13
ppt
Ten temat ma:
  • Wyświetleń459
  • Odpowiedzi8
  • Ocen na +0
13 ppt ?

Jestem pantoflarzem... (10)

pokaż odpowiedzi chronologicznie | od najwyższej oceny

Jestem pantoflarzem...

Napisał(a): Gość -

Cześć, mam pewien problem w swoim związku. Jestem pod pantoflem swojej dziewczyny! I niestety to chyba moja wina, na początku naszej znajomości we wszystkim jej ustępowałem bo był to od pewnego czasu mój pierwszy poważny związek. Uważałem, że kilka poświęceń nic nie zmieni a sprawię jej przyjemność. Jednak teraz przybrało to formę dla mnie nie do przyjęcia. Dziewczyna nie pozwala mi wychodzić nigdzie bez niej, ciągle mnie kontroluje, a jej zdanie jest najważniejsze. Co robić? Jak tylko próbuje się jej przeciwstawić to ona wpada w histerię, robi mi awanturę i wyrzuca że jej nie kocham!! Nie chce się z nią rozstawać...widzicie jakieś wyjście?
INTERIA.PL

Re: Jestem pantoflarzem...

Napisał(a): Tris -

Zerwać, a na przyszłość nie uczyć kogoś takich ,,ulg", być po prostu sobą, Ty ją w ten sposób oszukałeś, że jesteś ugodowy i ją tego nauczyłeś, pretensje możesz mieć tylko do siebie, a teraz możesz albo dalej ,,grać w swoją grę", do końca, albo zerwać i nigdy więcej nie parać się takimi ,,gierkami", za to być zawsze sobą.

Reklama

Reklama

Reklama

Re: Jestem pantoflarzem...

Napisał(a): gość -

Powiedz jej wyraźnie, że są rzeczy, z których nie zrezygnujesz pomimo uczucia do niej i nie ma prawa od ciebie tego wymagać. Do tych rzeczy należy na przykład wychodzenie bez niej. Powiedz, ze możesz wychodzić bez niej i będziesz to robił, umów się z nią, że odezwiesz się jak wrócisz, ale w trakcie tego wyjścia nie odzywaj się. I niech sobie krzyczy, niech się wkurza - olej to. Albo przemyśli sprawę i znormalnieje, albo cię rzuci i też się twój problem rozwiąże. Tylko nie ustępuj. Szkoda, że na początku pozwoliłeś się tak kontrolować, bo teraz dziewczynie będzie trudno się pogodzić z tym, że nie chodzisz w jej mniemaniu jak zegarek i czeka cię ostra jazda. ;)

Re: Jestem pantoflarzem...

Napisał(a): gość -

Nie pozwala Ci wychodzić nigdzie bez niej, czyli nie pozwala Ci wyjść do sklepu po zakupy, posiedzieć u kolegi, czy masz na myśli, że nie pozwala Ci spotykać się z "koleżankami", albo jak niektórzy mówią: "przyjaciółkami"?
Różnica jest jak stąd do Chin.

Jeśli nie pozwala Ci wychodzić nigdzie, to prawdopodobnie czuje się niedowartościowana w związku, chce Cię w ogóle nie wypuścić z domu, bo nie jest Ciebie pewna. To się da załatwić, trzeba jej tylko udowodnić jak jest dla Ciebie ważna, i że nie mógłbyś bez niej żyć. Poczuje się pewnie, że jesteś jej, i spokojnie będziesz sobie mógł wyjść do kolegi.

Natomiast jeśli nie wypuszcza Cię wyłącznie do "przyjaciółek", no to... coś jest nie w porządku? To coś dziwnego? Dobrze robi, facet w związku jest od tego, żeby pilnować swojej kobiety, a nie zajmować się innymi. Nie da się zjeść jabłko i mieć jabłko, więc decydując się na związek, trzeba sobie zdawać sprawę, że jednocześnie rezygnuje się ze sporej części "wolności", a w zamian za nią otrzymuje się sporą część "wolności" partnerki. Przynajmniej tak być powinno.
Wolności piszę w cudzysłowiu, bo według mnie ta singlowa "wolność" to ułuda, a nie prawdziwa wolność. Prawdziwe poczucie wolności daje właśnie bycie w związku.

O "złotych klatkach" będą Ci gadać wielcy "wyzwoleni" spece, którzy tej idei prawdziwego związku w ogóle nie rozumieją, i wydaje im się, że to tak jak z przyjacielem, albo że to taka "damsko-męska gra", ewentualnie że to zabawa. Albo niektóre kobiety powiedzą Ci, że im facet nie jest w ogóle potrzebny, im tylko zależy na tym, żeby mieć dziecko.

Obecnie gadki o "złotych klatkach" i "wolności w związku" (im więcej "wolności" ma każdy, tym lepiej dla związku), stanowią poglądy mainstreamowe, a liczba rozwodów w ciągu pierwszych kilku lat od ślubu wynosi kilkadziesiąt procent (ok. 50%? poprawcie mnie, jeśli się mylę) zawieranych małżeństw. A więc chyba coś z tą "nowoczesną" ideologią nie za dobrze jest w praktyce? :)

Jak widać, wytyczne Unii Europejskiej, nakazujące bycie "wyzwolonymi w związku" działają jednak wyłącznie w chorych umysłach propagatorów tego szaleństwa...
« Wróć do tematów
Do góry strony: Jestem pantoflarzem...