537
ppt
Ten temat ma:
  • Wyświetleń6 tys.
  • Odpowiedzi473
  • Ocen na +0
537 ppt ?

LAURA (474)

pokaż odpowiedzi chronologicznie | od najwyższej oceny
INTERIA.PL

Re: LAURA

Napisał(a): Gość -

DUSIA28
DontLookBack Tylko pamiętaj że ten nowy facet ma żonę i trójkę dzieci ;) no i cztery kochanki ;)
Akurat, wczoraj czekałam na pomysły, dzisiaj już wiem, jest wolny, przystojny
bez obciążeń, a jeżeli nawet ma dziewczyny, to co?:))
Tjaaa wolny przystojny i bez obciążeń to był każdy nowy każdej z twoich bohaterek, czyli totalnie nic nowego...
Gdybym wiedział o twojej wczorajszej rozterce to bym zaproponował że Dusia spotka wygłodzonego bezdomnego pieska, takiego kilkumiesięcznego chudziaka.
No ale mówi się trudno nie wiedziałem ;)

Re: LAURA

Napisał(a): Gość -

DontLookBack
DUSIA28
DontLookBack Tylko pamiętaj że ten nowy facet ma żonę i trójkę dzieci ;) no i cztery kochanki ;)
Akurat, wczoraj czekałam na pomysły, dzisiaj już wiem, jest wolny, przystojny
bez obciążeń, a jeżeli nawet ma dziewczyny, to co?:))
Tjaaa wolny przystojny i bez obciążeń to był każdy nowy każdej z twoich bohaterek, czyli totalnie nic nowego...
Gdybym wiedział o twojej wczorajszej rozterce to bym zaproponował że Dusia spotka wygłodzonego bezdomnego pieska, takiego kilkumiesięcznego chudziaka.
No ale mówi się trudno nie wiedziałem ;)
Ale to nie jest dział dla miłośników zwierząt.I co niby dalej, karmię, wiozę do weterynarza
i co dalej, ej jak Ty już mi wymyślisz "pocieszacza", to wiem, ..
Tak bardzo zafascynowałam się opieką nad zwierzętami, że rzuciłam wszystko
i stałam się orędowniczką walki o dobro zwierząt.Pomijając wszystko inne , wolę koty.

Reklama

Re: LAURA

Napisał(a): Gość -

DUSIA28
DontLookBack
DUSIA28
DontLookBack Tylko pamiętaj że ten nowy facet ma żonę i trójkę dzieci ;) no i cztery kochanki ;)
Akurat, wczoraj czekałam na pomysły, dzisiaj już wiem, jest wolny, przystojny
bez obciążeń, a jeżeli nawet ma dziewczyny, to co?:))
Tjaaa wolny przystojny i bez obciążeń to był każdy nowy każdej z twoich bohaterek, czyli totalnie nic nowego...
Gdybym wiedział o twojej wczorajszej rozterce to bym zaproponował że Dusia spotka wygłodzonego bezdomnego pieska, takiego kilkumiesięcznego chudziaka.
No ale mówi się trudno nie wiedziałem ;)
Ale to nie jest dział dla miłośników zwierząt.I co niby dalej, karmię, wiozę do weterynarza
i co dalej, ej jak Ty już mi wymyślisz "pocieszacza", to wiem, ..
Tak bardzo zafascynowałam się opieką nad zwierzętami, że rzuciłam wszystko
i stałam się orędowniczką walki o dobro zwierząt.Pomijając wszystko inne , wolę koty.
To że wolisz koty to wiem, twoi rodzice mają koty. Z tym psem to taki żarcik albowiem taki piesiu nastolatek wymaga dużo opieki i uwagi albowiem dopiero uczy się poprawnej relacji z nami ludźmi.
Reasumując szkoda zmieniać fabułę, a niech tam będzie niech Dusia spotyka kolejnego opiekuńczego przystojnego faceta, udacznego - nieudacznika i niech przezywa kolejny zawód miłosny. Zupełnie nie rozumiejąc dlaczego?
Sam kiedyś kochałem taką kobietę, chyba nadal trochę ją kocham. Tego nie ma w moim rękopisie więc nie ma tego w "Pamiętniku". Ale pamiętam jak dziś sytuację z ostatniego wieczoru przed moim ostatecznym wyjazdem od niej, gdy leży na łóżku i zrzędzi że nie ma męża i dzieci dlatego że jest brzydka, podczas gdy ja podziwiałem linie jej szyi, jej cudowne usteczka i piękne piwne oczy. Tradycyjnie słuchałem zdziwiony tego co mówi ale już nie miałem siły by jej tłumaczyć że to nie dlatego nie potrafi się z nikim na stałe związać...

Szarotko mnie real trzyma zbyt mocno w swoich kleszczach (wbrew mojej woli i planom) więc nie mam zbyt wiele czasu na internet. Jestem w bezustannym ruchu a mam tylko dwa tygodnie do następnego wyjazdu :(
Zegar nieubłaganie tyka tik tak...

Re: LAURA

Napisał(a): Gość -

DUSIA28 ...Musiałam jeszcze posprzątać, lubię odpoczywać w czystym, wywietrzonym
mieszkaniu, ugotowałam białego barszczu, takiego na zakwasie, tak, tego
mi trzeba było, zasłoniłam okna, światło nie było dzisiaj moim sprzymierzeńcem
nastawiłam muzykę i padłam na kanapę.A, zapomniałam dodać, wyłączyłam
ten okropny telefon.
Nie wiem jak długo spałam, obudził mnie dźwięk dzwonka do drzwi, nawet mowy
nie ma, nikogo nie wpuszczę, nie zapraszałam, nie mam obowiązku, poza tym,
może nikogo nie być w domu, tiia, a radio, zapomniałam, może sobie pójdzie.
Jakaś uparta cholera, znowu dzwoni, trudno, zawinęłam się w koc i poszłam
otworzyć.
W drzwiach stał jakiś człowiek, nie bardzo go widziałam, oślepiało mnie słońce,
klęłam w duchu, mogłam założyć ciemne okulary,
-Już widzę dochodzi pani do siebie, powiedział i wyciągnął przed siebie moje
szpilki, zapomniała ich pani w moim samochodzie, dodał.
-Proszę zaczekać, oprzytomniałam, poszłam do pokoju, wzięłam portfel, no, chociaż
to załatwię, zapłacę mu, może jednocześnie przez niego podziękuję policjantowi.
-Dziękuję za pomoc, a tu proszę za transport,podałam mu pieniądze, jeżeli mało,
to proszę powiedzieć, ze wstydu nie patrzyłam na niego, chciałam, żeby już sobie
poszedł, poza tym czułam, że te spacery bez butów, zwyczajnie się przeziębiłam.
-Oczywiście nie przyszedłem po kasę, tylko z butami, poza tym widzę, że pani
chyba zaczyna gorączkować, na kacu, czy bez , ale widzę, że trzeba coś z tym
przeziębieniem zrobić, ma pani termometr, zapytał, czego on chce, nie potrzebuję
termometru, tylko spokoju..
-Wie pan, jestem panu bardzo wdzięczna, ale skoro nie chce pan kasy, to ja się
położę, bo rzeczywiście powinnam się położyć.
-Tak, termometru pani też nie ma, ani nic na przeziębienie, co on nie słyszy, wie pani
dalej tokował, ja teraz pójdę do apteki, a pani na mnie poczeka w pokoju, jasne?
Zwyczajnie mnie nie słyszał, czy jak, no dobrze, nie mam siły się z panem szarpać,
-Ok, poczekam w pokoju, zamknęłam drzwi i poszłam do pokoju.
Musiałam przysnąć, jak otworzyłam oczy facet siedział w fotelu i czekał, aż raczę
się obudzić, w ręce trzymał termometr.No tak, przecież po to poszedł,
-Teraz proszę go włożyć pod pachę, nie oszukiwać, dodał i poszedł do kuchni.
Też coś, panoszy się jak u siebie.Ale nie miałam siły się z nim kłócić, a jak
przyniósł mi herbatę z cytryną, jakieś owoce i jakieś prochy na przeziębienie,
to już w ogóle nie miałam ochoty na awantury..

Reklama

Re: LAURA

Napisał(a): Gość -

...Miałam gorączkę, ale nie aż taką, żeby nie zdawać sobie sprawy ze śmieszności
całej sytuacji.Siedzi człowiek, którego nie znam, wpycha mi jakieś prochy na grypę,
czy jakieś inne paskudztwo, dokarmia, wczoraj, oj, nie będę lepiej sobie tego znowu
przypominać, nie chce ode mnie kasy, nie wierzę w filantropię, a już na taką, w życiu.
-Pewnie zastanawia się pani dlaczego tu jestem, dlaczego pomagam, tracę czas dla
obcej kobiety, którą poznałem w dość, hmm, dziwnych okolicznościach, a teraz jeszcze
muszę iść po chusteczki do nosa, niech pani nie wyciera w serwetki, ma pani i tak
czerwony nos, jeszcze pani sobie rozdrapie tego czerwonego kinolka, mówił i śmiał się.
Trzeba przyznać, że ma poczucie humoru, no i na dodatek piękne zęby, no co, zobaczyłam
jak się śmiał..
-Nie uważa pani, że jesteśmy w tej chwili w dość chorobliwej sytuacji, co się pani tak patrzy
jest pani chora, czy nie, gadał tak fajnie, relaksowałam się przy nim,ciągnął dalej to
może jednak powiem jak mam na imię, bo pani już znam z dokumentu, pamięta pani?
-Tyle jeszcze pamiętam, powiedziałam i wstyd znowu , no dobrze, skoro już poznałeś
mnie od mojej najlepszej strony i nie uciekłeś, bo ja bym uciekła, to powiedz jak masz
na imię i może jeszcze , dlaczego to wszystko dla obcej osoby robisz.
-Ty zawsze potrafisz uzasadnić wszystko, co robisz, a na imię mam Tomasz, powiedział
to wszystko jednym tchem, nie oczekując odpowiedzi.

Re: LAURA

Napisał(a): Gość -

...To wszystko takie dziwne.Ja sobie choruję, Tomek o mnie dba,robi zakupy,
coś gotuje, podaje, potem wychodzi, znowu przychodzi i właściwie nie wiem
dlaczego.
-Powiedz Tomek, czy ja Ci kogoś przypominam, masz jakieś skojarzenia z kimś
kto był w twoim życiu, bo ja już głupieję, przecież mnie nie znasz, nic o mnie nie
nie wiesz, ja o tobie, to już w ogóle nic..Odłożył kubek stał przez chwilę, widziałam,
że się zastanawia..
-Powiem tak, może trochę przypominasz, ale nie na tyle, żebym pomylił, rozumiesz
o czym mówię, najbardziej , kiedy stałaś z butami w garści, no wiesz, co ci będę
przypominał, ta twoja bezradność, a jednocześnie jakaś walka wewnętrzna , twoja
z tobą, rozumiesz?, co mam nie rozumieć, tak przecież właśnie jest, dalej mówił
-Polubiłem cię, myślę, że z wzajemnością, prawda? kiwnęłam głową, jesteśmy
oboje popaprani, myślę, że jak poznamy się lepiej, zostaniemy przyjaciółmi,
co ty na to, nie odpowiadaj teraz, ja wiem, że jest ci ciężko, ja mam to już za sobą,
ale ty jeszcze może będziesz szczęśliwa, on ma na imię Piotr, wiem, mówiłaś
przez sen, ale spokojnie, tylko imię, nic więcej serio, dodał poważnie.
-Masz rację, widzę, że znasz się na takich zwichrowanych kobietach, ale
może jeszcze masz jakąś szansę, zapytałam, bo tak wypadało, bez przekonania.

Reklama

Re: LAURA

Napisał(a): Gość -

...Ja wiem, że Tomek mówił prawdę, ale jednak już trochę żyję i wiem, że
nie ma nic za darmo.To nie cynizm, to prawda.Może czuł się samotny, może
lubi się opiekować, są i tacy, w każdym razie muszę uważać, nie chcę zrobić
mu krzywdy, zasługuje na dużo więcej niż ja mogę mu dać. Czułam się już na
tyle dobrze, że postanowiłam następnego dnia pojechać do pracy, a, zupełnie
zapomniałam o telefonie, przez kilka dni był przecież wyłączony, no to mi się
oberwie z każdej strony..
Nie wiedziałam jak mam delikatnie powiedzieć Tomkowi o swoich planach,
nie musiałam, sam stwierdził, że mogę już przestać leniuchować i zacząć
zarabiać na spłatę długu u niego zaciągniętego, a jest to w końcu duuuża suma..
Zostawił mi swój numer telefonu, na wszelki wypadek swój adres, uśmiechnął
się i pojechał do siebie.
Siadłam w fotelu, włączyłam telefon.Hmm, które odsłuchać w pierwszej kolejności..

Re: LAURA

Napisał(a): Gość -

...Nie wiem, ludzie grają w różne gry liczbowe i jednak coś tam wygrywają.
Kiedyś próbowałam, żeby nie było gada, a nie spróbuje, nawet 1 nie było.
Ale złe wiadomości, natychmiast chwytam, w locie można powiedzieć.
Miałam nadzieję na jedną dobrą wiadomość, nie było, za to kilka od jęczącej
o spotkanie Laury i parę dawno już zapomnianych przeze mnie gratulacji za
tzw osiągnięcia..
Nie miałam wyjścia, zadzwoniłam.
-Matko, co się z tobą dzieje, tak na dobrze zapowiadającą się rozmowę.
-Przyjedź, nie będę przez telefon wysłuchiwać, pojęczysz jak przyjedziesz,
wiem, byłam miła jak zapalenie okostnej, ale nic na to nie poradzę, straciłam
do Laury serce i nie byłam przekonana, czy kiedykolwiek się to zmieni.
Jednak obiecałam przecież jej ojcu..
A tak swoją drogą, dlaczego to ja zawsze muszę pomagać, a czy ktoś mnie
pyta, czy ja nie potrzebuję pomocy, wsparcia, ech, nic, jutro przyjdzie, trudno.

Re: LAURA

Napisał(a): Gość -

...Zapomniałam o najważniejszym, mój kolega przyjeżdża do mnie ze swoją narzeczoną,
mam być przecież świadkiem na ich ślubie.Bardzo się cieszę, już nie popełnię takiego
głupstwa, nie wezmę ze sobą osoby towarzyszącej, na samo wspomnienie..
Była Laura.Było do przewidzenia, że będzie biadolić, a tak właściwie to ona zwyczajnie
tęskni za rodzicami, ale się wstydzi tego, co narobiła, a zawsze miała problemy
z przyznaniem się do winy.
Drugim , znacznie poważniejszym problemem byli rodzice Maćka, którzy nawet słyszeć
nie chcą o Laurze.Nie musiała mi tak z detalami opowiadać, żeby zrozumieć problem.
Szkoda mi było Maćka, który bardzo przeżywa tę sytuację, ale było dla mnie jasne, że
jest taki dupowaty, nie poradzi sobie sam.Zapytałam dlaczego Piotr nie włączy się
w akcję przekabacenia rodziców, wzruszyła ramionami, znaczy "nie wiem", w jej
wykonaniu.
Takim sposobem znowu wkraczałam w życie Laury i jej rodziny, ja to mam szczęście.
Uznaję radykalne środki, albo się uda, albo nie.Postanowiłam złożyć wizytę w domu
rodziców Maćka i Piotra.
Byli bardzo zaskoczeni, kiedy zadzwoniłam, <trudno się dziwić>, ale zbyt kulturalni,
żeby mi odmówić, umówiłam się na dzisiejszy wieczór, idę za ciosem, kupię jakieś
kwiaty i pójdę. Jak wrócę, opowiem, no chyba że mnie ..nie tego nie zrobią:)

Re: LAURA

Napisał(a): Gość -

....Nie ma czego opowiadać, byłam, zobaczyłam, wyszłam, parafraza, może..
Rodzice Maćka mają klasę, czego nie odziedziczył przynajmniej Maciek.Dlaczego
poddaję w wątpliwość klasę jego brata, może dlatego, że go nie znam aż tak dobrze.
Rodzice przywitali się ze mną grzecznie i kulturalnie, ale jako kobieta zauważyłam,
że przyszłam chyba w złym momencie, wyczuwałam napięcie i coś, czego nie
rozumiałam.
Przy kawie matka Maćka widząc, że zaczynam czuć ten dziwny nastrój sama zaczęła
rozmowę, ojciec nerwowo nabijał fajkę i podszedł do okna <jaki Piotr jest do niego
podobny>, mogę ci mówić po imieniu, zapytała, oczywiście, odpowiedziałam,
-Myślisz, że nie chcemy w naszej rodzinie Laury , zaczęła ostro, wystraszyłam się,
-Kiedy pierwszy raz, pamiętasz te nieszczęsne zaręczyny<oj , niestety pamiętam>,
Laura chciała związać się z Maćkiem, byliśmy wszyscy bardzo szczęśliwi, że Maciek
nareszcie się zmienił, spoważniał, może założyć rodzinę, ale okazało się, że los
chciał inaczej, może Laura wyczuwała słabości Maćka, może instynktownie, nie wiem.
Kontynuowała dalej, a mnie zaczynało być gorąco, jak widziałam w oczach tej
kobiety straszny smutek, widzisz, Maciek jest właściwie ciągle dużym dzieckiem,
po wyjeździe Laury, wróciły wszystkie jego problemy ze zdwojoną siłą, alkohol jest
niczym w porównaniu z jego innymi używkami i podejściem do życia.
Dużo winy za taki stan rzeczy leży po naszej stronie, nie chciał pracować, zapalał
się do czegoś, zostawiał, uciekał, my wyciągaliśmy go z kłopotów, finansowych też.
Kiedy załatwiliśmy mu jeden z najlepszych ośrodków leczenia uzależnień, pojawiła
się znowu Laura.Nie mam pojęcia, czy ta dziewczyna nie widziała, że Maciek jest
dużym dzieckiem, chorym dzieckiem, które będzie musiała wychowywać, utrzymywać.
Nie będę ci opowiadać szczegółów, pewnie ona sama jak zrozumie, opowie ci więcej.
Dość, że Maciek jest w tej chwili na oddziale zamkniętym, a potem wyjedzie na leczenie.
Proszę, porozmawiaj z Laurą, niech zapomni o moim synu, bo wiem, że tylko
ciebie posłucha.Wiem, że jest teraz u swoich rodziców, dzisiaj ją zabrali z hotelu,
gdzie mieszkali już jakiś czas razem z Maćkiem.
Przyznaję, że tego co usłyszałam nie spodziewałam się, siedziałam i nie mogłam
powiedzieć ani słowa.
-Najbardziej żal mi Piotra, powiedział ojciec, to było pierwsze zdanie jakie powiedział.
-Przez tyle lat walczył o Maćka, nigdy nie był w stanie pogodzić się z faktem, że jego
brat..tu urwał, <no mów człowieku>, w każdym razie, musimy to radykalnie rozwiązać,
nie może być tak, że przez jednego syna, drugi nigdy nie będzie szczęśliwy..
W tym momencie zadzwonił mój tel, popatrzyłam, dzwoniła Laura.

Re: LAURA

Napisał(a): Gość -

...Po wyjściu od rodziców Maćka, zadzwoniłam do Laury.
-Jesteś u rodziców, tak?
-Tak, usłyszałam, że pociąga nosem.
-Zaraz do was przyjadę, powiedziałam, muszę to załatwić jeszcze dzisiaj, na świeżo.
Czas najwyższy zakończyć ten bzdurny związek , czas dorosnąć moja Lauro, sama
do siebie gadałam, dodając sobie animuszu..
Laura czekała na mnie przed domem, cała ona, niecierpliwa, nerwowa.Tym razem
jednak rozumiałam ją.Tylko co ja mogę..Jak jej pomóc.Czułam się bezsilna.Wiem
co czuła, ale to było jedyne co mogłam zrobić, musiałam ją wysłuchać, dotrzeć do niej,
jak ja dawno tego nie robiłam, czy dam radę, jak nie, poszukam dla niej kogoś, jakiegoś
dobrego fachowca, tylko czy ona zechce..
Ponadto musiałam jej powiedzieć, że wyjeżdżam na kilka dni bez wdawania się
w szczegóły, po co ma przeżywać <chodziło mi o ślub kolegi>, przypominać sobie,
szukać analogii..
Sesja, bo tak można to nazwać trwała do świtu, dopiero słońce Laurę otrzeźwiło.
Z tego wszystkiego, wiem jedno, musi zacząć pracować, nie siedzieć w kieszeni
rodziców, bo akurat w tym względzie niczym nie różni się od Maćka.
Nic nie piłam, a wracałam do domu jak po kilku głębszych..
Musiałam szybko spać, bo za parę godzin mam spotkanie z ojcem Laury, mam
pomysł, chyba wypali, jak nie, to ja już nic nie wymyślę.

Re: LAURA

Napisał(a): Gość -

...Nie ma złotego środka na leczenie się z miłości..Chyba, że pojęcie
miłości jest nadużywane, albo mylone z pożądaniem..
W przypadku Laury sama nie wiedziałam, czego w tej jej rozpaczy było więcej,
myślę, że urażona ambicja , bo coś stało się bez jej udziału, na co nie miała
wpływu.Po rozmowie z jej ojcem, miał poszukać jej firmy najlepiej daleko od
wszystkich, gdzie będzie się mogła realizować i liczyć tylko na siebie.
Wiedziałam, że będzie to trudne dla nich wszystkich, ale było to jedyne co
przyszło mi do głowy, był czas najwyższy, żeby dorosła.
Powiedziałam, że wyjeżdżam na parę dni, bardzo chciała, żebym ją zabrała,
tylko tego mi brakowało, jej towarzystwa...

Re: LAURA

Napisał(a): Gość -

...Byłam na ślubie mojego kolegi.Nie mam specjalnego doświadczenia w tej
materii, na ślubach mało bywam, ale ich był taki piękny. Gdyby do mnie się
szczęście uśmiechnęło, też bym tak chciała...Piękna, malownicza miejscowość,
środek jakiegoś młodego lasu , soczysta zieleń, białe namioty, mało ludzi, jak
na wesele, dobrani, nie dlatego bo tak wypada, bo ciotki, wujkowie, nic z tych
rzeczy, sami wybrani z młodych, rodzice i najbliżsi znajomi i przyjaciele.
Przyrzeczenie składali sobie przed jakimś pastorem, stałam z boku i byłam
na prawdę wzruszona .Nie wiem jaki kościół reprezentował ten pastor, ale akurat
to mnie nie interesowało, mówił do nich tak pięknie.
Na takie śluby mogę chodzić, oni są dla siebie stworzeni, aż za serce mnie łapało.
Kiedy po kilku dniach wróciłam do domu nie mogłam znaleźć dla siebie miejsca.
Zadzwonił Tomek, pytał jak było, wszystko mu opowiedziałam, powzdychał razem
ze mną, rozumiał mnie..
Tomek ma jeszcze jedną cudowną cechę, nie zadaje pytań, skoro nie mówię
nic, to znaczy, że nie ma o czym mówić.Ja też nie pytam o nic, bo też wiem.
Taka jest ta nasza przyjaźń, milcząca ze zrozumieniem.

Re: LAURA

Napisał(a): Gość -

....Na dodatek wszyscy się porozjeżdżali.Laura w Hiszpanii, to akurat dobrze, nad
jej 'bezpieczeństwem' czuwa dyskretnie jej rodzina, czasem do mnie dzwonią, radzi
sobie, z czego bardzo się cieszę.
Tomek, za 'chlebem' wyjechał do Szkocji, na całe szczęście tylko na trzy miesiące,
bo na taki okres ma kontrakt, dzwoni, opowiada, jest ogólnie zadowolony...
Młodzi wyjechali w długą podróż poślubną...
Maciek, no cóż , leczy się...
Piotr, nic nie wiem, o nim absolutnie nic i to jest dla mnie straszne..
Ja, jak zwykle, zabrałam się za pracę , jak to się mówi ze zdwojoną siłą, nie myśleć,
to najlepsze lekarstwo, ale czy rzeczywiście..
Na całe szczęście zbliża się lato, muszę pomyśleć jak sobie zorganizować wypoczynek
i gdzie, bo, że sama, to już norma.
Ale gdzieś tam w głębi serca ciągle czekam, tak bardzo bym chciała się doczekać...
« Wróć do tematów