165
ppt
Ten temat ma:
  • Wyświetleń5 tys.
  • Odpowiedzi112
  • Ocen na +0
165 ppt ?

Czy wierzycie w moc uzdrowicieli? (113)

pokaż odpowiedzi chronologicznie | od najwyższej oceny

Re: Czy wierzycie w moc uzdrowicieli?

Napisał(a): Gość -

Osobiście znam jeden przypadek. Moja ciocia miała nowotwór. Przychodziła kobieta, która tak jakby zciągała z niej tą chorobę. Lekarze na początku dawali jej tylko kilka miesięcy życia, komórki rakowe rosły w bardzo szybkim tempie, ale po kilku takich zabiegach z tą panią komórki rakowe spadły z kilku tysięcy na kilku setek. Lekarze nie wierzyli w takie szokujące wyniki. Do tego doszła odpowiednia dieta przy chorobach nototworowych. Fakt na początku korzytała z chemioterapii, ale sama się źle po nich czuła i zdała się tylko na tą kobietę. I wyszła z tego. W jej ciele znajduje się znikome ilości komórek rakowych.

Słyszałam jeszcze o facecie z Indii chyba. Który leczy ludzi i zamienia piasek w złoto, czy to prawda to nie wiem nie widziałam tego tylko słyszałam.
INTERIA.PL

Re: Czy wierzycie w moc uzdrowicieli?

Napisał(a): Gość -

Gość Osobiście znam jeden przypadek. Moja ciocia miała nowotwór. Przychodziła kobieta, która tak jakby zciągała z niej tą chorobę. Lekarze na początku dawali jej tylko kilka miesięcy życia, komórki rakowe rosły w bardzo szybkim tempie, ale po kilku takich zabiegach z tą panią komórki rakowe spadły z kilku tysięcy na kilku setek. Lekarze nie wierzyli w takie szokujące wyniki. Do tego doszła odpowiednia dieta przy chorobach nototworowych. Fakt na początku korzytała z chemioterapii, ale sama się źle po nich czuła i zdała się tylko na tą kobietę. I wyszła z tego. W jej ciele znajduje się znikome ilości komórek rakowych.

Słyszałam jeszcze o facecie z Indii chyba. Który leczy ludzi i zamienia piasek w złoto, czy to prawda to nie wiem nie widziałam tego tylko słyszałam.
szkoda gadac wogole

Reklama

Re: Czy wierzycie w moc uzdrowicieli?

Napisał(a): Gość -

Gość Nie wierze poniewaz wszystko sie da wyjasnij np o tym kamieniu. Nie wydaje sie wam to dziwne? taki zbieg ok ze nagle uzdowiciel wchodzi do gabinet lekarza? Zapewne lekarz dgadal sie z uzdrowicielem od dawna wiedzial ze ma kamien powiedzial o tym temu calemu uzdrowicielowi i zagadga rozwiazana
Naucz się czytać ze zrozumieniem.Pacjent najpierw pojechał do uzdrowiciela [zresztą było to w innym województwie] , a na drugi dzień poszedł do urologa w miejscu zamieszkania.

Re: Czy wierzycie w moc uzdrowicieli?

Napisał(a): Gość -

znam jedna kobietę,z wykształcenia teolog.Ona twierdzi, że chodzenie do bioenergoterapeuty to grzech i że od tego dostaje sie wstrętu do koscioła i wszystkiego, co związane z wiarą. Tylko nie wiem jak to sie ma do faktu, że wiele razy słyszałam o tym, że różni uzdrowiciele przyjmowałi w salach przy kosciołach , np. Harris czy Hubertus Rongen- Holender mieszkający gdzieś na Śląsku.I wielu księży chodzi do nich incognito.

Reklama

Re: Czy wierzycie w moc uzdrowicieli?

Napisał(a): Gość -

Obecnie średnia długość życia wynosi 75,5 roku, w tym lekarzy tylko 57 lat. Wniosek jest prosty, że jeśli ktoś chce żyć przeciętnie 20 lat dłużej niech podaruje sobie studia medyczne i zawód lekarza. Jeśli chcecie dożyć 120-140 lat musicie zrobić tylko dwie podstawowe rzeczy. Po pierwsze chronić się przed wypadkiem, nadmiernym piciem i paleniem, przed rosyjską ruletką i przed lekarzami. Jak zauważyliście, do tej wielkiej grupy niebezpiecznych rzeczy zaliczam również wizyty u lekarzy. To bardzo mocne oświadczenie pragnę podeprzeć raportem ze stycznia 1993 roku, wystosowanym przez grupę ludzi, w którym ogłoszono wyniki specjalnych badań prowadzonych przez trzy lata w szpitalach amerykańskich. Dotyczyły one przyczyn zgonów pacjentów.

Pozwolę sobie zacytować fragment tego raportu: - 300 tysięcy ludzi rocznie było mordowanych w szpitalach amerykańskich z powodu źle wykonywanej pracy lekarzy. Raport nie twierdzi, że zgony były przypadkowe, że ktoś się gdzieś przewrócił, udusił itp. Nie twierdzi, że były one wynikiem zaniedbania warunków bezpieczeństwa. Podaje jednoznacznie: - było mordowanych. Jeśli Amerykanie używają słowa mordowani, to rozumieją to dosłownie. W tym są np. przypadki, kiedy lekarz pomylił przecinki, umieścił niewłaściwą datę ważności lekarstwa lub w ogóle zaordynował złe lekarstwo, czy postawił złą diagnozę itp. Raport oświadcza jednoznacznie - 300 tysięcy ludzi zostało zamordowanych. jeśli porównamy to z liczbą tych, którzy zginęli w czasie wojny wietnamskiej, gdzie strzelano, bombardowano, używano napalmu, liczba będzie przerażać jeszcze bardziej. W ciągu 10 lat wojny w Wietnamie zginęło 56 tysięcy ludzi, czyli rocznie przeciętnie 5600. I wtedy tysiące ludzi demonstrowało przeciwko wojnie. Dziś 300 tysięcy jest mordowanych, jak orzeka raport i przyjmujemy to jako coś normalnego. Nikt nie protestuje, nikt nie urządza demonstracji. Nikt nie wznosi haseł, nie taszczy transparentów z napisami: - Boże chroń nas przed lekarzami i współczesną medycyną.

Reklama

Re: Czy wierzycie w moc uzdrowicieli?

Napisał(a): Gość -

To naciągacze. Zajmuje się tym firma z Łodzi. Wynajmuje ,,FILIPINICZYKÓW \\\\\\\\\\\\\\\", i jeżdzi z nim po Kraju. Kasująć kilka lat temu po 150.zł. Za to ,że Filipiniczyk rżnął głupa. Nie miał zezwolenia na pracę (pokazano mi fałszywy dokument). Filipiniczyk na wyrażnie pytanie czy on tego uzdrowienia dokona powiedział ,że nie. Następne pytania zbył nie rozumieniem ich. Dziwne ,że prasa to reklamuje. Za fałszywą reklamę nikt u nas nie odpowiada. RÓBTA co CHCETA ! ,,LODZIARZE\\\\\\\\\\\\\\\". Jak Miro,Rycho, Zbycho i im. pod.RUYM

Re: Czy wierzycie w moc uzdrowicieli?

Napisał(a): Gość -

Zabawa liczbami, czyli jak produkuje się dobre wyniki w onkologii

Od ponad pięćdziesięciu lat docierają do nas informacje, że koncern xxx czy też yyy jest o krok od wynalezienia rewolucyjnego leku na raka. Ktoś, kto pobieżnie czyta tego typu informacje jest przeświadczony, że pojawienie się na prawdę skutecznych lekarstw na różnego rodzaju nowotwory to tylko kwestia czasu – przecież na badania wydaje się miliardy dolarów, więc prędzej czy później czeka nas ogromny sukces w tej dziedzinie! Niestety – nic bardziej mylnego.

Chorym i ich rodzinom od ponad pół wieku daje się nadzieję informując, że nowoczesne leki o wspaniałych i przecudownych właściwościach są tuż za rogiem ! Koncerny farmaceutyczne stale pracują nad nowymi lekami. Społeczeństwo co jakiś czas jest informowane, że każdy z nich jest „rewolucyjny”, a ich testy kliniczne niemal zawsze dają wspaniałe rezultaty. Smutna i bolesna prawda jest taka, że w I dekadzie XXI wieku firmy farmaceutyczne są tak samo daleko od znalezienia leku na raka, jak były w latach 1950. Jedynym symptomem postępu w onkologi są suche liczby, które są jednak w perfidny sposób manipulowane. Łatwo można znaleźć statystyki „skuteczności” leczenia konkretnych rodzajów nowotworów przy pomocy danego rodzaju terapii, gdzie autorzy chwalą się wyleczeniem 30, 40 czy też nawet 98% przypadków. A tymczasem rzeczywista skuteczność (czyli całkowite wyleczenie) leczenia nowotworów złośliwych chemioterapią, w zależności od rodzaju nowotworu, waha się od 9% do 0% (!).

ZABAWMY SIĘ LICZBAMI, CZYLI JAK UZYSKUJE SIĘ PAPIEROWY SUKCES W ONKOLOGII

Jak definiuje się osobę wyleczoną z choroby nowotworowej? Mówiąc ogólnie, jeśli pacjent w przeciągu 5 lat od zdiagnozowania raka i po odbyciu standardowego leczenia nadal żyje, uznaje się go za wyleczonego. Jeśli umrze po 5 latach i 1 dniu od zdiagnozowania, nie wlicza się go do osób zmarłych na raka. Troszkę dziwna definicja wyleczenia, nieprawdaż?

W wielu statystykach, konkretne grupy chorych na konkretne rodzaje nowotworów w ogóle nie są brane pod uwagę, np: osoby w zaawansowanym stadium choroby i osoby które przerwały terapię. Wyklucza się także nowotwory, na które kompletnie nie działa chemio i radioterapia. W ten sposób można łatwo, lecz sztucznie, podciągnąć liczbę „wyleczonych” do akceptowalnej granicy 30-50% – to ci dopiero „sukces”!

Do statystyk bardzo chętnie włączane są jednak wszelkie niezłośliwe i złośliwe, lecz niemal w 100% wyleczalne (głównie przez chirurgię) nowotwory, a nawet zmiany przed nowotworowe. Dobrym przykładem jest tu często wykrywany nowotwór (a właściwie stan przed nowotworowy) u kobiet, czyli przewodowy rak piersi in situ (przed inwazyjny, DCIS – ductal carcinoma in situ), który dopiero od stosunkowo niedawna zaczął być włączany do ogólnych statystyk. Jego wyleczalność wynosi 99%, sam w sobie zaś stanowi około 30% wszystkich wykrywanych nowotworów piersi.

W ogromnej większości przypadków najskuteczniejszym rozwiązaniem oferowanym przez medycynę jest mastektomia, czyli amputacja piersi. Mimo to, wyleczenia tylko za pomocą interwencji chirurgicznej są często wliczane do ogólnych statystyk, co znacznie podnosi ich wartość. Zgodzicie się chyba, że interwencja chirurgiczna diametralnie różni się od chemio i radioterapii? Odejmując 30% przypadków niemal w 100% wyleczalnego DCIS od ogólnych statystyk wyleczenia raka piersi, liczba ta dramatycznie spada.

Największym chyba oszustwem w statystyce onkologicznej jest niewliczanie pacjentów zmarłych w trakcie przyjmowania chemii. Jeśli lekarz onkolog zalecił chemioterapię trwającą łącznie np. 90 dni, a pacjent umrze w 89 dniu trwania terapii, to taki przypadek nie jest uwzględniany w statystykach podawanych do publicznej wiadomości. Chory nie przyjął kompletnego zalecanego leczenia, więc cóż – nie zastosował się do zaleceń, mamy czyste ręce!

Równie „ciekawie” chorzy i ich rodziny są ogłupiani, gdy otrzymują odpowiedź na pytanie „jakie mam szanse na przeżycie?”. Lekarz odpowie „Mam dobrą wiadomość – Pana szanse na przeżycie po przyjęciu tego hiper-nowoczesnego leku, wg badań klinicznych, wynoszą aż 50%!”

WSPANIALE, PRAWDA?

Niestety te obiecująco wyglądające liczby są podawane jako tzw. ryzyko względne (relative risk). Ogromna większość liczb związanych z procentową szansą na skuteczność danego leku, wynikami badań klinicznych, lub procentową szansą na wyleczenie z danej choroby w statystyce medycznej jest podawana w liczbach względnych. Jest to celowe działanie, ponieważ ryzyko względne wygląda znacznie lepiej, niż ryzyko absolutne. Śpieszę wyjaśnić dlaczego:

Żeby zrozumieć gdzie tkwi problem w sposobie podawania danych liczbowych, musimy poznać definicję ryzyka względnego, podaję za Wikipedią:

„Ryzyko względne (ang. Relative Risk, RR) – iloraz prawdopodobieństwa wystąpienia danego skutku w grupie eksperymentalnej, w której zastosowano pewną interwencję i tego prawdopodobieństwa w grupie kontrolnej. Ryzyko względne odnosi się także do związków przyczynowo-skutkowych, gdzie jest to iloraz prawdopodobieństwa wystąpienia danego skutku w jednej z obserwowanych grup, w której występuje dany czynnik lub cecha, i tego prawdopodobieństwa w grupie kontrolnej (np. prawdopodobieństwo zachorowania na nowotwór złośliwy w grupie osób obciążonych pewną mutacją genetyczną w porównaniu z grupą kontrolną osób bez tej mutacji).”

MÓWIĄC PROŚCIEJ…

Przyjmijmy hipotetycznie, że z grupy stu kobiet w wieku 35 lat, podczas trwania testu klinicznego, dwie zachorują na raka piersi. Jest to grupa kontrolna. Wg Wikipedii jest to „w metodologii nauki: grupa obiektów, którą w ramach wykonywanego eksperymentu nie poddaje się żadnym manipulacjom eksperymentalnym lecz pozostawia w stanie naturalnym”.

Podczas testu klinicznego leku, który w zamierzeniu ma zmniejszać ryzyko zachorowania na raka piersi, drugiej grupie 100 kobiet podawano przez okres trwania testu lek „toksynka mk. II”. Z tej grupy na raka piersi zachorowała jedna osoba. A więc firma, która produkuje nasz lek toksynka mk. II, odtrąbi w mediach sukces – „nasz lek jest skuteczny w 50% przypadków!”

Lecz te 50% jest ryzykiem względnym, ponieważ odnosi się do dwóch zachorowań w grupie kontrolnej vs. jedno zachorowanie w grupie poddawanej testom. A więc rzeczywista (absolutna) skuteczność toksynki mk. II wynosi nie 50, a 1%.

Dlatego w przypadku pytań o skuteczność danego leku/terapii, pytajcie lekarzy o liczby absolutne.

PRODUKCJA DOBRYCH WYNIKÓW W PRAKTYCE

Przykładem manipulacji danymi może być lek Herceptin, gdzie w broszurce producent z dumą podaje: „Herceptin redukuje ryzyko nawrotu o 46%” (patrz 20 strona broszury Herceptinu, którą możesz pobrać tutaj).

Jest to oczywiście wynik względny a 46% z marketingowego punktu widzenia brzmi znacznie lepiej niż… rzeczywista, absolutna skuteczność na poziomie 0,6% (!). Ogromna większość pacjentów nie czyta wyników testów klinicznych leków, które przyjmują, z oczywistych względów – trudna ich dostępność i zawiła terminologia. Ja zadałem sobie ten trud w przypadku Herceptinu.

Co się okazało? W jednym z głównych testów klinicznych otrzymano następujące wyniki: 34 zgony w grupie kontrolnej (2,0% wszystkich uczestniczących) i 23 zgony w grupie „leczonej” Herceptinem (1,4% wszystkich uczestniczących). Ogólna, absolutna skuteczność Herceptinu wynosi 0,6%.

Szczerze mówiąc, codzienne picie zielonej herbaty, 2 godziny dziennie na słońcu i pół godzinny jogi pięćdziesięciokrotnie przewyższają skutecznością Herceptin.

Amerykański przemysł farmaceutyczny i jego „badania” nad skutecznością leków można więc w skrócie podsumować następującą sentencją Linusa Paulinga, dwukrotnego laureata Nagrody Nobla:

„Każdy powinien wiedzieć, że większość badań nad rakiem to głównie oszustwa a duże organizacje badające raka wywiązały się ze swego zadania wobec osób, które je popierają.”

Autor: Smartfood

Re: Czy wierzycie w moc uzdrowicieli?

Napisał(a): Gość -

Gość ja tam wierzę, bo widziałam na własne oczy.Facet ok. 40 lat z mojej rodziny poszedl z chorą matką do bioenergoterapeuty Ryszarda B. Gdy weszli uzdrowiciel od razu podszedł nie do matki ,tylko do faceta.Facet się wzbraniał, nie chciał,aby go dotykał i twierdzxił,że zdrowy jest [nie miał żadnych dolegliwości],tylko z chorą matką przyjechał jako osoba towarzysząca.Ale ten uzdrowiciel powiedział mu, żeby pozwolił mu sprawdzić czy rzeczywiście jest zdrowy i przejechał po jego ciele rękami z góry na dół, zatrzymując się na lewej nerce i powiedzxiał ,że ma kamień 1 cm.Facet nie wierzył w to nic a nic. Uwierzył ,gdy następnego dnia dostał okropnego bólu tej nerki.Zawieżli go do gab. urologa,który zrobuił USG,na którym wyszło,że właśnie kamień z nerki przesunął mu się do moczowodu,stanął w poprzek i zablokował odpływ moczu i stąd ten ból.Lekarz kazał pic wodę i zbiegać ze schodów,aby kamień pod wpływem wstrząsów ruszył się i wtedy wpadnie do pęcherza i po bólu.I tak się stało.USG pokazało, że kamień ma wymiary 1x0,5cm.I nikt mi nie powie, że zdrowienie po wizycie to sugestia czy wiara w wyzdrowienie.Facet cały czas był sceptyczny i wcale nie chciał tam iść.Było to z 15 lat temu i do tej pory ma z nerką OK.
Moczowód ma długość około 30 cm i ma trzy przewężenia : a) w miejscu połączenia z miedniczką, b) w miejscu skrzyżowania z naczyniami biodrowymi i c) odcinek śródścienny w połączeniu moczowodowo-pęcherzowym. Średnica moczowodu w najszerszych miejscach wynosi 7-9 mm, w najwęższych 3-4 mm.
Więc nie wierzę, że kamulec tekiej wielkości tak sobie bez problemów przeszedł przez moczowód.

Re: Czy wierzycie w moc uzdrowicieli?

Napisał(a): Gość -

Byle co jadasz byle co gadasz .Stare ludowe powiedzenie Ludzie niewłaściwie się odżywiają i chorują
Cukrzyca, uczulenia ,kamienie żółciowe ,to jedzenie za małej ilości tłuszczu .POLAK MA BYĆ CHORY I GŁUPI .
Polecam DR,KWAŚNIEWSKIEGO

Re: Czy wierzycie w moc uzdrowicieli?

Napisał(a): Gość -

W Przemyślu po spotkaniu z uzdrowicielem na stadionie jeden z chorych który przyjechal na wózku zaczął chodzić...........................................................................................ale tylko dlatego, ża ukradli mu wózek.
I to jest jedyny znany mi przypadek.

Re: Czy wierzycie w moc uzdrowicieli?

Napisał(a): Gość -

Gość
Gość ja tam wierzę, bo widziałam na własne oczy.Facet ok. 40 lat z mojej rodziny poszedl z chorą matką do bioenergoterapeuty Ryszarda B. Gdy weszli uzdrowiciel od razu podszedł nie do matki ,tylko do faceta.Facet się wzbraniał, nie chciał,aby go dotykał i twierdzxił,że zdrowy jest [nie miał żadnych dolegliwości],tylko z chorą matką przyjechał jako osoba towarzysząca.Ale ten uzdrowiciel powiedział mu, żeby pozwolił mu sprawdzić czy rzeczywiście jest zdrowy i przejechał po jego ciele rękami z góry na dół, zatrzymując się na lewej nerce i powiedzxiał ,że ma kamień 1 cm.Facet nie wierzył w to nic a nic. Uwierzył ,gdy następnego dnia dostał okropnego bólu tej nerki.Zawieżli go do gab. urologa,który zrobuił USG,na którym wyszło,że właśnie kamień z nerki przesunął mu się do moczowodu,stanął w poprzek i zablokował odpływ moczu i stąd ten ból.Lekarz kazał pic wodę i zbiegać ze schodów,aby kamień pod wpływem wstrząsów ruszył się i wtedy wpadnie do pęcherza i po bólu.I tak się stało.USG pokazało, że kamień ma wymiary 1x0,5cm.I nikt mi nie powie, że zdrowienie po wizycie to sugestia czy wiara w wyzdrowienie.Facet cały czas był sceptyczny i wcale nie chciał tam iść.Było to z 15 lat temu i do tej pory ma z nerką OK.
Moczowód ma długość około 30 cm i ma trzy przewężenia : a) w miejscu połączenia z miedniczką, b) w miejscu skrzyżowania z naczyniami biodrowymi i c) odcinek śródścienny w połączeniu moczowodowo-pęcherzowym. Średnica moczowodu w najszerszych miejscach wynosi 7-9 mm, w najwęższych 3-4 mm.
Więc nie wierzę, że kamulec tekiej wielkości tak sobie bez problemów przeszedł przez moczowód.
tak to potworny bol "rodzenie" takiego kamienia moj ocjciec blady jak ściana lezal na dywanie z bolu.
« Wróć do tematów
Użytkownicy poszukiwali
  • uzdrowiciele forum
  • jerzy mrugaa opinie
  • rongen bioenergoterapeuta
  • jerzy mrugala leczy raka
  • forum uzdrowiciel z jawiszowic
  • znachor w turku
  • uzdrowicielka wyszków
Do góry strony: Czy wierzycie w moc uzdrowicieli?