gość internautka Sztuczne statystyki prędzej czy później się obnażą. Wbrew oczekiwaniom kościoła dziecko z rodziny ateistów nie stanie się katolikiem, a patrząc na moją rodzinę mogę stwierdzić, że szybciej dochodzi do swojej prawdy. Między moim najstarszym synem, a najmłodszym jest duża różnica wieku. Wtedy kiedy religia była w salce katechetycznej dobrowolnie zgodziłam się na uczestnictwo syna, raz dlatego, że chciał, a dwa żeby znalazł sam swoją drogę. Najmłodszy syn nie miał wyboru, religia w szkole i 100 % uczestniczących. W zasadzie nigdy nie prowadziłam z nim jakiś dyskusji na tematy poruszane na lekcjach, a dużo szybciej niż najstarszy stał się ateistą. Pomijając treści, myślę, że najbardziej doskwierały mu wymogi. Niestety lekcje religii bardzo się zmieniły na przestrzeni czasu i przynoszą odwrotny skutek.
Twierdzenie, że religia jest dobrowolna jest kompletną bzdurą. Presja środowiska jest tak wielka, że w małych miejscowościach nie ma wyboru. Szkoła nie może dzielić dzieci i głęboko wierzę w to, że prędzej czy później religia wróci do sal katechetycznych. Jeśli nie potrafią tego zrobić rządzący, to w niedługiej przyszłości wygra lewica i przywróci normalność. Wygra właśnie dlatego, że ludzie wyrażą swoje niezadowolenie wobec dzisiejszej ekspansji kościoła. Nie mam nic przeciwko ludziom wierzącym, wielu znam i cenię, zresztą ja im też nie przeszkadzam(ateiści są solą w oku dla kleru i dewotów). Przeszkadza mi to, że w XXI wieku politycy chcą wpływać na mój światopogląd i mojej rodziny, że układają się z hierarchami kościelnymi i dzielą ludzi. Historia uczy, że nigdy nie było dobrze, jak kler zyskiwał większe uprawnienia.
Państwo musi pozostać świeckie, a kto tego nie rozumie, to niepotrzebnie pcha się do polityki.
Czyli dzieci zostają ateistami z lenistwa? To już lepiej by wypisały się z Kościoła. Nie trzeba takich "katolików" w Kościele. Ale ateiści są często też tak leniwi, że nawet nie chce im się wypisać z Kościoła. A potem płaczą, że dane pokazują ich jako katolików.
W zasadzie, to jakiekolwiek odpisywanie jest bez sensu, bo i tak odwrócisz kota ogonem, a tego co piszę nie zrozumiesz.
Pomijając to, że nauczanie encyklopedyczne to anachronizm, to mówimy tu o wzorowym uczniu, który z konieczności tracił dużo czasu na zupełnie nieprzydatne nauki. Z religii też miał zawsze ocenę bardzo dobry, więc takim leniem nie był, tylko do czego mu się to przyda?
Wiadomo, że pamięciowe opanowanie materiału, też rozwija, ale jest przecież tyle pięknej poezji, są wzory i reguły z matmy, fizyki, które trzeba znać itd., więc po co tracić czas na klepanie nieprzydatnych partii materiału.
Poza tym nie jesteśmy w żadnym kościele, to kościół nas ma w swoich statystykach i nie jest zainteresowany rzetelnym przeliczeniem, bo wtedy co niektórzy nie mogliby nam wmawiać, że 90 % społeczeństwa to katolicy.