• w temacie Dlaczego ludziom nie chce się pracować?

    W: Hydepark
    marylynmonroe
    gosc34
    ~falis Osobiście 7 miesięcy temu prowadziłem rekrutację do swojego działu.
    Po przebrnięciu przez niemal 200 aplikacji 80% lądowało w koszu przez kompletną niezgodność z treścią ogłoszenia (ludzie chyba ślą gdzie popadnie), BŁĘDY ORTOGRAFICZNE (ludzie, nawet pakiety biurowe mają autokorektę) i nieczytelne (odręczne) dokumenty.

    Z pozostałych 20% mniej więcej 10% odpadała z uwagi na "niespójności" lub "zbyt wysoką opinię" o swoich umiejętnościach (kilka pytań "branżowych" i w j. angielskim wymaganym na poziome FCE wg mojego ogłoszenia).

    Zostało 20 osób.
    Z 4 osobami nie udało mi się skontaktować aby ustalić drugą rozmowę ze mną, członkiem zarządu i kadrową, 6 osób nie raczyło się pojawić na uzgodnionym terminie, 3 osoby się spóźniły (sekretarka miała polecenie dziękować każdemu, kto się spóźnił nie zawiadamiając wcześniej o jakichś zdarzeniach szczególnych).

    Zostało 7 osób.
    Z tej siódemki dwie osoby nie były zainteresowane oferowanymi warunkami (wynagrodzenie), kolejne dwie jako warunek konieczny oczekiwały od ręki umowy o pracę na czas nieoznaczony. Zatrudniłem koniec końców dziewczynę w trakcie studiów mającą wprawdzie niezbyt ogromne doświadczenie, ale z zapałem do pracy. Dostała mniej niż założyliśmy na to stanowisko, po 3 miesiącach dostała umowę na stałe i podwyżkę... a po kolejnych 2 miesiącach DOSTALIŚMY POLECONY ZE ZWROTKĄ ZE ZAŚWIADCZENIEM LEKARSKIM O CIĄŻY I ZUS-ZLA NA MIESIĄC z uwagi na 3 miesiąc ciąży i rzekome jej zagrożenie.

    Ręce nam opadły, bo włożyliśmy sporo wysiłku i zaangażowania w jej rozwój.

    Dostaliśmy (telefonicznie) informację, że planuje nas zaszczycić swoją obecnością po wychowawczym "bo nie widzi sensu przychodzenia skoro i tak dostaje 100%".

    TYLE KOCHANI PRACOWNICY.

    No i właśnie do czegoś takiego musi dochodzić by móc założyć rodzinę. Zatrudniłbyś ją gdyby ci powiedziała, że zamierza zajść w ciążę? Pewnie nie. I zapewne większość z pracodawców też, a dziecko się samo nie urodzi i nie wyewoluuje w doniczce na parapecie grzecznie czekając aż mama osiągnie szczyt kariery by nie wadzić jej pracodawcy. Skoro ciąża była zagrożona to doskonale rozumiem jej niechęć do pracy - ryzykowałbyś życiem własnego dziecka dla pracy?
    Kiedy te kobiety mają mieć dzieci? Po 30-stce czy wtedy gdy pracodawca wyda pozwolenie na rozmnożenie? No wzięła i zaszła w ciążę, nie do pomyślenia. Jak śmiała!? Wypadało by chyba sterylizować pracownice żeby nie przychodziły im do głowy takie głupoty jak posiadanie dziecka...

    Rany boskie....
    to teraz z innej strony. odpadłam w rekrutacji, bo pewna pani była ciut lepsza ode mnie. po wielu miesiącach poszukiwania pracy i ciągłego słyszenia "odezwiemy się" wpadłam w depresję, straciłam poczucie własnej wartości i zawaliłam kilka ważnych spraw w życiu. podjęłam pracę poniżej moich kwalifikacji za najniższą krajową i nie czuję się spełniona. a ta panienka po trzech miesiącach zaszłą w ciążę i planuje być na L-4. ten pracodawca owszem do mnie zadzwonił i zaproponował pracę, ale ja już nie mogłam się zwolnić, bo pracodawca skierował mnie na specjalistyczny kurs i trzymała mnie lojalka. dlaczego ona zaszła w ciążę i zabrała mi szansę.....?
    Głównie dlatego, że zarówno wśród pracodawców jak i pracowników cechy takie jak uczciwość i rzetelność są na wyginięciu. Dzisiejszy pracodawca nie chce mieć pracownika, który chce pracować i wnosić do firmy tyle ile potrafi, uczciwie i rzetelnie w zamian za pensję pozwalającą mu przeżyć od pierwszego do pierwszego i minimalne poczucie bezpieczeństwa, tylko chce tanią siłę roboczą która za 6 zł za godzinę wykonuje pracę sześciu osób, tańczy, śpiewa recytuje a gdy się zepsuje (zachoruje lub zajdzie w ciążę) wymienia się ją na nową. Pracodawca nie chce pracownika, chce część do maszyny, która produkuje dla niego pieniądze. Z tego samego powodu nie chce świadczyć usług, z których klienci będą zadowoleni ani tworzyć trwałych towarów dobrej jakości, tylko robi byle szmelc i wydaje kupę kasy na marketing, żeby to potem jakoś wcisnąć klientom, robi przekręty na podatku VAT i czym się tylko da. Z kolei pracownicy starają się przechytrzyć tego pracodawcę kombinując ile wlezie, biorąc lewe L4, ucinając godziny pracy, kradnąc "pracowe" przybory i narzędzia itd. itp. Problem tylko w tym, że to się potem i na jednych i na drugich zemści i w perspektywie czasu stracą na tym oboje.
  • w temacie Dlaczego ludziom nie chce się pracować?

    W: Hydepark
    ~DDD 1. MŁODZIEŻ JEST NASTAWIONA BARDZO ROSZCZENIOWO - UWAŻAJĄ, ŻE NA "WEJŚCIU" NALEŻY IM SIĘ UMOWA NA CZAS NIEOKREŚLONY I ŚREDNIA KRAJOWA

    2. PRACODAWCY/ZLECENIODAWCY WYKORZYSTUJĄ OBECNĄ SYTUACJIĘ (RYNEK PRACODAWCY) DO DYKTOWANIA WARUNKÓW NA GRANICY PRZEŻYCIA

    3. ROZWÓJ ZAWODOWY WYMAGA CZASU I PRACY WŁASNEJ

    4. NARZEKANIE JEST TAKIE POLSKIE ;P
    Średnia krajowa nie, ale najniższa by się przydała.-)
  • w temacie Dlaczego ludziom nie chce się pracować?

    W: Hydepark
    ~falis Osobiście 7 miesięcy temu prowadziłem rekrutację do swojego działu.
    Po przebrnięciu przez niemal 200 aplikacji 80% lądowało w koszu przez kompletną niezgodność z treścią ogłoszenia (ludzie chyba ślą gdzie popadnie), BŁĘDY ORTOGRAFICZNE (ludzie, nawet pakiety biurowe mają autokorektę) i nieczytelne (odręczne) dokumenty.

    Z pozostałych 20% mniej więcej 10% odpadała z uwagi na "niespójności" lub "zbyt wysoką opinię" o swoich umiejętnościach (kilka pytań "branżowych" i w j. angielskim wymaganym na poziome FCE wg mojego ogłoszenia).

    Zostało 20 osób.
    Z 4 osobami nie udało mi się skontaktować aby ustalić drugą rozmowę ze mną, członkiem zarządu i kadrową, 6 osób nie raczyło się pojawić na uzgodnionym terminie, 3 osoby się spóźniły (sekretarka miała polecenie dziękować każdemu, kto się spóźnił nie zawiadamiając wcześniej o jakichś zdarzeniach szczególnych).

    Zostało 7 osób.
    Z tej siódemki dwie osoby nie były zainteresowane oferowanymi warunkami (wynagrodzenie), kolejne dwie jako warunek konieczny oczekiwały od ręki umowy o pracę na czas nieoznaczony. Zatrudniłem koniec końców dziewczynę w trakcie studiów mającą wprawdzie niezbyt ogromne doświadczenie, ale z zapałem do pracy. Dostała mniej niż założyliśmy na to stanowisko, po 3 miesiącach dostała umowę na stałe i podwyżkę... a po kolejnych 2 miesiącach DOSTALIŚMY POLECONY ZE ZWROTKĄ ZE ZAŚWIADCZENIEM LEKARSKIM O CIĄŻY I ZUS-ZLA NA MIESIĄC z uwagi na 3 miesiąc ciąży i rzekome jej zagrożenie.

    Ręce nam opadły, bo włożyliśmy sporo wysiłku i zaangażowania w jej rozwój.

    Dostaliśmy (telefonicznie) informację, że planuje nas zaszczycić swoją obecnością po wychowawczym "bo nie widzi sensu przychodzenia skoro i tak dostaje 100%".

    TYLE KOCHANI PRACOWNICY.

    Od razu powiem Ci gdzie zrobiłeś błąd i dlaczego ta rekrutacja tak wyglądała. Jeśli szukasz dobrego pracownika - szukaj go krótko. Każda osoba poszukująca pracy wysyła aplikacje do bardzo wielu firm. Część ogłoszeń (dotyczy to szczególnie niższych stanowisk związanych ze sprzedażą i szeroko pojętą obsługą klienta) pisana jest celowo by wprowadzić kandydata w błąd. W wielu ogłoszeniach nie ma w ogóle informacji i tym, czym właściwie ma się zajmować ta kreatywna, młoda, pełna zaangażowania i pasji osoba. Zanim przebrnąłeś przez 200 aplikacji, zanim wyznaczyłeś termin rozmowy kwalifikacyjnej i kolejnej, drugiej rozmowy , najlepszych zgarnęła konkurencja. Nawet jeśli Twoja firma dawała świetne warunki większość ludzi uważa, że lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu i między jednym a drugim spotkaniem, które im wyznaczyłeś, podpisała umowy z kimś innym, kto nie rozwlekł rekrutacji na cztery etapy. Zapytam z ciekawości - ile czasu upłynęło między zamieszczeniem pierwszego ogłoszenia a drugą rozmową kwalifikacyjną (tą z Tobą, członkiem zarządu i kadrową)?
  • w temacie Dlaczego ludziom nie chce się pracować?

    W: Hydepark
    Zatrudnij tę Panią - post p. Owocelki z tego forum, kilka tematów niżej.

    "Sama mam problem ze znalezieniem pracy i robię dokładnie to, o czym wspomniałeś. Łapię się dosłownie wszystkiego. Codziennie przesiaduję przed komputerem i przeglądam portale z ogłoszeniami o pracę. W Urzędzie Pracy znają mnie już chyba na wylot. Wychodząc na zakupy czy ze śmieciami rozglądam się po witrynach sklepowych czy aby na pewno nie wisi jakieś ogłoszenie. Chodzę na kolejne rozmowy kwalifikacyjne, wszędzie jestem odprawiana z kwitkiem. Znalazłam staż, odbyłam go i pracodawca zostawił mnie na 3 miesiące, nie przedłużył mi umowy, załatwił sobie kolejnego stażystę... Skończyłam dwa kierunki studiów, ale naprawdę żadną pracą nie gardzę. Poszłam do pracy fizycznej, na taśmie. Cóż z tego? Pracodawca zatrudnił 50 osób za najniższą stawkę, nie płacił za nadgodziny, ale tyrałam, bo pieniądze z nieba nie lecą. Cóż z tego? Przyszedł grudzień, skończył się sezon i wszyscy nowo zatrudnieni wylecieli na bruk. Kolejna rejestracja w PUP i wróciłam do tego co zawsze - codzienne przeglądanie ofert, szukanie znajomości i jeżdżenie na drugi koniec województwa. Jak na razie bez skutku... "

    Powiesz, że Jej też nie chce się pracować? Ilu takich ludzi Ty lub Twój rekruter odesłaliście z kwitkiem żeby to miejsce co miesiąc obsadzać nowym praktykantem?
  • w temacie Dlaczego ludziom nie chce się pracować?

    W: Hydepark
    Nie chcę Cię źle ocenić, ale jeśli potrzebujesz dobrego pracownika, dlaczego go nie zatrudnisz tylko wyręczasz się praktykantami? Jaka płaca taka praca. Większość ludzi, którzy przychodzą na staż wie, że pracodawca przyjmuje ich tylko po to, żeby mieć przez trzy miesiące darmową siłę roboczą a potem wziąć nowego praktykanta. Praktyki odbyte nawet w najlepszych firmach w praktyce mają w CV marginalne znaczenie. Pracodawca albo chce kogoś zupełnie bez doświadczenia (żeby go sobie przeszkolić po swojemu), albo kogoś z długoletnim stażem, żeby mu powierzyć poważne zadania. To co się dziwić, że się ludziom po prostu nie chce?
  • w temacie Berozbocie to problem psychologiczny a nie gospodarczy

    W: Hydepark
    owocelka Sama mam problem ze znalezieniem pracy i robię dokładnie to, o czym wspomniałeś. Łapię się dosłownie wszystkiego. Codziennie przesiaduję przed komputerem i przeglądam portale z ogłoszeniami o pracę. W Urzędzie Pracy znają mnie już chyba na wylot. Wychodząc na zakupy czy ze śmieciami rozglądam się po witrynach sklepowych czy aby na pewno nie wisi jakieś ogłoszenie. Chodzę na kolejne rozmowy kwalifikacyjne, wszędzie jestem odprawiana z kwitkiem. Znalazłam staż, odbyłam go i pracodawca zostawił mnie na 3 miesiące, nie przedłużył mi umowy, załatwił sobie kolejnego stażystę... Skończyłam dwa kierunki studiów, ale naprawdę żadną pracą nie gardzę. Poszłam do pracy fizycznej, na taśmie. Cóż z tego? Pracodawca zatrudnił 50 osób za najniższą stawkę, nie płacił za nadgodziny, ale tyrałam, bo pieniądze z nieba nie lecą. Cóż z tego? Przyszedł grudzień, skończył się sezon i wszyscy nowo zatrudnieni wylecieli na bruk. Kolejna rejestracja w PUP i wróciłam do tego co zawsze - codzienne przeglądanie ofert, szukanie znajomości i jeżdżenie na drugi koniec województwa. Jak na razie bez skutku... I wbrew staremu i słusznemu powiedzeniu, że żadna praca nie hańbi im więcej prac tymczasowych złapiesz, tym trudniej będzie Ci dostać jakąś porządną, bo rekruter-psycholog wykoncypuje sobie, że skoro osoba po studiach pracowała przy taśmie to pewnie coś z nią jest nie tak. Oczywiście, że to nie prawda, ale ktoś tych ludzi uczy takiego myślenia (przekalkowanego żywcem z krajów zachodniej Europy albo Stanów gdzie są zupełnie inne warunki życia i inny rynek pracy), a oni je potem przekazują następnym. Stażyści jako darmowa siła robocza to już w ogóle patologia na zupełnie inną rozmowę. O tym, że marketingowcy i pośrednicy pracy żyją w rzeczywistości wirtualnej świadczy najlepiej motto firmy Randstadt - "Kształtujemy rynek pracy". Aż się prosi, żeby odpowiedzieć "Gratulacje". Uszy do góry. Jest początek roku. Trzymam kciuki, że coś znajdziesz.
  • w temacie Gender - ideologia atakuje rodzinę

    W: Hydepark
    Kiedyś na tym forum Marek.56 poruszył mądrze tę kwestię, tylko nikomu nie chciało się z nim gadać. Napisał dwie mądre rzeczy.

    Po pierwsze, że rodzic ma obowiązek przekazać dziecku jak najwięcej umiejętności (tradycyjnie męskich i żeńskich), żeby dziecko będąc dorosłe mogło sobie poradzić nawet żyjąc samotnie (bo przecież każdy nawet mając fantastycznego męża i żonę i super prawicową i poprawną rodzinę może nagle zostać wdowcem lub wdową i wtedy sobie z palcem do d... nie trafi, chyba, że ktoś go jako dziecko nauczył i gotowania i wymiany kontaktów).

    A druga rzecz, którą napisał to to, że kobiety w męskich strojach wykonujące męskie zajęcia (co teraz nagle Kościół uważa za coś potwornego) od pokoleń były nam stawiane za wzór, a miał tu na myśli Grażynę z poematu Mickiewicza i naszą bohaterkę narodową Emilię Plater, która ma nawet swoje ulice w większości miast w Polsce. Kolejną postacią z naszego panteonu wzorów jest Janusz Korczak - człowiek, który całe życie zajmował się dziećmi chociaż nie był kobietą i o dziwo nie był pedofilem.

    Jak sobie zdamy sprawę z tych dwóch rzeczy zamiast cofać się w rozwoju to gender importowany z zachodu nie będzie nam potrzeby.
  • w temacie Gender - ideologia atakuje rodzinę

    W: Hydepark
    0becny [W rozważaniach tych tak zwanych wielkich myślicieli często nie ma niczego wielkiego. Tak jak w odkryciu że facet może gary zmywać a laska może być szefem odnoszącego sukcesy koncernu. To są sprawy oczywiste że może być tak i tak ale oczywiste jest też to że laska zawsze będzie laską choćby w takich samych laskach gustowała a facet facetem chociażby gustował w pięcioletnich chłopcach. Wszystkie pozostałe sprawy jakie wiążą się z ich preferencjami seksualnymi z ich osobistą płcią nie mają zupełnie niczego wspólnego bo to że laska jest lesbijką a facet pedałem i pedofilem niczego nie zmienia.
    Czemu nie w taki sposób gender przedstawia społeczeństwo? Głównie dlatego, że banda kretynów, którzy chcą się dowartościować będzie biła chłopców za to, że bawią się lalkami bo to niemęskie. Naszym problemem nie jest gender, nietolerancja, homofobia itd. tylko ogólny brak zdrowego rozsądku i kultury, bo jak zaczniemy się nawzajem traktować jak ludzie, to i płeć nie będzie miała aż takiego znaczenia bo i mężczyzna i kobieta będą mieli prawo do wolności i szacunku. Najprościej tę sprawę załatwiają indianie w Ameryce Południowej (tylko niestety nie pamiętam nazwy tego plemienia). Tam, jak komuś się nie podobają babskie czy męskie zajęcia, przechodzi specjalny rytuał i od tego momentu zaczyna pełnić role przypisane dla drugiej płci. Przez współplemieńców traktowany jest jak osoba płci, którą wybrał. Nie ma żadnej taryfy ulgowej (jak chcesz być facetem, walczysz w wojnach i polujesz, jak chcesz być babą udajesz okres). Nie rodzisz dzieci, ale też nie każda kobieta może zajść w ciążę i urodzić dziecko więc nie róbmy z tego ostatecznego wyznacznika kobiecości. Jak ci się znudzi, bo dochodzisz do wniosku, że nie jesteś wstanie całkowicie udawać innej płci niż Twoja płeć biologiczna albo Ci się to po prostu nie opłaca, przechodzisz kolejny rytuał i wszystko wraca do normy. Nikt nie ma z tym problemów.
  • w temacie Co można zrobić by polepszyć (oczyścić) to forum?

    W: Hydepark
    0becny lyzka ...ale co do wolności na forum, zgadzam się z Tobą.Znaczy że może będą z ciebie jeszcze ludzie ;o)
    Tylko musisz wszystko notować bo jak coś zapomnisz to kaplicha ;o)))Tak jest Ojcze Dyrektorze.-)
  • w temacie Gender - ideologia atakuje rodzinę

    W: Hydepark
    Teraz nagle ludziom pomieszało się w głowach i robią sztuczne podziały na czynności i zachowania męskie i żeńskie bardziej jeszcze surowe niż przed wojną. Wiecie co to było, jak zaraz po pierwszej wojnie światowej kobieta pokazała się w męskim stroju z papierosem w ustach? Nobliwe dziewiętnastowieczne damy mdlały. A jednak rodzina od tego nie zginęła. Kto chce założyć rodzinę, zrobi to. Od tego czy w domu mama jest od siedzenia przy garach a tata od przestawiania mebli czy odwrotnie ważniejszy jest wzajemny szacunek i miłość. Homoseksualizm był, jest i będzie, nie ma z tym nic wspólnego, wiara, gender, wychowanie ani nic w tym rodzaju. Wychowanie wpływa tylko na to, jak traktujemy takich ludzi. Natomiast wolę dwóch pedałów mieszkających razem niż jednego hetero zdradzającego żonę na prawo i lewo i wypinającego się na potomstwo spoza małżeńskiego związku jak robił to ojciec mojej koleżanki. Tacy ludzie zagrażają rodzinie, ale o tym się jakoś głośno nie mówi i nikt tego porządnie nie kara. Faceta szukali przez 10 lat zanim go zmusili do płacenia alimentów. Mieszkał tam, gdzie zawsze i wcale się nie ukrywał. Po prostu nikomu nie chciało się ruszyć d..., żeby sprawę załatwić. W międzyczasie koleżanka straciła matkę (rak) i wylądowała u dalszych krewnych, a facet z własnej woli nie dał na dziecko złamanego grosza chociaż wiedział jaka jest sytuacja. Takich ludzi ścigajcie, a nie zwalajcie na gender, że rodzina słabnie jako wartość.