - Pan docent doktor Abdeslem abn ibn bim Salabim, Dżalalalala...labadzki Uniwersytet Pirotechniczny, Afganistan...
    - To dla mnie zaszczyt...
    - Oraz pan magister inżynier Aminullach Farid Fistas, Wyższa Szkoła Inżynieryjno- Dżichadystyczna w Aleppo, Syria.
    - Cała przyjemność po mojej stronie...
    - A więc, skoro formalnościom stało się zadość, pozwolą panowie, że ich opuszczę i udam się do steru- mamy dość napięte terminy, sami panowie rozumieją- tysiące czekają, a dzień krótki, jak to mawiał mój pradziadek po zdobyciu Chartumu, podrzynając gardła Anglikom. Gdyby panowie czegoś potrzebowali, wystarczy zawołać.
    - Tak, tak, mój drogi, oczywiście, dziękujemy bardzo... Bardzo miły chłopak, ten nasz przewoźnik, mój były student, nawiasem mówiąc... A więc, panowie, wyruszamy- czyż to nie ekscytujące? Przyznam szczerze, że nie mogłem się już doczekać. A pan, docencie Abdeslem, jak pan się czuje?
    - Zaiste, profesorze Mobutu, to bardzo podniosła chwila, wręcz cały drżę... Pan, panie magistrze, również, jak mniemam, odczuwa silne emocje?
    - To mało powiedziane, szanowny panie docencie. Bo proszę sobie wyobrazić- my, skromne sługi nauki, niesiemy płomień oświaty na dziki, europejski ląd, gdzie miliony pogrążonych w mroku tubylców z utęsknieniem wyczekują naszego przybycia, ba, wręcz nas wzywają. Czyż możemy im więc odmówić? Nie, zdecydowanie nie !!! Naszym obowiązkiem jest zanieść im naszą wiedzę, niczym lampę Alladyna, z której wyskoczy dżinn mądrości- wystarczy potrzeć. I powiem panom, że zamierzam trzeć tak mocno, aż posypią się iskry, od których cały ten nieszczęsny kontynent stanie w ogniu naszego oświecenia !!!
    - Cóż za wspaniała przemowa, jaki duch- jestem pod ogromnym wrażeniem pańskiego zapału. A propos- jaka jest pańska specjalizacja?
    - Samochody. Głównie dostawcze. Zamierzam przeprowadzić badania dotyczące wpływu licznych zderzeń z miękkimi obiektami dwónożnymi na sprawność zespołów trakcyjnych pojazdów różnych marek w celu wyboru tych najbardziej wydajnych i odpornych na uszkodzenia. Mam nadzieję, że dzięki moim badaniom uda się podnieść liczbę ofiarozderzeń z jednego, półkilometrowego przejazdu, z około 100 do 200, a kto wie, może i do 300, oraz wydłużenie przebytego odcinka do kilometra, z proporcjonalnym wzrostem udanych interakcji, bez utraty kontroli nad pojazdem.
    - Bardzo ambitnie, panie magistrze- ale jak już podnosić kwalifikacje, to dlaczego nie na najwyższy poziom? Gratuluję serdecznie...
    - Serdecznie dziękuję...
    - A pańska grupa?
    - Och, sami doświadczeni kierowcy, elita moich studentów. Być może widział pan w internecie ich popisy, gdy ścigają po drogach samochody z niewiernymi, do których potem ich koledzy- studenci otwierają ogień?
    - Ależ oczywiście, że widziałem- i byłem pod ogromnym wrażeniem, mój drogi Faridzie Fistasie...
    - Dla przyjaciół „Ford Fiesta”...
    - Słucham?
    - „Ford Fiesta”. Taki przydomek, od nazwiska... No wie pan- Farid Fistas- Ford Fiesta...
    ( C.D. NIŻEJ )
  • CUDOWNIE ZAWRÓCONY, CZYLI O TYM, ŻE O DOBREGO WROGA JUŻ CORAZ TRUDNIEJ...

    W: Polityka
    OOO, OSZUSTY !!! PATRZ, ZOCHA, JAKIE SONDAŻE WYSMAŻYLI !!! 42% poparcia, tak? We śnie chyba... Czekajcie, kaczyści, jeszcze wam w pięty pójdzie, niech się tylko ten wspaniały, złoty, francuski prezydent zjednoczy z naszym wielkim noblistą, niech ta cudowna, berlińska frau wskaże kierunek, niech wysłuchają nasi zachodni bracia wezwania Boryska, i niech porwą za sobą naszych chłopaków, Grześka, Ryśka i Władka, i nas razem z nimi, a jak pójdziem, KOD i Obywatele, ramię w ramię, jak hukniem, jak pier...ten, tego, to się wam wszystkim w kuprach zagotuje, mać wasza antykonstytucyjna...NIE BĘDZIE SZYDŁO PLUĆ NAM W TWARZ... Ooo, będziecie wy jeszcze z okien w URM-ie skakać...Zocha, słyszysz? Puka ktoś chyba...Idź otwórz...No idź, bo ja nie mogę...Czemu? A bo mnie w krzyżu...tfu, tfu, psiakrew... w gwieździe łupie...No idź, ja tu jeszcze popatrzę, jak Monisia z Olkiem suchej nitki na naziolach nie zostawiają...No co, Zocha, kto to pukał?... Zocha? Zocha, coś ty taka blada? Co ci tak ręce latają? Diabła zobaczyłaś? A może, he, he, księdza?...GORZEJ ??? JAK "GORZEJ"??? Co może być gorszego...Facet w garniturze? I ze słuchawką w uchu? Ty, a co ty za kopertę tam masz? A to pudełko...? Co mam przeczytać? Adres nadawcy?..."Żoliborz, ulica Mickiewi..." O Leninie święty..."Jarosław Kaczy..." O mamuniu kochana, nie może być... ON??? ON DO MNIE NAPISAŁ???...Zocha, spirytusu mi daj, natychmiast...Lej, nie żałuj, tu sto gram nie wystarczy...Uch, cholera, jak ogień...I co ja mam teraz z tym zrobić? Otworzyć? A jak tam jaki wąglik jest? Albo inny jaki fipronil? I jak mi jajka skazi? A?... No dobra, już otwieram- ale jakby co, to pamiętaj, alarmowy 112... No dobra, Zocha, odsuń się, otwieram...List...Tu jest tylko list..."Szanowny Panie..."..."Szanowny Panie" do mnie pisze..., "...w związku z trudną sytuacją polityczną..." Oj, żebyś wiedział, żebyś wiedział..., "...w jakiej znalazła się Rzeczpospolita, mając na uwadze Jej dobro, które, jak mniemam, obu nam leży na sercu, zwracam się do Szanownego Pana z prośbą o rozmowę telefoniczną... "COOO??? "...podczas której wyjaśnię Szanownemu Panu, co, moim skromnym zdaniem, możemy zrobić, by Rzeczpospolitą, tak obecnie zagrożoną, uratować". Umg...Zocha, lej na drugą nogę...Do pełna lej...Tak, sobie też...Uch, cholera... Czekaj, to nie wszystko, coś jeszcze jest..."W pudełku, które otrzymał Pan razem z listem, znajdzie Pan telefon- po wciśnięciu guzika połączenia zostanie Pan bezwłocznie połączony ze mną osobiście. Gwarantuję, że telefon jest zabezpieczony przed podsłuchem, więc nikt nie dowie się ani o temacie rozmowy, ani nawet o fakcie jej odbycia- u mnie, Szanowny Panie, nie ma kelnerów. Ani sów. Proszę o dyskrecję z Pańskiej strony. Pozdrowienia dla Szanownej Małżonki. Z wyrazami szacunku, Jarosław..." O kur... Zocha, własnym głazam nie wierzę... Czekaj, usiąść muszę, bo mi się coś nogi gumowe zrobili... I co teraz?..."Dzwoń"...Tobie to łatwo powiedzieć "dzwoń"- a jak odbierze? To co ja mu powiem?..."Dzień dobry"...Ech, Zocha, jak ja cię zaraz...A co potem? Po tym "dzień dobry"? Przecież nie zacznę go wyzywać, w końcu on do mnie "Szanowny Panie" pisze, jakoś niejakoś byłoby do niego "ty taki, owaki", tu nie Instytut Smolny... A co będzie, jak się chłopaki dowiedzą? Griszka, Grzechu, znaczy, nigdy mi tego nie wybaczy... No dobra, dawaj ten telefon, raz czekiście śmierć...Ale mi łapy latają...Polej, Zocha, jeszcze, dla "spokojności"...Co "nie"? Jak to "nie"? A no tak, masz rację, łeb muszę mieć trzeźwy...No, to w imię pańs...eee...w imię Stalina, znaczy się...Halo? Dzień bobry...znaczy się, "Dzień DOBRY", tak, oczywiście, "Dzień DOBRY"... "bobry", jego mać...Czy rozmawiam z panem... A, przy telefonie, no tak, oczywiście, któżby inny, jak nie pan... Chciał pan ze mną rozmawiać...Tak, dziękuję, u mnie wszystko w porządku, a i Zocha...to znaczy, "Szanowna Małżonka", tak, "Szanowna Małżonka" oczywiście, też, odpukać, jeszcze na chodzie...Au, cholera jasna, Zocha, co się kopiesz...( CIĄG DALSZY NIŻEJ )
  • REPARACJE NA ROZDARTYM SERCU NARODU POLSKIEGO, CZYLI POLACY JAKO OFIARY NIEPOPRAWNE HISTORYCZNIE.

    W: Polityka
    6 MILIONÓW OFIAR- CO PIĄTY POLAK NIE PRZEŻYŁ WOJNY, DZIESIĄTKI TYSIĘCY WYMORDOWANYCH INTELIGENTÓW, 38% UTRACONEGO MAJĄTKU NARODOWEGO, 43% ZNISZCZONYCH DÓBR KULTURY, ZNISZCZONA PONAD POŁOWA PRZEMYSŁU, POŁOWA TERYTORIUM W OBCYCH RĘKACH- A TO DALEKO NIE WSZYSTKO, TO TYLKO TAK "Z GRUBSZA", BO SZCZEGÓŁOWYCH DANYCH NIE POZNAMY NIGDY. CUD BOSKI, ŻE POLSKA PRZETRWAŁA OSTATNIĄ WOJNĘ JAKO PAŃSTWO, A POLACY JAKO NARÓD.
    Gdyby podobna hekatomba dotknęła Francję, w odwecie Niemcy zostałyby zrównane z powierzchnią ziemi, ich gospodarka cofnięta do poziomu wspólnot rolnych i manufaktur, członkowie NSDAP, SS, SA i innych band zostaliby wyjęci spod prawa, a za ich zastrzelenie wypłacanoby premie finansowe, jak za zabicie szczura w wiktoriańskim Londynie. Mówienie po niemiecku w miejscu publicznym poza granicami Niemiec kończyłoby się obiciem pysków mówiącym- i to bez konsekwencji karnych, a zamiast słowa "zbrodniarz" wystarczyłoby powiedzieć "Niemiec", i wszyscy wiedzieliby, o co chodzi. Gdyby podobna hekatomba dotknęła Francję...
    Dotknęła jednak Polskę.
    To w Polsce można było bezkarnie zarządzić i nadzorować masakrę kilkudziesięciu tysięcy starców, kobiet i dzieci w samym sercu europejskiej stolicy, a potem, już po wojnie, dożyć spokojnie swoich dni jako szanowany burmistrz, nie niepokojony przez żadne służby policyjne, sądy, czy inne, sprawiające przykrość przestępcom, organizacje- chociaż za urzadzenie podobnej rzezi w Paryżu osoba za nią odpowiedzialna zostałaby, co najmniej, rozdarta końmi tuż obok wysadzonej w powietrze Wieży Eiffla, a na Niemcy nałożone surowe rygory populacyjne, by już nigdy nie mogli zagrozić sąsiadom... GDYBY TO MIAŁO MIEJSCE WE FRANCJI...
    To w Polsce można było wysiedlić i wysłać do obozów koncentracyjnych około 200 tysięcy dzieci, w tym 30 tysięcy Dzieci Zamojszczyzny po to, by część z nich, po uznaniu za "odpowiednie rasowo", skierować do germanizacji, a resztę, tą "mniej wartościową genetycznie", skazać na śmierć z głodu, zimna i chorób, lub po prostu zakatować, ot tak, bo, na przykład, siłą oddzielone od matek, płakały i nie chciały przestać, albo nie rozumiały, co się do nich mówi. Gdyby coś takiego miało miejsce we Francji, gdyby to francuskim dzieciom zgotowano takie piekło na ziemi, jak Obóz Dziecięcy w Łodzi, a na zdjęciach z wyzwolonego Auschwitz to mali, kilkuletni, zagłodzeni Francuzi pokazywali swoje wytatuowane na chudych przedramionach obozowe numery, to odpowiedzialni za to zostaliby publicznie zgilotynowani na Polach Elizejskich, a co trzecia szkoła w Europie nosiłaby dziś imię "Dzieci Prowansji", "Dzieci Normandii", "Dzieci Akwitanii"... GDYBY TO MIAŁO MIEJSCE WE FRANCJI...
    To w Polsce można było, z pełną premedytacją, wymordować niemal 700 profesorów uniwersyteckich i uczonych, dziesiątki tysięcy pracowników naukowych, lekarzy, inżynierów, nauczycieli, duchownych, prawników i urzędników przedwojennej administracji państwowej- łącznie blisko 150 tysięcy osób- zniszczyć tysiące szkół i uczelni po to, by pozbawić cały Naród przywództwa, by zniszczyć jego elity intelektualne, by wytępić ludzi, którzy stanowili o jego sile i kładli podwaliny pod przyszłą potęgę, by zmienić cztery- pięć milionów ocalałych Polaków- bo do tylu planowano "zredukować" 35 milionowy Naród- w posłusznych niewolników. Gdyby coś takiego miało miejsce we Francji, gdyby to profesorowie Sorbony umierali z głodu w Auschwitz, a uczeni z Instytutu Pasteura ginęli zakatowani w Sachsenhausen, gdyby to Francuzów planowano "zredukować" do kilkumilionowej, niewykształconej siły roboczej, to odpowiedzialni za to zostaliby powieszeni na Placu Republiki w Paryżu- i to w taki sposób, by czuli, że umierają, a niemieckie szkolnictwo zostałoby zredukowane do szkół zawodowych, z, co najwyżej, jedną uczelnią wyższą kształcacą niemieckojęzyczne kadry potrzebne do pomocy w zażądzaniu alianckimi strefami okupacyjnymi... GDYBY TO MIAŁO MIEJSCE WE FRANCJI...
    ( Ciąg dalszy niżej )
  • POŚPIECH JEST WSKAZANY PRZY ŁAPANIU PCHEŁ, CZYLI O TYM, JAK PREZYDENT HAMULEC ZACIĄGNĄŁ.

    W: Polityka
    PIS SAM TO SOBIE ZAFUNDOWAŁ, NIESTETY. Trzeba było całą tą reformę przeprowadzić tak, jak mówią procedury, trzeba było rozmawiać z wszystkimi zainteresowanymi stronami, i przede wszystkim, NIE WOLNO BYŁO LEKCEWAŻYĆ PREZYDENTA I TRAKTOWAĆ GO JAK "ADRIANA". Mając taką większość sejmową można było każde jedne konsultacje zakończyć przedstawieniem w mediach ich wyników, pokazać społeczeństwu wszelkie wady i zalety zgłoszonych propozycji, skonsultować z prezydentem wszelkie planowane zmiany i uwzględnić jego propozycje, które pozwoliłyby mu zachować twarz przed społeczeństwem, dopracować szczegóły- A POTEM, ZARÓWNO NA KOMISJACH SEJMOWYCH I SENACKICH, JAK I W SEJMIE, PRZEGŁOSOWAĆ USTAWY W TEJ FORMIE, NA JAKIEJ PISOWI ZALEŻAŁO, I KTÓRE PREZYDENT MÓGŁBY WTEDY SPOKOJNIE PODPISAĆ. I obyłoby się bez pompowania poparcia dla opozycji, bez niepotrzebnego denerwowania niezdecydowanych, i, co najważniejsze, OBYŁOBY SIĘ BEZ ANTAGONIZOWANIA PREZYDENTA Z PISEM. A tak to mamy to, co mamy- wprowadzenie w życie NIEZBĘDNYCH ZMIAN w sądownictwie odwleka się w czasie, opozycja, która powinna skończyć na śmietniku historii, zaliczając po drodze odsiadki w więzieniach, triumfuje i łapie drugi oddech, bo weta prezydenckie traktuje jak swoje zwycięstwo ZARÓWNO NAD PISEM, JAK I PREZYDENTEM, a nie tryiumf demokracji, którą zawsze miała głęboko w de, a między prezydentem i PiS- em narasta nikomu niepotrzebny konflikt.
    PiS miał dwa lata na przeprowadzenie reformy sądownictwa, można to było zrobić jak trzeba, trzymając się procedur i obyczajów, wytrącając opozycji z rąk większość merytorycznych argumentów, pozostawiając im jedynie odstraszający normalnych ludzi wrzask. Czemu tego nie zrobiono w ten sposób, nie wiem, i, jak podejrzewam, nikt z pośród zwykłych obywateli, też tego nie wie- i to jest również bardzo poważny problem, bo, nie wiem jak inni, ale ja, kiedy oddawałem swój głos w wyborach najpierw na Andrzeja Dudę, a potem na PiS, liczyłem na to, że w końcu będziemy mieli państwo diametralnie odmienne od tego, co zafundowało nam PO. Tymczasem odnoszę wrażenie, że PiS, zachwycony swoim wynikiem wyborczym i niemalejącym poparciem w sondażach, idzie na łatwiznę, okazując swoim wyborcom lekceważenie. Polityka informacyjna rządu w zasadzie nie istnieje, sporadyczne wystąpienia pani premier, głównie przy okazji wniosków o wotum nieufności wobec kolejnych ministrów, chociaż rzeczowe i podobające się wyborcom, to jednak nie niosące ze sobą informacji na temat aktualnej polityki rządu, to za mało. Brakuje konferencji prasowych, na których powinno się informować obywateli SZCZEGÓŁOWO o planach, zamysłach i fundamentach założeń rządowych, wydaje sie dominować podejście pod tytułem "przy takim poparciu nie musimy się nikomu tłumaczyć". I rząd wydaje się tak właśnie działać- "mamy tak dużą większość, że możecie nam skoczyć". I o ile taka polityka stosowana wobec opozycji może być jeszcze zrozumiała, o tyle traktowanie w ten sposób własnego elektoratu- że nie wspomnę już o niezdecydowanych- to już nieodpowiedzialność, a takie podejście do prezydenta, to już głupota. LUDZIE CHCĄ WIEDZIEĆ. I nie wszystkich zadowalają już argumenty, że "przez poprzednie osiem lat było gorzej", bo już minęły dwa lata rzadów PiS-u, i czas najwyższy zacząć udowadniać swoją wyższość, zamiast przypominać miałkość poprzedniej władzy.
    Dzisiejsze weta prezydenta Dudy, chociaż już określane przez PiS i jego żelazny elektorat jako zdrada, wbrew pozorom mogą wyjść PiS-owi na zdrowie, bo są jak kubeł zimnej wody na rozpalone nadmiernym triumfalizmem głowy. Być może, na co mam nadzieję, po tym zimnym prysznicu nastąpi chwila refleksji, że może coś jest jednak nie do końca w porządku z nimi samymi,że może powinni nie tylko skupiać się na walce politycznej ze swoimi przeciwnikami, co doskonale wpływa na poparcie wśród zadeklarowanych zwolenników, ale nie rozszerza dialogu z wyborcami, szczególnie młodymi i niezdecydowanymi, (CIĄG DALSZY W ODPOWIEDZIACH)
  • NIC JUŻ NIE BĘDZIE TAKIE SAMO, CZYLI O TYM, ŻE NA PLACU KRASIŃSKICH POLSKA DRUGI RAZ Z KANAŁÓW WYSZŁA.

    W: Polityka
    40 MINUT, KTÓRE OTRZĄSNĘŁY POLSKĘ Z BRUDU- tyle potrzebował Donald Trump, by rozwiać ostatnie złudzenia tych, którym się wydawało, że mają jeszcze szansę na to, by zatrzymać to, czego zatrzymać się nie da.
    Przez ostatnie dwa lata Polska przebijała się kanałami z ogarniętego chaosem eurokołchozu do spokojnej Europy Ojczyzn. Oblepiona krępującą ruchy zgnilizną "nowoczesnych elit", kneblowana duszącym smrodem poprawności politycznej, bezustannie gryziona przez szczury kanałowe, które za łyżkę goowna gotowe były przegryźć jej gardło- Polska szła. Na początku z trudem, niepewna samej siebie i przerażona tym, że się w ogóle odważyła, drżąc nerwowo na każdy głośniejszy stuk rozlegający się nad głowami i na każdy ostrzejszy dźwięk dobiegający zza pleców- Polska szła. Wycieńczona dziesiątkami lat niewolniczego wyzysku i zatruta miazmatami obcych ideologii- Polska szła. Osłabiona potworną utratą krwi i zgięta pod ciężarem bolesnych doświadczeń-Polska szła. Wciąż atakowana, wciąż poniżana, wciąż opluwana- POLSKA SZŁA !!! I w którymś momencie tego marszu zaczęła sobie uświadamiać, że cel jest coraz bliżej, że wściekłe ataki i trujące wyziewy, miast rzucić ją na kolana, tylko ją hartują i utwierdzają w słuszności podjętej decyzji, że trudy, które przyszło jej znosić, i przeszkody, które musiała pokonywać, zamiast zmusić ją do zatrzymania, czy zgoła powrotu, wlewają w nią nową siłę i determinację, wbrew złowróżbnym przepowiedniom i kłamliwym przestrogom eurokołchozowych strażników, wieszczących nieuniknioną zagładę w mrokach nacjonalizmu. I Polska zaczęła prostować plecy. Zaczęła uwalniać się od zgnilizny, wypluła dławiący knebel zakłamania, kopniakami zapędziła do kąta kąsające szczury. Przestała też drżeć ze strachu słysząc wrzaski i pouczenia wachmanów, ba, zaczęła im odpyskowywać, wprawiając ich tym najpierw w osłupienie, a potem w dziką, bezrozumną furię- wachmani nie przywykli, by im się przeciwstawiać, więc wachmani zgłupieli- A POLSKA SZŁA !!!. Coraz dumniejsza i coraz silniejsza, pewna siebie i z jasną, odważną wizją własnej przyszłości- POLSKA SZŁA !!! Składając z powrotem w całość swoją potrzaskaną, dumną historię, i znów nadając należny blask swym wspaniałym wartościom- POLSKA WCIĄŻ SZŁA NAPRZÓD!!! I po dwóch latach tego marszu, marszu z domu- niewoli do Ziemi Obiecanej- POLSKA DOTARŁA DO CELU !!! 6 LIPCA 2017 ROKU, NA PLACU KRASIŃSKICH, POLSKA WYSZŁA Z KANAŁÓW !!! I TU, W CIĄGU 40 MINUT PRZEMÓWIENIA DONALDA TRUMPA, OTRZĄSNĘŁA SIĘ Z RESZTEK KANAŁOWEGO BRUDU, POZBYŁA SIĘ KRĘPUJĄCYCH RUCHY SZMAT WSTYDU Z WŁASNEJ HISTORII, W KTÓRE SIŁĄ ODZIEWANO JĄ PRZEZ 70 LAT, I STANĘŁA Z DUMNIE UNIESIONĄ GŁOWĄ. Ale nie zostanie tu długo, pójdzie dalej, bo ma przed sobą perspektywy, o których dwa lata temu nie śmiała nawet marzyć- DLA POLSKI NIC JUŻ NIE BĘDZIE TAKIE SAMO.
  • JAK SIEDZIEĆ, TO ZA SPRAWĘ, CZYLI O TYM, JAK LECHU REWOLUCJĘ POPROWADZI. W KRZAKI.

    W: Polityka
    -HEEENIUUU...
    -Aha?
    -A ten, to kto?
    -Któren?
    -A ten co tu siedzi?
    -A gdzie?
    -A o, tu, w tej trawie...
    -A pokaż no...O żesz jasna...No co ty, Stasiu, nie poznajesz? Toż to Le...O kurrr...To on tu dalej siedzi?
    -Jak to "dalej"?
    -Tak to...Nie pamiętasz tej zadymy z lipca? No tej, z dziesiątego, kiedy miesięcznicę blokowali, i on się zadeklarował, że się dosiądzie? No i się dosiadł...
    -No pamiętam, co mam nie pamiętać...ALE TO TRZY MIESIĄCE TEMU BYŁO !!!
    -No, już prawie cztery...
    -I ty mi chcesz powiedziec, że on tu tak od tamtej pory, w tej trawie?
    -No...
    -Ale czemu tu, a nie pod pałacem?
    -Najpierw siedział pod pałacem, jak wszyscy, ale po dwóch dniach, jak nie chciał wstać, to ludziska się wkurzyli, że jak tak siedzi na asfalcie, to ruch tamuje i korki robi, więc go przenieśli.
    -A kto go przeniósł, policja?
    -No gdzie policja, toż to koniec świata by był, gdyby policja chociaż cień na niego rzuciła.
    -No to kto?
    -Ponoć delegacja ze samego ONZ-tu przyjechała, był też ktoś od Nobla, i jakieś takie rozczochrane z Amnesty International, coby dopilnować, żeby go na prawach człowieka nie uszkodzili, i oni go podobnież wzieli na ręce, i tu przenieśli, na trawnik, i od tej pory...
    -Ty, a on nie protestował, jak go przenosili?
    -Pewnie, że protestował, i to jak cholera, ale te, co go nieśli, to ani "be", ani "me", ani "kukuryku" po naszemu nie rozumieli, więc tylko się głupio uśmiechali, chociaż takich wyrazów używał, że jak robili potem transmisję, to jeden pisk był zamiast słów, tak musieli te jego wyrazy oburzenia zagłuszać...
    -No dobra, przenieśli, a on siedzi...Sam?
    -Sam. Znaczy się, teraz sam, bo wcześniej to tutaj tłumy były, krzyczeli, śpiewali, machali, czym kto mógł, ale potem się znudzili chyba, i porozłazili się do domów. Teraz to już nawet Straż Miejska nie zagląda, bo nic się nie dzieje, to i sam został. Raz tylko, gdzieś tak po miesiącu, jakiś gościu podobnież był i kapcie mu przyniósł, takie w kratkę, na futerku...Ale od tamtej pory, to już nikt, nawet pismaki sobie dały spokój. A nie, czekaj, kłamię, bo raz byli też jacyś...buddyści chyba?...no, tacy na pomarańczowo, którym on podobno kogoś przypominał, jak tak po turecku siedział, z tym pulchnym obliczem, i nawet wspominali, że są gotowi kapliczkę na jego cześć postawić, co go bardzo ucieszyło, ale jak powiedzieli, że musi wąsy najpierw zgolić, to ich w cholerę pogonił.
    -I nie nudzi mu się tak?
    -Pewnie nudzi, ale co ma robić? Wspominali coś wcześniej, żeby mu może jakie oczko wodne wykopać i ryb nawpuszczać, toby sobie chociaż powędkował, tak jak kiedyś, w Arłamowie, i już nawet koparka przyjechała, ale pomysł upadł, jak się ekolodzy do maszyny przykuli w obronie tych ryb, co to w tym oczku miały pływać, że to niby nieludzkie warunki życiowe dla tych karasiów by były, a ryba, według nich, też człowiek, jak jakiś, nie przymierzając, kornik drukarz.
    -Ale jak to tak, bez jedzenia siedzi?
    -Nie no, jak bez jedzenia? Karmią go.
    -A kto?
    -Najsampierw przynosili z pałacu, ale nie chciał jeść, mówił, że do ust nie weźmie, bo go otrują. No to zaczęli mu z Czerwonego Krzyża przywozić, ale jak trzy dni z rzędu dostał grochówkę, to pierdyknął termosem w kuriera i powiedział, że po takim jedzeniu to mu cały autorytet diabli wezmą, i że to spisek jest, bo żadna ekipa telewizyjna nie chce do niego podejść, zanim kierunku wiatru nie sprawdzi, więc Czerwony Krzyż też zrezygnował.
    -Więc kto go karmi? Urząd Miasta? Tam w końcu sami swoi...
    -No na początku to Urząd Miasta mu kater...cater...kratering...no, te gotowe żarcie przywoził, ale jak wyszło na jaw, że jeden obiad wycenili na 27 tysięcy, to do Ratusza wszedł prokurator i powinął 17 osób z paragrafu o korupcję, więc się skończyło, podobno nawet specjalną komisję śledczą będą powoływać, bo znaleźli umowę, według której miesięczne dokarmianie miało trzy i pół miliona kosztować, i że już wypłacili zaliczkę za dwa lata z góry...
    -No to kto go teraz żywi?
    -Wycieczki szkolne.
    -COOO?
    (CIĄG DALSZY W KOMENTARZACH)
  • NOWA PARTIA NA GWAŁT POTRZEBNA, CZYLI O TYM, ŻE PO NIE MA Z KIM WYGRAĆ.

    W: Polityka
    NOWA PARTIA NA GWAŁT POTRZEBNA, CZYLI O TYM, ŻE PO NIE MA Z KIM WYGRAĆ. PO JEST GŁODNE SUKCESU-JAKIEGOKOLWIEK. Po dwóch latach mniejszych lub większych batalii politycznych, zakończonych mniejszymi lub większymi porażkami- PO zaczyna zamierać. Jeszcze próbuje coś tam montować, jeszcze podrywa się do coraz bardziej straceńczych ataków, jeszcze usiłuje, przy pomocy przychylnych mediów krajowych i zagranicznych, wzbudzić konflikty, którymi mogłaby podpompować medialny balon, ale już widać, że nie daje rady, że już dostała zadyszki, że, potocznie mówiąc, "robi bokami". Dlatego potrzebuje sukcesu- i to na gwałt. Ale ma poważny problem, ponieważ nie ma już chyba w Polsce pola, na którym PO mogłaby jakikolwiek sukces odnieść. No bo gdzie-w gospodarce? Dwa lata po objęciu rządów przez PiS, którym to rządom "eksperci" wieszczyli szybki upadek po wcześniejszym spektakularnym załamaniu gospodarczym Polski (nawiasem mówiąc, ci "eksperci" musieli sobie doskonale zdawać sprawę z FAKTYCZNEGO stanu "zielonej wyspy", skoro byli święcie przekonani, że nic już się nie da zrobić, i zostało tylko spokojnie czekać na katastrofę, która odda im władzę) gospodarka, jak na złość, zaczyna się rozkręcać, a poziom zadowolenia mieszkańców rośnie- za to na jaw wychodzi bezmiar niekompetencji, rozrzutności, i wreszcie zwykłego, ordynarnego złodziejstwa rządów PO-PSL na każdym poziomie struktur państwowych, więc na polu gospodarczym nie mają czego szukać, a wręcz przeciwnie, powinni się raczej zastanawiać, jak się "zgubić" z oczu prokuratorom i urzędom, od celnego po skarbowy. W sprawiedliwości? Tu sytuacja PO wygląda jeszcze gorzej, bo po licznych kompromitacjach "smrodowiska sędziowskiego", jednoznacznie kojarzonego z PO, nic, nawet "sprawa Stachowiaka", nie było w stanie przekonać ludzi do "wybuchu niezadowolenia", a takie akcje, jak zwolnienie za kaucją "Hossa", czy przyznanie odszkodowania skazanemu przestępcy za "niewygody w celi", ostatecznie wytrąciły im z rąk argumenty związane z obroną sprawiedliwości. Więc może mają szansę na polu walki politycznej? Bardzo by chcieli, tyle tylko, że w tej chwili wiszą w próżni, z tej prostej przyczyny, że nie mają przeciwnika, z którym mogliby walczyć- i wygrać. Ba, nie mają już w zasadzie przeciwnika, KTÓRY CHCIAŁBY Z PO WALCZYĆ. Tak właśnie- nie mają przeciwnika. Dlaczego? A proszę się przyjrzeć sytuacji politycznej w Polsce. Na pierwszym miejscu w sondażach, z dużą, i wciąż rosnącą przewagą, jest PiS, który w tej chwili może już sobie spokojnie pozwolić na to, by, nie wdając się w żadne "pyskówki" z PO, poprzestać już tylko na jej spokojnym "punktowaniu" i rozbijaniu zaplecza finansowo-polityczno-sędziowskiego, które PO do tej pory wspierało- PiS po prostu wyrósł już na zbyt wysokiego zawodnika, żeby PO mogło mu "podskoczyć". Z kolei na trzecim miejscu jest "Kukiz'15", nawet nie partia, a ruch społeczny, skutecznie unikający wszelkich zaczepek ze strony PO, robiący po prostu swoje, czyli powoli gromadzący punkciki, i nie biorący udziału w ogólnopolskiej rąbaninie, jaka dotychczas miała miejsce- wszelkie próby ataku ze strony PO na "kukizów", to jak bicie w pierzynę- można się tylko zmęczyć, a efekt medialny będzie żaden, a nawet przeciwny od zamierzonego, bo PO nie jest po prostu merytorycznie przygotowane do tego, by cokolwiek przeciwstawić czy to społecznym, czy to prawnym postulatom "kukizów", a krzyk na nich nie działa. No i jest niby jeszcze Nowoczesna...Hmm...Nie, w tym przypadku to nie ma już o czym mówić.