102
ppt
Ten temat ma:
  • Wyświetleń3 tys.
  • Odpowiedzi72
  • Ocen na +-5
102 ppt ?

Kto dłużej cierpi po rozstaniu? (73)

pokaż odpowiedzi chronologicznie | od najwyższej oceny
INTERIA.PL

Re: Kto dłużej cierpi po rozstaniu?

Napisał(a): Chamsin -

Aneczkq Mam za sobą kilka nieudanych związków. Wszystkie się jakoś skończyły, i choć nie były idealne, zawsze pozostawała jakaś pustka i wiele dni smutku. Koleżanki też zwykle miały podobne odczucia. Panowie jakoś zawsze wydają się od razu szczęśliwi, wolni, idą się bawić, imprezować i nie widać po nich ani śladu cierpienia po zerwaniu.
Czy tak jest naprawdę? Bo u panów na prawdę nie widać nic a nic bólu po rozstaniu...
Ha ha ha ha no przecie ogólnie wiadomo że faceci to zwierzęta ha ha ha a dokładnie to są świnie, a jako że rodzaj świnia (łac. Sus) z rodziniy świniowatych (Suidae) ma sporo gatunków to nie wiem o który dokładnie tutaj chodzi :DDDDDDD ha ha ha


No i wszytko było by fajnie gdyby nie istniały kobiety które w kilka dni po rozstaniu idą z innym do łózka (np. kolegą z pracy) albo umawiają się na randki z gośćmi z portali randkowych :-P

No autorko jak wytłumaczysz istnienie takich kobiet? Kontrast w zachowaniu wobec twoich cierpiących koleżanek i twoim jest całkiem duży ;)))))


Masakra..... :-P




Załączniki:

Re: Kto dłużej cierpi po rozstaniu?

Napisał(a): gość -


Zachowanie tego mężczyzny nie jest paradoksalnie wcale takie dziwne.
Przede wszystkim najważniejsze dla mężczyzn jest tzw. EGO, które lekko naruszyłaś zostawiając go. Ponadto istnieje coś takiego, jak sentyment, który jest o tyle silniejszy, że to właśnie Ty podjęłaś decyzję o Waszym rozstaniu. Kojarzysz mu się z czymś nieznanym, miłym, ciekawym, grzesznym, co go bardzo stymuluje.
Najwidoczniej po Twoim pytaniu „dokąd zmierzacie?”, on sam trochę się przestraszył, bo notabene wie, że zmierza do Twojej sypialni. Niemniej jednak nie potrafi Ci powiedzieć wprost, że oczekuje romansu. Rzadko który mężczyzna zostawia żonę dla kochanki, a Ciebie mimo wszystko chce mieć na tzw. „uboczu”, jako kochankę, czy nawet powierniczkę, przyjaciółkę.
Osobiście doradzam, dla Twojego zdrowia psychicznego, zakończyć ten „związek”.

Re: Kto dłużej cierpi po rozstaniu?

Napisał(a): gość -

2 tygodnie temu wyprowadzilam sie. bo juz nie moglam.bo powiedzial ze „fajnie by bylo”. Mieszkalismy ze soba rok czasu, w jednym pokoju, z jego dwoma kotami. Bylam w siodmym niebie. od dawna juz tak dobrze sie nie czulam. Na poczatku zapewnial ze to bardzo powazny zwiazek, ze przemyslany przez niego, ze chce ze mna wszystko. Ja spragniona bliskosci, milosci, zrozumienia, uwierzylam, zakochalam sie bez pamieci. Bylam najszczesliwsza osoba pod sloncem. Po dwoch miesiacach powiedzial zebym sie do niego wprowadzila. Ja cala w szczesciu od razu zwolnilam pokoj. Bylo logistycznie ciezko zmiescic sie w kawalerce, ale tak bardzo chcielismy ze musialo sie udac. DOPASOWYWANIE. Ciezko bylo mi sie przyzwyczaic do kotow, troche walczylam z niewchodzeniem do lozka w nocy, ale z czasem polubilam te zwierzaki. Zaczelam dbac o dom. Uwielbialam gotowac kolacje, w weekendy tez obiady. Byly drobne spiecia o sprzatanie, jak to w kawalerce lozko trzeba bylo odkurzac pokotach codziennie. Czesto Sprawialo mi ogromna radosc jak mu smakowalo Od 1 sierpnia wynajelismy mieszkanie 3 pokojowe, mialo byc lepiej. Czesto przynosil mi kwiaty, czekolady. Uwielbialam to. Z racji ze wczesniej duzo podrozowalam organizowalam wspolne wyjazdy (od poczatku zaznaczal ze będę się tym zajmować). W październiku polecieliśmy na pierwsze wspólne wakacje. Było cudownie. Poznawalismy się.Nastepnie na Sylwestra zabrałam go wraz z moimi przyjaciolmi w góry. Nauczylam stawiac pierwsze kroki na nartach, po kilku dniach już ladnie jezdzil. Był szczęśliwy i ja cieszyłam się jak dziecko. Powroty z wyjazdow zawsze wiazaly się ze sprzątaniem ponieważ w domu zostawaly koty które przez tyle dni zdazyly nieco nabalaganic.. ale i w tym się dotarliśmy. Pomagał mi w tym, a i ja się starałam mniej denerwować i zachować spokoj. Nastepnie w lutym pojechaliśmy na tygodniowe narty do Wloch. Wrocilismy bardzo zadowoleni. Sygnalem ostrzegawczym było jego podnoszenie glosu na mnie, w momentach kiedy komentowałam jakies sytuacje, choć nigdy personalnie. On zawsze mój komentarz odbieral jako atak na niego, czego nie mogłam zrozumieć. Dlaczego zawsze negatywnie odbiera to co mowie? od razu był gniew: to sobie k..a zapnij jak Ci się nie podoba. Mnie to paralizowalo, ponieważ kiedyś obiecalam sobie ze żaden mezczyzna nie będzie podnosil na mnie więcej glosu (mój tato jest bardzo wybuchowy i w dzieciństwie dużo się nasluchalam). Rozmawialam z nim na ten temat, ze proszę żeby tak nie robil. I faktycznie z czasem było tego mniej, lub mnie przepraszal. W marcu zmieniłam prace, co akceptowal i nawet namawial mnie bardzo do tej zmiany. pojechałam na 3 miesiace do Niemiec. On został. Mowil ze przyjedzie ze czas szybko zleci, a i nawet dobrze się zlozylo bo on w czerwcu zdawal trudny egzamin i miał więcej czasu do nauki. Pojechlam chora z goraczka, nie wzielam L4 bo wiadomo nowa praca, wiec brałam antybiotyki i pracowałam. Nie miałam na miejscu zadnych znajomych, chora i w dodatku atmosfera w biurze była straszna, ponieważ ludzi którzy mieli nas nauczyć tego co robia wiedzili już ze musza szukac pracy ponieważ zostaną zwolnieni. Funkcjonowałam tylko od biura do hotelu w którym w dodatku nie było internetu wiec kontakt był utrudniony. Dzwoniłam, on tez dzownil, zalilam się, potrzebowałam pocieszenia, a on pocieszał. Tesknilam strasznie. Na swieta wielkanocne poleciałam do jego rodziny nad morze. Przyjechał po mnie z mama, poszliśmy na kolacje, po czym powiedział ze zawiezie mnie z mama do domu, bo idzie do kolegi. Zrobilo mi się bardzo przykro. Ja się tak stęskniłam a on idzie do kolegi..jakby nie mogl umowic się z nim na drugi dzień. Nic nie powiedziałam,bylam po prostu smutna. Na drugi dzień poklocilismy się o cos. W dodatku tego samego dnia zmarl mi dziadek. To był dla mnie znow straszny czas. W dodatku wiedziałam ze za pare dni znow musze wracac do Niemiec. Większość czasu spędziłam sama w pokoju, a on z siostra przed tv. Na pogrzeb pojechaliśmy wspólnie, był przy mnie. Wrocilam do Niemiec. Wzielam się troc

Re: Kto dłużej cierpi po rozstaniu?

Napisał(a): gość -

Uważam, że powinnaś jak najszybciej zakończyć ten związek. Absolutnie zachowanie Twojego mężczyzny nie jest Twoją winą.
Jego problemy, może natury psychicznej, zaczęły Cię kończyć. Dlatego też wyprowadzka była bardzo dobrym pomysłem. Zachowanie tego człowieka było karygodne, a Ty nie ponosisz za nie winy.
Zaczynając czytać Twoją historię chciałem napisać Ci, że może za bardzo go osaczałaś. Jednakże wchodząc w nią głębiej zobaczyłem nie pełnoprawnego mężczyznę, ale za przeproszeniem rozgoryczonego dzieciaka, którego obchodzą tylko własne problemy, a innych nie toleruje.
Zakładam, że Cie kochał, ale jego szokujące „wejścia” typu- seks, a potem drugi pokój, nie pozostawiają żadnych złudzeń. To po prostu nie jest mężczyzna dla Ciebie, ani dla żadnej kobiety, dopóki nie zacznie zauważać swojego niewłaściwego postępowania.
Proponuje odłączyć się od niego raz na zawsze.

Re: Kto dłużej cierpi po rozstaniu?

Napisał(a): gość -

Poszukując jakiegoś pocieszenia szperałem w internecie, i zupełnie przypadkowo znalazlem tego bloga. Chciałbym sie podzielić również moją historią.
Poznałem Ją równo rok temu, to było jak objawienie. Spotkaliśmy się w pubie, na drugi dzień odszukałem ją na fb i „zagadałem” (co było dla mnie czymś wielkim, jako że z natury nie jestem śmiały). Rozmawiało się dobrze, dziewczyna okazała się miła, sympatyczna itd. W następny weekend umówiliśmy się „na piwo”, znowu było fantastycznie, mile spędzony wieczór. Potem już sie potoczyło, długie rozmowy, mnóstwo smsów, zaproszenie do teatru… Po miesiącu byliśmy parą. Potem były wspolne święta, Sylwestra, walentynki. Bylo cudownie, czułem, że zależy mi coraz bardziej, angażowałem się coraz mocniej. Gdzieś około marca zaproponowała zeby zamieszkać razem, co lekko mnie przestraszyło, jako że do tej pory nigdy z nikim nie mieszkałem. Trochę przegladalismy anonse z mieszkaniami, ale temat jakoś ucichł. W czerwcu trafiła mi się okazja na wynajem bardzo fajnej, świetnie wyposażonej a co najważniejsze taniej kawalerki. Mimo moich obaw i wątpliwości postanowiliśmy zamieszkać razem. Na początku było super: zasypianie obok kochanej osoby, budzenie się… Czasem zdarzaly się glupie spory, o przemalowanie kuchni. Pierwszy zgrzyt to był mój urlop, ktory musiałem ustalic juz w styczniu, więc ona nie wiedziała jeszcze kiedy bedzie miala swój, potem okazało się, że niestety bedziemy spędzać osobno… Wtedy zrobiłem coś czego się wstydzę i żałuję: korzystając z jej zaufania i faktu, że nie wylogowala się z fb przeczytalem jej prywatne rozmowy ze znajomymi, również na moj temat. Mimo, ze nie bylo tam nic obraźliwego trochę mnie to urazilo, i dalem jej do zrozumienia, ze wiem o czym pisala, poszedlem na spacer, a kiedy wróciłem jej już nie było… Wyprowadziła sie do swojego poprzedniego mieszkania. Po dwóch dniach przepraszania, błagania, próśb i obietnic zgodziła się dać mi kolejną szansę i wrócić. Przez jakiś czas znowu była sielanka, a potem… Sam nie wim co się stało. Zaczęła mnie drażnić, wszystko co mówiła odbierałem jako atak. Kłóciliśmy sie coraz częściej, najczęściej o bzdury, ale zawsze po kłótni jakoś potrafiliśmy sie pogodzić. I taki schemat: kłótnia, cisza, godzenie się… Coraz częściej zastanawiałem się czy takie mieszkanie razem ma jeszcze sens, często wręcz myślałem wracając z pracy, zeby jej nie było… Aż w koncu na początku października ta obłędna spirala tak się już nakręciła, że już nie wiedziałem jak to rozwiązać. Zbliżały się moje urodziny, i nie chciałem abysmy spedzali je w taki sposób. Zdecydowałem, że muszę to naprawić, bo inaczej to skończy się źle… W dzień urodzin, kiedy szykowała się do pracy, próbowałem ją jakoś przeprosić za swoje zachowanie, ale że nie jestem za mocny w takich rozmowach wyszło to bardzo nieudolnie. Poszła do pracy, ja poszedłem do swojej. Po powrocie zastałem puste mieszkanie… Zabrała wszystkie swje rzeczy, zostawiła krotki list pożegnalny o treści : to będzie najlepszy prezent urodzinowy, więcej przestrzeni i spokój.
Poczułem się jakbym dostał obuchem w głowę, oczywiscie pojechałem do jej mieszkania, wiedziałem, ze jest w domu,ale ie ototwierała drzwi, nie odbierała telefonów, nie odpisywala… Nastepnego dnia takze nie. Po kilku dniach milczenia, wyslanych kwiatach, listach w koncu dalaznak zycia, ale był to tylko ociekający jadem sms… Mimo teg nie poddawalem się, i w koncu zgodziła się ze mną porozmawiać twarzą w twarz, spokojnie, bez nerwów. Podczas rozmowy – o dziwo- dogadywaliśmy się tak dobrze jak kiedyś, sam byłem zaskoczony nastrojem tej rozmowy. Stwierdziła, że nie czuła się kochana, adorowana, nie czuła się piękną, atrakcyjną kobietw. Że to co do mnie czuła zdeptalem jak wyrwany z zieminkwiat. Niestety mimo miłego tonu nie chciała dać mi jednej, ostatniej szansy, mimo moich próśb i wręcz błagania. Na koniec zgodziła się jedynie przemyśleć swoją decyzję. Pożegnaliśmy się, to był piątek. W sobotę wyjeżdżała do rodziny. W niedzielę zaproponowałem, że ją przywioz

Re: Kto dłużej cierpi po rozstaniu?

Napisał(a): isolda -

gość Poszukując jakiegoś pocieszenia szperałem w internecie, i zupełnie przypadkowo znalazlem tego bloga. Chciałbym sie podzielić również moją historią.
Poznałem Ją równo rok temu, to było jak objawienie. Spotkaliśmy się w pubie, na drugi dzień odszukałem ją na fb i „zagadałem” (co było dla mnie czymś wielkim, jako że z natury nie jestem śmiały). Rozmawiało się dobrze, dziewczyna okazała się miła, sympatyczna itd. W następny weekend umówiliśmy się „na piwo”, znowu było fantastycznie, mile spędzony wieczór. Potem już sie potoczyło, długie rozmowy, mnóstwo smsów, zaproszenie do teatru… Po miesiącu byliśmy parą. Potem były wspolne święta, Sylwestra, walentynki. Bylo cudownie, czułem, że zależy mi coraz bardziej, angażowałem się coraz mocniej. Gdzieś około marca zaproponowała zeby zamieszkać razem, co lekko mnie przestraszyło, jako że do tej pory nigdy z nikim nie mieszkałem. Trochę przegladalismy anonse z mieszkaniami, ale temat jakoś ucichł. W czerwcu trafiła mi się okazja na wynajem bardzo fajnej, świetnie wyposażonej a co najważniejsze taniej kawalerki. Mimo moich obaw i wątpliwości postanowiliśmy zamieszkać razem. Na początku było super: zasypianie obok kochanej osoby, budzenie się… Czasem zdarzaly się glupie spory, o przemalowanie kuchni. Pierwszy zgrzyt to był mój urlop, ktory musiałem ustalic juz w styczniu, więc ona nie wiedziała jeszcze kiedy bedzie miala swój, potem okazało się, że niestety bedziemy spędzać osobno… Wtedy zrobiłem coś czego się wstydzę i żałuję: korzystając z jej zaufania i faktu, że nie wylogowala się z fb przeczytalem jej prywatne rozmowy ze znajomymi, również na moj temat. Mimo, ze nie bylo tam nic obraźliwego trochę mnie to urazilo, i dalem jej do zrozumienia, ze wiem o czym pisala, poszedlem na spacer, a kiedy wróciłem jej już nie było… Wyprowadziła sie do swojego poprzedniego mieszkania. Po dwóch dniach przepraszania, błagania, próśb i obietnic zgodziła się dać mi kolejną szansę i wrócić. Przez jakiś czas znowu była sielanka, a potem… Sam nie wim co się stało. Zaczęła mnie drażnić, wszystko co mówiła odbierałem jako atak. Kłóciliśmy sie coraz częściej, najczęściej o bzdury, ale zawsze po kłótni jakoś potrafiliśmy sie pogodzić. I taki schemat: kłótnia, cisza, godzenie się… Coraz częściej zastanawiałem się czy takie mieszkanie razem ma jeszcze sens, często wręcz myślałem wracając z pracy, zeby jej nie było… Aż w koncu na początku października ta obłędna spirala tak się już nakręciła, że już nie wiedziałem jak to rozwiązać. Zbliżały się moje urodziny, i nie chciałem abysmy spedzali je w taki sposób. Zdecydowałem, że muszę to naprawić, bo inaczej to skończy się źle… W dzień urodzin, kiedy szykowała się do pracy, próbowałem ją jakoś przeprosić za swoje zachowanie, ale że nie jestem za mocny w takich rozmowach wyszło to bardzo nieudolnie. Poszła do pracy, ja poszedłem do swojej. Po powrocie zastałem puste mieszkanie… Zabrała wszystkie swje rzeczy, zostawiła krotki list pożegnalny o treści : to będzie najlepszy prezent urodzinowy, więcej przestrzeni i spokój.
Poczułem się jakbym dostał obuchem w głowę, oczywiscie pojechałem do jej mieszkania, wiedziałem, ze jest w domu,ale ie ototwierała drzwi, nie odbierała telefonów, nie odpisywala… Nastepnego dnia takze nie. Po kilku dniach milczenia, wyslanych kwiatach, listach w koncu dalaznak zycia, ale był to tylko ociekający jadem sms… Mimo teg nie poddawalem się, i w koncu zgodziła się ze mną porozmawiać twarzą w twarz, spokojnie, bez nerwów. Podczas rozmowy – o dziwo- dogadywaliśmy się tak dobrze jak kiedyś, sam byłem zaskoczony nastrojem tej rozmowy. Stwierdziła, że nie czuła się kochana, adorowana, nie czuła się piękną, atrakcyjną kobietw. Że to co do mnie czuła zdeptalem jak wyrwany z zieminkwiat. Niestety mimo miłego tonu nie chciała dać mi jednej, ostatniej szansy, mimo moich próśb i wręcz błagania. Na koniec zgodziła się jedynie przemyśleć swoją decyzję. Pożegnaliśmy się, to był piątek. W sobotę wyjeżdżała do rodziny. W niedzielę zaproponowałem, że ją przywioz
Ciekawe, proszę o więcej.

Re: Kto dłużej cierpi po rozstaniu?

Napisał(a): gość -



Pozwól sobie na odczuwanie przykrych emocji. Jeśli będziesz je dusić w sobie, one pozostaną z tobą na długi czas. Jeśli masz ochotę płakać – płacz. Jeśli chcesz krzyczeć – krzycz. Przeżywasz rozstanie, więc masz prawo się czuć skrzywdzony i oszukany – i nie ma nic w tym złego.
Następnie poszukaj wsparcia potrzebnego do pogodzenia się z rozstaniem z dziewczyną lub chłopakiem. Zadzwoń do przyjaciół, znajomych, rodziny. Poproś ich o pocieszenie i rady. Wyrzuć z siebie gniew i smutek.
Kiedy już wyrzuciłeś z siebie złe emocje, czas zdać sobie sprawę, że stary związek to przeszłość, mimo licznych nadziei, jakie z nim wiązałeś. Nie idealizuj swojego partnera i tego, co was łączyło. Skoro nastąpiło rozstanie, coś musiało być nie w porządku. Spróbuj na kartce wypisać listę wad swojego partnera. Pamiętasz, jak cię drażniło to, że nie zmywał po sobie naczyń?
Wyrzuć lub oddaj komuś wszystkie rzeczy, które ci przypominają byłego partnera. Związek się skończył, więc ich już nie potrzebujesz. Nie zapomnij o starych zdjęciach i numerze telefonu.
Po zerwaniu najprawdopodobniej masz więcej czasu wolnego. Zamiast wykorzystywać go na wspominanie byłego partnera, zajmij się czymś, co sprawia ci radość. Być może to czas na nowe hobby, naukę języka obcego, spotkania z dawno niewidzianymi znajomymi, podróż w ciekawe miejsce. Korzystaj z życia. Te czynności podpowiedzą ci,jak zapomnieć o byłej dziewczynie lub chłopaku i poznać wiele nowych osób, wśród których możesz poznać przyszłego partnera.

Co po rozstaniu?

Skoro masz dużo wolnego czasupo rozstaniu, to może warto zapisać się na siłownię, pójść na basen czy pojeździć na rowerze? Aktywność fizyczna poprawia humor, ponieważ podnosi poziom endorfin. Sport poprawi twój wygląd i wzmocni poczucie pewności siebie. Nadszedł także czas na umawianie się na randki. Na początku będziesz trochę obawiać się kolejnego zranienia, ale musisz zaryzykować. Każdynowy związek wiąże się z takim ryzykiem, co nie oznacza, że musi on skończyć się nieszczęśliwie. Wyżej opisane rady, jak przeżyć rozstanie z partnerem, pomogą pogodzić się z bolesną rozłąką. Ból ten zapewne jest wielki, jednak należy pamiętać, że prędzej czy później minie.

Nie warto kontemplować w sobie żalu po rozstaniu się z partnerem. Choć zawód na bliskiej osobie jest wielki, a ból w sercu pozostaje na długo, to nie wolno rozpamiętywać bolesnych chwil. Staraj się zapamiętać z waszego związku tylko te najlepsze chwile i nie kumulować w sobie negatywnych emocji, bo rodzą one tylko zgorzknienie i smutek. Czasem rozstanie z partnerem jest najlepszym wyjściem z sytuacji, kiedy nie możecie dojść ze sobą do porozumienia i ciągle się kłócicie. Spróbuj otworzyć się na innych ludzi. Z czasem ból ustanie, a ty bez obaw będziesz zdolny do zadzierzgnięcia nowej znajomości.

Re: Kto dłużej cierpi po rozstaniu?

Napisał(a): gość -

Dziewczyny uciekajcie od zonatych facetow bo krzywdzicie same siebie
zadajac sie z takimi facetami. Ja tez bylam kiedys w takim zwiazku i
nawet zostala mi po nim pamiatka na cale zycie (mamy corke.)
Ucieklam za granice zeby sie od tego uwolnic bo on zostal przy
swojej zonie a mnie caly czas pilnowal zebym sobie czasami zycia z
kims nie ulozyla wiec....ucieklam bardzo daleko! Nie widzialam go
juz 6 lat i zyje i ułożyłam sobie życie z kimś innym
« Wróć do tematów
Do góry strony: Kto dłużej cierpi po rozstaniu?