1 tys.
ppt
Ten temat ma:
  • Wyświetleń90 tys.
  • Odpowiedzi442
  • Ocen na +279
1 tys. ppt ?

CZY „Całun Turyński” TO MISTYFIKACJA??? (443)

pokaż odpowiedzi chronologicznie | od najwyższej oceny

CZY „Całun Turyński” TO MISTYFIKACJA???

Napisał(a): ~lis2012 -

Są nowe badania: Całun Turyński to najwnikliwiej analizowana relikwia świata. Cały czas wokół niego mnożą się nowe teorie. Tym razem specjaliści medycyny sądowej z Liverpoolu badali autentyczność Całunu Turyńskiego. Sprawdzili, jakie ślady zostawia krwawiący człowiek. Uznali, że całunem owinięto stojącą osobę, dlatego też - ich zdaniem - nie mógł to być Chrystus, gdyż jego ciało po zdjęciu z krzyża znajdowało się w pozycji leżącej. Czy można to uznać za przełom w dotychczasowych badaniach?
INTERIA.PL

Re: CZY „Całun Turyński” TO MISTYFIKACJA???

Napisał(a): gość -

Nauka robi wszystko by udowodnić że Boga nie ma. Wymyśla się różne teorie, cuda wianki itd. Ostatnio był artykuł o tym że relikwia jest fałszywa ale jak zobaczyłem eksperyment naukowców to się szeroko uśmiechnąłem i skończyłem czytać te głupoty. Tej relikwi nie da się "skopiować" i nikomu się nie uda, to samo tyczy się między innymi chusty z Manopello.

Re: CZY „Całun Turyński” TO MISTYFIKACJA???

Napisał(a): ~Pan Arnold -

gość Nauka robi wszystko by udowodnić że Boga nie ma. Wymyśla się różne teorie, cuda wianki itd. Ostatnio był artykuł o tym że relikwia jest fałszywa ale jak zobaczyłem eksperyment naukowców to się szeroko uśmiechnąłem i skończyłem czytać te głupoty. Tej relikwi nie da się "skopiować" i nikomu się nie uda, to samo tyczy się między innymi chusty z Manopello.
No ma pan rację to tak samo jak Pióro które Archanioł Gabriel zgubił podczas zwiastowania a Plebanek znalazł i przechował je dla nas żebyśmy byli świadkami wiary i istnienia Boga który jest taki sam jak ja i ty , Albowiem jest Powiedziane w Biblii , Że Bóg stworzył człowieka na swój Obraz i Podobieństwo .... czyli Bóg też nic nie może jak ja i ty . Czyli Bogiem jesteśmy ja i ty ....
A te wszystkie Plebanki to oszuści i złodzieje , nieroby i naciągacze ...

Re: CZY „Całun Turyński” TO MISTYFIKACJA???

Napisał(a): Chamsin -

Wszelkiego rodzaju badania artefaktów i źródeł historycznych powiązanych z biblią to bardzo grząski temat.

Odnośnie całunu Turyńskiego jak odrobinę poszukasz to znajdziesz całe stosy publikacji w których jedne udowadniają autentyczność całunu, a inne nie. Np typu że postać Jezusa na całunie powstała w sposób puki co nieosiągalny nawet współczesnej nauce, w sensie że wypalona jakąś formą promieniowania czy coś w tym guście, w sensie że te promienie wydostawały się ze zmartwychwstającej osoby....

Chodzi mi o to że naukowiec chcący udowodnić autentyczność jakiejś relikwii będzie się starał ją udowodnić a taki nie chcący będzie ciągnął wyniki badań w swoją stronę. To też wszelkie badania naukowe wszelkich relikwii proponował bym traktować z przymrużaniem oka. I dotyczy to nie tylko relikwii od dawna znanych. To samo tyczy się wszelkiego rodzaju artefaktów odkrywanych niedawno, np nie wiem czy słyszałeś o ossuarium Jakuba brata Jezusa, albo o o grobowcu rodziny Jezusa itd itp.

Co się tyczy wszelkich gałęzi historii i archeologii biblijnych zarówno staro jak i nowo testamentowych należy pamiętać że te dziadziny wiedzy po dzień dzisiejszy bezpardonowo przeplatają się z wiarą.

Istnieją nawet historycy wychodzący z założenia że Jezus tak naprawdę nie istniał i jest fikcyjną postacią zlepianą z dokonań kilku proroków.

Nawet z traktowaniem nowego testamentu jako źródła historycznego są spore wiecznie dyskutowane problemy. Są tacy który wychodzą z założenia że ewangelistami byli faktycznie świadkowie życia Jezusa, mimo że nic na to nie wskazuje, tzn że samo powstawianie Ewangelii to koniec I w a głownie II w, z czego ich ostateczna redakcja przypada dopiero na IV w ne i jest ona wynikiem pierwszego soboru nicejskiego. Co nie zmienia faktu że kiedyś trafiłem na przypadek kiedy to historyk mając do dyspozycji naprawdę malutki kawałek papirusu zwierającego fragment ewangelii generalnie datowanego na II w, próbował udowodnić że pochodzi on z I połowy I w - czytaj że napisał go ktoś będący świadkiem życia Jezusa...

Sam by się nie dać wodzić za nos jako pierwszą bezdyskusyjną pozabiblijną wzmiankę historyczną w ogóle o chrześcijanach (na pewno nie o Jezusie) uznaje Tacyta i jego roczniki datowane dopiero na 115 r n. e. Tyle że opowiadającą o czasach wcześniejszych tj pożarze Rzymu za czasów Nerona.

A robię tak dlatego że o 20 lat młodsze wzmianki na temat Jezusa w dziełach Józefa Flawiusza jeśli nawet nie zostały w 100% sfałszowane to bez wątpienia je odrobinę ubarwili średniowieczni mnisi w chrześcijańskich klasztorach. Albowiem abstrahując od szczegółowiej analizy tych tekstów jest takie jedno wcześniejsze dzieło (lata 70 I w n e) Józefa Flawiusza a mianowicie Wojna żydowska, w którym to mimo szczegółowego opisu Ziemi Świętej powstania żydowskiego w latach sześćdziesiątych I w n. e. nie ma ani słowa o chrześcijanach a co dopiero o Jezusie. Dziwne no nie?

Moim zdaniem tak zarówno ci udowadniający istnienie Jezusa jak i ci udowadniający jego nie istnienie tracą cas który mogli by produktywnie spożytkować na jakieś inne badania.

Wiara to wiara, albo się wierzy labo nie, cóż u takiego naukowca za wiara jeśli ten chce ją oprzeć na wiedzy?

Albo ktoś jest wierzący albo i nie, jego wybór. A jeśli ktoś potrzebuję dowodów naukowych by przekonywać innych do swojej religii, to jest to osoba bardzo słabej wiary...

Re: CZY „Całun Turyński” TO MISTYFIKACJA???

Napisał(a): zbigniew1933 -

Chamsin Wszelkiego rodzaju badania artefaktów i źródeł historycznych powiązanych z biblią to bardzo grząski temat.

Odnośnie całunu Turyńskiego jak odrobinę poszukasz to znajdziesz całe stosy publikacji w których jedne udowadniają autentyczność całunu, a inne nie. Np typu że postać Jezusa na całunie powstała w sposób puki co nieosiągalny nawet współczesnej nauce, w sensie że wypalona jakąś formą promieniowania czy coś w tym guście, w sensie że te promienie wydostawały się ze zmartwychwstającej osoby....

Chodzi mi o to że naukowiec chcący udowodnić autentyczność jakiejś relikwii będzie się starał ją udowodnić a taki nie chcący będzie ciągnął wyniki badań w swoją stronę. To też wszelkie badania naukowe wszelkich relikwii proponował bym traktować z przymrużaniem oka. I dotyczy to nie tylko relikwii od dawna znanych. To samo tyczy się wszelkiego rodzaju artefaktów odkrywanych niedawno, np nie wiem czy słyszałeś o ossuarium Jakuba brata Jezusa, albo o o grobowcu rodziny Jezusa itd itp.

Co się tyczy wszelkich gałęzi historii i archeologii biblijnych zarówno staro jak i nowo testamentowych należy pamiętać że te dziadziny wiedzy po dzień dzisiejszy bezpardonowo przeplatają się z wiarą.

Istnieją nawet historycy wychodzący z założenia że Jezus tak naprawdę nie istniał i jest fikcyjną postacią zlepianą z dokonań kilku proroków.

Nawet z traktowaniem nowego testamentu jako źródła historycznego są spore wiecznie dyskutowane problemy. Są tacy który wychodzą z założenia że ewangelistami byli faktycznie świadkowie życia Jezusa, mimo że nic na to nie wskazuje, tzn że samo powstawianie Ewangelii to koniec I w a głownie II w, z czego ich ostateczna redakcja przypada dopiero na IV w ne i jest ona wynikiem pierwszego soboru nicejskiego. Co nie zmienia faktu że kiedyś trafiłem na przypadek kiedy to historyk mając do dyspozycji naprawdę malutki kawałek papirusu zwierającego fragment ewangelii generalnie datowanego na II w, próbował udowodnić że pochodzi on z I połowy I w - czytaj że napisał go ktoś będący świadkiem życia Jezusa...

Sam by się nie dać wodzić za nos jako pierwszą bezdyskusyjną pozabiblijną wzmiankę historyczną w ogóle o chrześcijanach (na pewno nie o Jezusie) uznaje Tacyta i jego roczniki datowane dopiero na 115 r n. e. Tyle że opowiadającą o czasach wcześniejszych tj pożarze Rzymu za czasów Nerona.

A robię tak dlatego że o 20 lat młodsze wzmianki na temat Jezusa w dziełach Józefa Flawiusza jeśli nawet nie zostały w 100% sfałszowane to bez wątpienia je odrobinę ubarwili średniowieczni mnisi w chrześcijańskich klasztorach. Albowiem abstrahując od szczegółowiej analizy tych tekstów jest takie jedno wcześniejsze dzieło (lata 70 I w n e) Józefa Flawiusza a mianowicie Wojna żydowska, w którym to mimo szczegółowego opisu Ziemi Świętej powstania żydowskiego w latach sześćdziesiątych I w n. e. nie ma ani słowa o chrześcijanach a co dopiero o Jezusie. Dziwne no nie?

Moim zdaniem tak zarówno ci udowadniający istnienie Jezusa jak i ci udowadniający jego nie istnienie tracą cas który mogli by produktywnie spożytkować na jakieś inne badania.

Wiara to wiara, albo się wierzy labo nie, cóż u takiego naukowca za wiara jeśli ten chce ją oprzeć na wiedzy?

Albo ktoś jest wierzący albo i nie, jego wybór. A jeśli ktoś potrzebuję dowodów naukowych by przekonywać innych do swojej religii, to jest to osoba bardzo słabej wiary...
Przypomina mi się tzw. "cud" w jakieś malutkiej parafii gdzie kawałek serca Jrzusa znienacka pojawił się w jakimś kościelnym pudełku.

Natychmiast szanowana instytucja naukowa zajęła się udowadnianiem że to faktycznie kawałek tkanki mięśnia sercowego z naciskiem że to musi być z Jezusa, choć prawdopodobnie była to kolonia bakterii koloru czerwonego.

Jak wiemy kościelne płyny i ręce kapłanów nie są przykładem sterylności, dlatego też tzw woda święcona zawiera kolonie bakterii kałowych....nie wiadomo czy pochodzą z rąk wiernych czy może księżych.

Lecz tak jak piszesz, wierzący potrafią czytać i słyszeć wybiórczo przyjmując do wiadomości wyłącznie to co zgadza się z ich wierzeniami.

Re: CZY „Całun Turyński” TO MISTYFIKACJA???

Napisał(a): stiffnecked -

Chamsin

Wiara to wiara, albo się wierzy labo nie, cóż u takiego naukowca za wiara jeśli ten chce ją oprzeć na wiedzy?

Albo ktoś jest wierzący albo i nie, jego wybór. A jeśli ktoś potrzebuję dowodów naukowych by przekonywać innych do swojej religii, to jest to osoba bardzo słabej wiary...
Wiara moze byc slepa lub miec podstawy.

Zdaje sie, ze w chrzescijanizmach chodzi o bycie moralnym i ciezko jest znalesc latwiejszy moralny dylemat niz ratowanie kogos przed zakladanymi przez wierzacego skutkami niewiary w jego wierzenia. Oczywiscie, kazdy wierzacy zdaje sobie sprawe, ze ma wybor, tak zwana wolna wole do wyboru dobra lub zla.

Re: CZY „Całun Turyński” TO MISTYFIKACJA???

Napisał(a): ~Anioł Straż -

Mnie na jakimś wiejskim odpuście uduchowiony pleban ubogacił Szczeblem z Drabiny Jakubowej. Ten szczebel był nadłamany ale wsadziłem go za pasek od spodni i poszedłem dalej pić z kolegami nad rzekę. Koledzy też podostawali te Szczeble i z tych Szczebli zaraz zrobili eleganckie ognisko. Mnie było żal podarunku i trzymałem go wytrwale za paskiem.
Później jakoś tak się porobiło, że koledzy pozasypiali a ja uparłem się iść do domu. I sturlałem się z nadrzecznej skarpy prosto do rzeki, co mnie otrzeźwiło.
Przy okazji Szczeblem przebiłem sobie wytwornie brzuch i chirurg miał kupę roboty z szyciem.
Za usługę dałem mu ten Szczebel a on podobno zawiózł go do Częstochowy jako votum dziękczynne.

Re: CZY „Całun Turyński” TO MISTYFIKACJA???

Napisał(a): stiffnecked -

Nie mozna za takie uznac. Juz od dawna bylo wiadomo, ze CT nie jest tym czym kkretacze zapewniacze mowia, ze jest. Zapytaj Joe Nickell.
Jesli sie nie myle, to nawet kkretacze uwazaja CT za ikone a nie relikwie, ale jeszcze o tym nie ma na kazaniu, rekolekcjach czy mszach charyzmatycznych. Nie mozna tak raptownie wzburzac bogobojnych nieszczesnikow.

Re: CZY „Całun Turyński” TO MISTYFIKACJA???

Napisał(a): Kajetana -

~Anioł Straż Mnie na jakimś wiejskim odpuście uduchowiony pleban ubogacił Szczeblem z Drabiny Jakubowej. Ten szczebel był nadłamany ale wsadziłem go za pasek od spodni i poszedłem dalej pić z kolegami nad rzekę. Koledzy też podostawali te Szczeble i z tych Szczebli zaraz zrobili eleganckie ognisko. Mnie było żal podarunku i trzymałem go wytrwale za paskiem.
Później jakoś tak się porobiło, że koledzy pozasypiali a ja uparłem się iść do domu. I sturlałem się z nadrzecznej skarpy prosto do rzeki, co mnie otrzeźwiło.
Przy okazji Szczeblem przebiłem sobie wytwornie brzuch i chirurg miał kupę roboty z szyciem.
Za usługę dałem mu ten Szczebel a on podobno zawiózł go do Częstochowy jako votum dziękczynne.
:D

Re: CZY „Całun Turyński” TO MISTYFIKACJA???

Napisał(a): Chamsin -

zbigniew1933
Przypomina mi się tzw. "cud" w jakieś malutkiej parafii gdzie kawałek serca Jrzusa znienacka pojawił się w jakimś kościelnym pudełku.

Natychmiast szanowana instytucja naukowa zajęła się udowadnianiem że to faktycznie kawałek tkanki mięśnia sercowego z naciskiem że to musi być z Jezusa, choć prawdopodobnie była to kolonia bakterii koloru czerwonego.

Jak wiemy kościelne płyny i ręce kapłanów nie są przykładem sterylności, dlatego też tzw woda święcona zawiera kolonie bakterii kałowych....nie wiadomo czy pochodzą z rąk wiernych czy może księżych.

Lecz tak jak piszesz, wierzący potrafią czytać i słyszeć wybiórczo przyjmując do wiadomości wyłącznie to co zgadza się z ich wierzeniami.

Wybiorcze traktowanie informacji to uniwersalna ludzka cecha i nie dotyczy ona tylko ludzi wierzących, cała idea posługiwania się zdrowym rozsądkiem przy analizie faktów polega na tym by się starać walczyć z ludzką naturą a nie się jej bezwolnie poddawać.

Wielu znanych naukowców którzy znacznie przyczynili się rozwojowi cywilizacje to byli ludzie wierzący i praktykujący. A ich sukces polegał na tym że potrafili oddzielić soją pracę i poglądy od życia prywatnego, a nie na odwrót. To też agresywne przekonywanie kogokolwiek do swojej wiary zupełnie nie wchodziło w rachubę....


Problem ludzi traktujących swoje wyznanie jako zbiór wartości narzucanych innym polega na tym że to zachowanie które historycznie nie zdało egzaminu i na dłuższa metę dla danej religii przynosi więcej szkód niż korzyści.

Takim najbliższym dla każdego Polaka może być historia kościoła katolickiego, który jako taki wyłonił się z wczesnego chrześcijaństwa które początkowo wcale nie było aż tak zunifikowane jak się to nie którym wydaje. W każdym razie pod koniec wczesnego średniowiecza możemy już spokojnie mówić o całej cywilizacji opierającej się na wierze katolickiej, której podstawą była scentralizowana instytucja kościoła mająca wpływ praktycznie na każdego człowieka żyjącego w granicach owej cywilizacji. W tamtych czasach nie można było mówić ateistach, a wszelkie prądy myślowe przeciwstawiające się kościołowi określano jako herezje. Początkowo Kościół miał aż tak dużą władze że mógł pozwolić sobie na fizyczną eksterminację heretyków nie uznających jego władzę np takich katarów. Ale z czasem było coraz trudniej i np mimo usilnych prób eksterminacji takich husytów ostatecznie musiał zawrzeć z nimi pokój. Gdy pojawił się Luteranizm już zupełnie było po ptokach i reformacja skończyła się trwałym podziałem podziałem kościoła katolickiego przez co nauczony doświadczeniem zamiast agresywnie zwalczać heretyków zaczął się sam reformować. Okres odrodzenia już na stałe w światopoglądzie Europejczyków utrwalił podział ich życia na to świeckie i to duchowe, do czego kościół katolicki musi się bezustannie dostosowywać. Ludzka wiedza cały czas się poszerza, rozluźniają się ludzkie obyczaje i mimo usilnych starań niektórych nieprzystosowanych jednostek tolerancja staje się czymś powszechnym i jest wartością samą w sobie.
Nie bez powodu napisałem że mimo starań nieprzystosowanych jednostek, a nie mimo starań kościoła katolickiego jako instytucji. Albowiem kościół katolicki jako taki już od dawana nie praktykuje zinstytucjonalizowanego procederu nietolerancji i narzucania innym sposobu myślenia tudzież sposobu widzenia świata. To jest coś czego grupa co agresywniejszych wyznawców religii katolickiej najzwyczajniej jeszcze nie załapało, a niektóre z ich pomysłów spokojnie można uznać za heretyckie...

Re: CZY „Całun Turyński” TO MISTYFIKACJA???

Napisał(a): ~Anioł Straż -

Kajetana
~Anioł Straż Mnie na jakimś wiejskim odpuście uduchowiony pleban ubogacił Szczeblem z Drabiny Jakubowej. Ten szczebel był nadłamany ale wsadziłem go za pasek od spodni i poszedłem dalej pić z kolegami nad rzekę. Koledzy też podostawali te Szczeble i z tych Szczebli zaraz zrobili eleganckie ognisko. Mnie było żal podarunku i trzymałem go wytrwale za paskiem.
Później jakoś tak się porobiło, że koledzy pozasypiali a ja uparłem się iść do domu. I sturlałem się z nadrzecznej skarpy prosto do rzeki, co mnie otrzeźwiło.
Przy okazji Szczeblem przebiłem sobie wytwornie brzuch i chirurg miał kupę roboty z szyciem.
Za usługę dałem mu ten Szczebel a on podobno zawiózł go do Częstochowy jako votum dziękczynne.
:D
To wcale nie było śmieszne że oddałem ten Szczebel chirurgowi.
Od czasu gdy zawiózł Szczebel na Jasną Górę, samo dobro go spotyka. Ma już 4 żonę i z tą czwartą żoną ma też 4 dzieci, zupełnie tak samo jak z każdą z tych poprzednich 3 żon. Krótko mówiąc, ma już szesnaścioro dzieci i tylko Bóg raczy wiedzieć, jaki wkład w to wszystko miał Szczebel z Drabiny Jakubowej.

Re: CZY „Całun Turyński” TO MISTYFIKACJA???

Napisał(a): zbigniew1933 -

[cytat kogo=Chamsin]
Wybiorcze traktowanie informacji to uniwersalna ludzka cecha i nie dotyczy ona tylko ludzi wierzących, cała idea posługiwania się zdrowym rozsądkiem przy analizie faktów polega na tym by się starać walczyć z ludzką naturą a nie się jej bezwolnie poddawać.
[/cytat]
Zgadzam się z Tobą, informacje nie są przyjmowane do świadomości wybiórczo, są analizowane i przyjmowane lub odrzucane jako fałsz lub prawda, czyli wybiórczo traktowane.

Mając świadomość przyjęcia informacji i udawanie że takowej nie ma określane jest mianem obłudy.

[cytat kogo=Chamsin]
Wielu znanych naukowców którzy znacznie przyczynili się rozwojowi cywilizacje to byli ludzie wierzący i praktykujący. A ich sukces polegał na tym że potrafili oddzielić soją pracę i poglądy od życia prywatnego, a nie na odwrót. To też agresywne przekonywanie kogokolwiek do swojej wiary zupełnie nie wchodziło w rachubę....
[/cytat]
Faktem jest że miejsce urodzenia, społeczność i najbliższa rodzina mają ogromny wpływ na wiarę w Bogów lub jej brak i jest to zauważalną regułą.

Tak więc reklamujący się jako wyznawcy określonego Boga niekoniecznie muszą oddawać jemu cześć i modlić się do niego, czują się wyznawcami jedynie ze względu na bliższą lub dalszą rodzinę a nie ze względu na swój światopogląd.

Doskonale to widać na polskich wsiach, gdzie 100% jawi się gorliwymi katolikami oficjalnie, dla "świętego spokoju, bo co sąsiedzi powiedzą" nieoficjalnie zaś odstają od tej sekty w dość rażący sposób.
[cytat kogo=Chamsin]
Problem ludzi traktujących swoje wyznanie jako zbiór wartości narzucanych innym polega na tym że to zachowanie które historycznie nie zdało egzaminu i na dłuższa metę dla danej religii przynosi więcej szkód niż korzyści.
[/cytat]
Dlaczego nie zdało egzaminu, efektem krwawej "ewangelizacji" jest dominującą na świecie religią.

Co gorsza, narody słowiańskie obecnie wierzą że zaistnieli wyłącznie dzięki chrześcijaństwu a rolą ich jest "posłannictwo dziejowe" w chrystianizacji pojmowanej na własną modłę.tego łez padołu.
[cytat kogo=Chamsin]
Takim najbliższym dla każdego Polaka może być historia kościoła katolickiego, który jako taki wyłonił się z wczesnego chrześcijaństwa które początkowo wcale nie było aż tak zunifikowane jak się to nie którym wydaje. W każdym razie pod koniec wczesnego średniowiecza możemy już spokojnie mówić o całej cywilizacji opierającej się na wierze katolickiej, której podstawą była scentralizowana instytucja kościoła mająca wpływ praktycznie na każdego człowieka żyjącego w granicach owej cywilizacji. W tamtych czasach nie można było mówić ateistach, a wszelkie prądy myślowe przeciwstawiające się kościołowi określano jako herezje. Początkowo Kościół miał aż tak dużą władze że mógł pozwolić sobie na fizyczną eksterminację heretyków nie uznających jego władzę np takich katarów. Ale z czasem było coraz trudniej i np mimo usilnych prób eksterminacji takich husytów ostatecznie musiał zawrzeć z nimi pokój. Gdy pojawił się Luteranizm już zupełnie było po ptokach i reformacja skończyła się trwałym podziałem podziałem kościoła katolickiego przez co nauczony doświadczeniem zamiast agresywnie zwalczać heretyków zaczął się sam reformować. Okres odrodzenia już na stałe w światopoglądzie Europejczyków utrwalił podział ich życia na to świeckie i to duchowe, do czego kościół katolicki musi się bezustannie dostosowywać. Ludzka wiedza cały czas się poszerza, rozluźniają się ludzkie obyczaje i mimo usilnych starań niektórych nieprzystosowanych jednostek tolerancja staje się czymś powszechnym i jest wartością samą w sobie.
Nie bez powodu napisałem że mimo starań nieprzystosowanych jednostek, a nie mimo starań kościoła katolickiego jako instytucji. Albowiem kościół katolicki jako taki już od dawana nie praktykuje zinstytucjonalizowanego procederu nietolerancji i narzucania innym sposobu myślenia tudzież sposobu widzenia świata. To jest coś czego grupa co agresywniejszych wyznawców religii katolickiej najzwyczajniej jeszcze nie załapało, a niektóre z ich pomysłów spokojnie można uznać za heretyckie...[/cytat]
Tutaj wydaje mi się nie masz racji, znaczna część episkopatu wciąż usiłuje narzucić własne wartości całemu społeczeństwu , takie jak chociażby absolutny zakaz aborcji czy obowiązkowe daniny na kościół całej populacji bez względu na poglądy czy wyznawaną wiarę.

Takie zachowania szczególnie w Polsce, która masowo ucierpiała przy wprowadzaniu chrześcijaństwa w rażący sposób ludziom myślącym zaburza wizję "katolickiego miłosierdzia i szacunku bliźniego"

Pojawiają się też na razie nieśmiałe głosy katolickich kapłanów marzących o władzy absolutnej nad portfelami i ciałami nieszczęśników.... czyli coś sprzecznego z oficjalną misją kościoła mającego zajmować się wyłącznie duszami.

Re: CZY „Całun Turyński” TO MISTYFIKACJA???

Napisał(a): Chamsin -

zbigniew1933
Tak więc reklamujący się jako wyznawcy określonego Boga niekoniecznie muszą oddawać jemu cześć i modlić się do niego, czują się wyznawcami jedynie ze względu na bliższą lub dalszą rodzinę a nie ze względu na swój światopogląd.

Doskonale to widać na polskich wsiach, gdzie 100% jawi się gorliwymi katolikami oficjalnie, dla "świętego spokoju, bo co sąsiedzi powiedzą" nieoficjalnie zaś odstają od tej sekty w dość rażący sposób.
Dlaczego nie zdało egzaminu, efektem krwawej "ewangelizacji" jest dominującą na świecie religią.

Co gorsza, narody słowiańskie obecnie wierzą że zaistnieli wyłącznie dzięki chrześcijaństwu a rolą ich jest "posłannictwo dziejowe" w chrystianizacji pojmowanej na własną modłę.tego łez padołu.

Tutaj wydaje mi się nie masz racji, znaczna część episkopatu wciąż usiłuje narzucić własne wartości całemu społeczeństwu , takie jak chociażby absolutny zakaz aborcji czy obowiązkowe daniny na kościół całej populacji bez względu na poglądy czy wyznawaną wiarę.

Takie zachowania szczególnie w Polsce, która masowo ucierpiała przy wprowadzaniu chrześcijaństwa w rażący sposób ludziom myślącym zaburza wizję "katolickiego miłosierdzia i szacunku bliźniego"

Pojawiają się też na razie nieśmiałe głosy katolickich kapłanów marzących o władzy absolutnej nad portfelami i ciałami nieszczęśników.... czyli coś sprzecznego z oficjalną misją kościoła mającego zajmować się wyłącznie duszami.
Katolicyzm nie jest dominującą na świecie religią. Katolicyzm jest tylko jedną z kilku dominujących religii....

A nie zdała egzaminu nie dlatego że katolicyzm jest jedną z takich religii, albo że w ogóle istnieją takie religie. To nie ma nic wspólnego ile miliardów ludzi wyznaje Boga, Allacha czy Buddę w krajach III Świata albo krajach prawie III Świata takim jak Polska czy jak kto woli krajach drugiej prędkości, czy takiej Rosji w której to wraz ze stagnacją biedy i ubóstwa powraca kościół prawosławny i już jest prawie tak wspaniale jak z czasów z przed rewolucji, z tą tylko różnica że brak Rasputina na dworze cara Putina.

Może by im tak do Rosji wysłać naszego polskiego Rasputina czyli Pape Rydzyka? Co? Szarlatan to szarlatan...


Mi chodzi o zasadę: wzrost standardu życia jakiegoś społeczeństwa = spadek a nawet zupełny upadek znaczenia religii w tym społeczeństwie. Od zasady tej nie ma dyspensy i nie ma też od niej wyjątku, od Ameryki Północnej przez Europę po taką Japonię...


Bieda i zacofanie = się silna religia. I nie ma znaczenie jaka religia....


A co do tego episkopatu w Polsce, to nie episkopat w Polsce w imieniu Polaków podpisał konkordat, albo to nie episkopat w Polsce ustawowo przeniósł lekcje religii z przykościelnych salak katechetycznych do publicznych szkół, to nie episkopat porozwieszał w urzędach krzyże etc itd itp To nie polski episkopat to polscy politycy....

W żadnym nowoczesnym kraju nawet kiedyś tak katolickim jak Irlandia, episkopat nikomu nie fika jeśli politycy pomachają mu palcem. Z Irlandią to jest nawet ciekawa historia albowiem takie 30-40 lat temu w tym kraju panowało dużo agresywniejsza i zacofana forma religianctwa niż kiedykolwiek w Polsce - gdzie zgwałcone kobiety jako winne tego grzechu na siłę zamykano w specjalnych klasztorach gdzie nie były święcone na zakonnice tylko pracowały jako niewolnicza siła robocza, albo bezkarna pedofila wśród księżny przyjmowała katastrofalne rozmiary. A dzisiaj popatrz: odrobina bogactwa, odkurzanie starych historii ludzi przez lata gwałconych przez księży i cicho sza... Pustoszeją kościoły, politycy debatują nad prawdziwym a nie tylko teoretycznym zlaicyzowaniem państwa., ba nawet niedawno wydawało by się katolicka ciemna gawiedź w referendum zaakceptowała małżeństwa homoseksualne......

Wraz z bogactwem ekonomicznym religia w danym społeczeństwie spychana jest na margines, od tej zasady nigdy nie było żadnego wyjątku. I nie zanosi się by kiedykolwiek był taki wyjątek. To nie antykatolickie czy antyklerykalne ideologie o tym zdecydowały, spowodował to wydawało by się niepozorny pieniądz. Pieniądze mają taką jedną bardzo irytującą dla wszelkich instytucji kościelnych cechę, pieniądze dają wiernym znacznie większe możliwość wyboru tego co mogą robić w swoim wolnym czasie.....

To nie ateizm, czy antyklerykalizm jest wrogiem agresywnych "obrońców kościoła", to nie walka na hasała, albo przytaczanie argumentów historycznych zmienia jakiś kraj w prawdziwie tolerancyjny i faktycznie laicki. Największym wrogiem nawiedzonych religiantów którym się wydaje że bronią kościoła jest zwykła mamona.....

Re: CZY „Całun Turyński” TO MISTYFIKACJA???

Napisał(a): Kajetana -

~Anioł Straż
Kajetana
~Anioł Straż Mnie na jakimś wiejskim odpuście uduchowiony pleban ubogacił Szczeblem z Drabiny Jakubowej. Ten szczebel był nadłamany ale wsadziłem go za pasek od spodni i poszedłem dalej pić z kolegami nad rzekę. Koledzy też podostawali te Szczeble i z tych Szczebli zaraz zrobili eleganckie ognisko. Mnie było żal podarunku i trzymałem go wytrwale za paskiem.
Później jakoś tak się porobiło, że koledzy pozasypiali a ja uparłem się iść do domu. I sturlałem się z nadrzecznej skarpy prosto do rzeki, co mnie otrzeźwiło.
Przy okazji Szczeblem przebiłem sobie wytwornie brzuch i chirurg miał kupę roboty z szyciem.
Za usługę dałem mu ten Szczebel a on podobno zawiózł go do Częstochowy jako votum dziękczynne.
:D
To wcale nie było śmieszne że oddałem ten Szczebel chirurgowi.
Od czasu gdy zawiózł Szczebel na Jasną Górę, samo dobro go spotyka. Ma już 4 żonę i z tą czwartą żoną ma też 4 dzieci, zupełnie tak samo jak z każdą z tych poprzednich 3 żon. Krótko mówiąc, ma już szesnaścioro dzieci i tylko Bóg raczy wiedzieć, jaki wkład w to wszystko miał Szczebel z Drabiny Jakubowej.
A może jednak dobrze że oddałeś ten szczebel. Kto by się chciał z takim przychówkiem użerać.

Świetnie piszesz ;)
« Wróć do tematów
Do góry strony: CZY „Całun Turyński” TO MISTYFIKACJA???