360
ppt
Ten temat ma:
  • Wyświetleń3 tys.
  • Odpowiedzi322
  • Ocen na +4
360 ppt ?

MOŻE będzie romantycznie, zobaczymy. (323)

pokaż odpowiedzi chronologicznie | od najwyższej oceny

Re: MOŻE będzie romantycznie, zobaczymy.

Napisał(a): Gość -

DontLookBack
Szarotka1 Chudzinka się nie zestarzeje, nie jest jej sądzone aż tak długie życie.Dlatego
będzie żyć, mieć nadzieję na kogoś, kto pokocha ją taką jaka jest, z wadami
zaletami , ona odda wszystko za kogoś , komu zaufa bezgranicznie, który będzie
dla niej oparciem w zdrowiu i w chorobie.Ma duzo do dania i tego samego oczekuje.
Czy jej pragnienie szczęścia się spełni...
No to jak szybko po poznaniu tej spełnionej miłości spotka ją śmierć i dlaczego?
To było pytanie za 100 pkt,
INTERIA.PL

Re: MOŻE będzie romantycznie, zobaczymy.

Napisał(a): Gość -

Teraz , kiedy jestem na prawdę sama zastanawiam się co dalej, jak potoczy
się moje życie.Ktoś mi zadał dość przykre pytanie, jak długie będzie to życie.
Skąd mam wiedzieć.Staram się go świadomie nie skracać, inaczej mówiąc
stosuję się do zaleceń , biorę leki, mam dużo ruchu, dużo chodzę, raczej
spaceruję, co mogę więcej, na samo życie w jakim jestem nie mam wpływu,
na to , czy będę spokojna , czy nie będę się denerwować, czy nie będę
przeżywać, jestem tylko człowiekiem. A przesiedzieć życia na ławce
rezerwowych nie potrafię.
Wiem na pewno co mi szkodzi.Monotonia życia, brak określonego celu w życiu,
bezsens, kiedy się rano budzę i wykonuję czynności jak zaprogramowany
debil, słuchając porannych wiadomości, gadam do radia, jak usłyszę jakąś
straszną głupotę, czasem mam ochotę pojechać do tych głupków i powiedzieć
co myślę o ich teoriach, potem mi przechodzi, sama się z siebie śmieję,
tak, najbardziej mi szkodzi fakt, że nie mam komu powiedzieć, że tam
w tym radiu pracują sami debile.

Re: MOŻE będzie romantycznie, zobaczymy.

Napisał(a): Gość -

Od pewnego czasu, zmiany pogody, pór roku nie postrzegam obserwując
naturę, tylko po ciuchach, które wkładam.Zauważyłam ze zdziwieniem, że
na nogach mam botki , na sobie płaszcz jesienny, omotany szal...kiedy minęło
lato, a babie lato..Przecież żyję, pracuję, a nie zauważyłam, że świat się zmienia...
Ile to czasu minęło, dużo, na tyle, że mogę o tym w miarę spokojnie myśleć.
Moi przyjaciele się rozbestwili, większość projektów załatwiam sama, no,razem
z pracownikami, jednak podejmowanie decyzji ostatecznych pozostaje na moich
barkach. Lubię patrzeć na moich przyjaciół.Jak miłość potrafi odmienić człowieka.
Kiedyś mój szef, to był typowy pracoholik, z którym można było rozmawiać tylko o
pracy.Ze mną rozmawiał ciepło i serdecznie, ale też był taki szefciowaty, nie dbał
o to w czym chodzi, byle było czyste, na imprezach z załogą nie umiał się zrelaksować,
zwyczajnie był nudziarzem, nie tańczył, nie czarował, no taki szefcio.Teraz, miłość go
odmieniła, a reszty dokonała drobinka, jego żona.
Rozumieją się bez słów, uśmiechają do siebie, nie muszę pytać, to widać, że oni
są spełnieni i bardzo szczęśliwi.Lubię przebywać w ich towarzystwie, ogrzewam
się ich szczęściem, tak sobie myślę, że jeżeli im się udało to może , kiedyś...

Re: MOŻE będzie romantycznie, zobaczymy.

Napisał(a): Gość -

Nie wiem, czy ktoś czyta, co tu wypisuję.Ale zakładając, że tak, należy się jakieś
wyjaśnienie, co właściwie się stało , że tak zachował się Daniel, jaki miał w tym
udział kowboj i skąd ja wiem, że właśnie tak było...
....Mój szef wraz żoną, powierzając mi właściwie prowadzenie całej firmy postanowili
zając się tą moją sprawą i ukoić moją udręczoną duszę.W końcu byli i są moimi
jedynymi przyjaciółmi i bali się, że może mieć to wpływ na stan mojego zdrowia.
Wiedzieli, że niepewność , domysły były dla mnie czymś strasznym.Wykorzystując
swoje rozliczne znajomości dotarli do znajomych kowboja.Potem do niego samego.
W czasie jakiejś imprezy zorganizowanej przez szefcia, znając już słabostki kowboja
w tym ulubione gatunki trunków wyciągnął z niego prawdę na temat Daniela i mnie.
Kowboj, opowiedział bełkocząc ..Kiedy zaproponował mi wycieczkę "krajoznawczą"
swoją bryczką liczył na to, na co tacy prostacy mogą liczyć.Ponieważ nie udało się,
opowiedział Danielowi straszne obrzydlistwa na temat tak długiej naszej nieobecności
a był tak przekonujący, że Daniel uwierzył...Dalej , nie ma dalej, Historia miłości
Chudzinki i Daniela dobiegła końca.Szkoda, to była taka ładna miłość...
Ale życie toczy się dalej.

Re: MOŻE będzie romantycznie, zobaczymy.

Napisał(a): Gość -

Wróciłam z romantycznego wieczoru , patrzyłam w maślane oczy mojego
przyjaciela, który marzy, aby być kimś więcej w moim prawdziwym życiu,
a ja podobnie jak chudzinka oczekuję czegoś więcej od faceta niż tylko
maślanych oczu, odgadywania moich pragnień, tych całkiem przyziemnych,
kawa, napoje, i takie tam,mogę słuchać opowieści, pod warunkiem, ze jest
to jego pasja, a nie zdzierżę opowieści o kolegach z pracy, kazałam odprowadzić
się do domu.Co z tego, że przystojny, można powiedzieć powalająco przystojny,
jak nudny , tak strasznie nudny, że miałam ochotę go palnąć.
Na prawdziwego mężczyznę może trzeba zasłużyć sobie, tylko u kogo, jak wiesz
to powiedz, pójdę:)))
Teraz pójdę spać, a rano zaczniemy z chudzinką odkrywać nowe życie, może
pojawi się ktoś, kto chociaż na moment ożywi nasze opowiadanie, a może mi
się przyśni, kto wie...

Re: MOŻE będzie romantycznie, zobaczymy.

Napisał(a): Gość -

Ponoć tylko starzy ludzie lubią wspominać przeszłość, no dobra, to ja się
w takim razie starzeję.
Nie będzie to mój życiorys, bo kogo to obchodzi, ale jednak coś muszę tytułem
wstępu nakreślić, taki obraz dziewczyny, której ...
No dobrze.Moi rodzice bardzo się kochają,od zawsze.Ja jestem owocem tej miłości,
bardzo kochanym,co do którego mieli określone plany.Trzeba przyznać,byli bardzo
konsekwentni, nauka, wszechstronność, języki obce, muzyka, fortepian, nawet taniec.
Do kochania mnie miałam ciocię i wujka.Tą miłością można by było obdzielić duże
przedszkole.Praktycznie nastąpił podział uczuć na mądre uczucia i uczucia dla samych
uczuć, bez uzasadniania.Tak sobie rosłam, rozwijałam się, w atmosferze nauki i miłości.
Rodzice byli dumni, że owoc ich miłości jest taki,jaki sobie założyli, a moje wujostwo
kochało mnie z moimi wadami, humorami, wyskokami i innymi przywarami.Bezkrytycznie,
bezwarunkowo.Bardzo szybko zorientowałam się w układach rodzinnych i pasowało
mi to.Kiedy stanęłam " na nogi", wszyscy byli ze mnie bardzo dumni...Wtedy ..
Moi wujowie zostali oficjalnie zaproszeni przez moich rodziców na oblewanie moich
dyplomów, do restauracji, z pompą , to w ich stylu...Był wypadek, ciocia z wujkiem
zginęli, nie dojechali, nie było już nic...
W jednej chwili musiałam dorosnąć.Nie miałam już komu się wypłakiwać, wujek w takich
sytuacjach zawsze mówił, kto ci to zrobił, pójdę i zabiję gada..nie miał już kto zabijać..
Postanowiłam wtedy, że muszę zamieszkać sama.Dorosnąć..
Szukałam dla siebie domu. Nie miała jakichś specjalnych marzeń, byle dalej od centrum,
koniecznie tarasy, łazienki, no i znalazłam.Dom, niby moich marzeń, ale wyjątkowo
nie dla mnie, ale rodzice znają mnie i wiedzą, że jak już się uprę...

Re: MOŻE będzie romantycznie, zobaczymy.

Napisał(a): Gość -

Najważniejsza była wielka łazienka, do której wchodzę z sypialni.No, o to chodzi.
Ale to, że cały parter jest przeszklony, chciałam tarasy przecież, że boję się parterów,
zawsze zdaje mi się , że widzę przyklejoną, rozpłaszczoną gębę na szybach, to dotarło
do mnie jak już się wprowadziłam.To, że taki dom, zamieszkały tylko przez jedną osobę
daje pogłos ciszy, pustki...Ale stało się, kupiłam , zamieszkałam, załatwiłam wszystkie
możliwe zabezpieczenia, przyzwyczajałam się powoli.Podjęłam pracę u Szefa, pierwszą,
jak dotąd jedną pracę.Bardzo ambitnie podeszłam do zadań, które mi powierzał mój
przełożony.Po pracy jednak wracałam do pustego, ogromnego domu.
Najgorsze były wieczory..Kiedyś zupełnie przypadkowo włączyłam jakiś kanał, takie bleble
nocą.Zaczęłam słuchać.Człowiek jednak jest wredotą.Pocieszałam się, że inni mają jeszcze
gorzej..Ale nie to najbardziej mnie przyciągało wieczorami do radia. W piątki i soboty
prowadził program facet, który nie tylko miał świetne riposty na żywo, ale tak fantastycznie
się śmiał, no i wybierał kawałki muzyki, które pasowały w danej chwili..
Dzięki temu, przestałam się bać, czułam,że nie jestem sama...

Re: MOŻE będzie romantycznie, zobaczymy.

Napisał(a): Gość -

Dobrze pamiętam pierwsze miesiące w firmie.Nowa, młoda, co ona tam wie,
strojnisia, zarozumiała, milczek, takie i inne epitety fruwały , miałam to gdzieś.
Robiłam, co do mnie należało, a po pracy , no właśnie, nikt nie wiedział jak
bardzo jestem samotna.Rodzice, bujający ustawicznie w obłokach, czasami
miałam wrażenie, że są młodsi ode mnie.Czy im zazdrościłam, pewnie, że też
bym chciała, aby po tylu latach ktoś patrzył na mnie, jak tata na mamę...Czasami
pytałam, jak oni to robią, że mają sobie coś ciągle do powiedzenia, nawet w łazience
jak myją zęby, gadają ze sobą, lustra ciągle opryskane pastą do zębów, tak było
i jest.
Pozostawało mi moje radio i audycja.Siadałam w kucki z mlekiem w ręce i słuchałam.
Aż pewnej nocy, już nie pod wpływem mleka, miałam do bani dzień , no to dla poprawy
nastroju, no i sama zadzwoniłam.Nie pamiętam, coś musiałam strasznie pitolić.
bo prowadzący delikatnie mi przerwał, powiedział, pamiętam -odstaw szklankę,
puszczę ci teraz piosenkę , a ty zacznij tańczyć.Po piosence, jak już będziesz mniej
"zmęczona", zadzwoń.
Zdałam sobie sprawę, że się popisałam na antenie, coś bąknęłam i odłożyłam
słuchawkę.Miałam strasznego moralniaka, poszłam do łóżka, ze wstydu nakryłam
się cała z głową.
Taki wstyd, już nigdy nie zadzwonię, więcej nie piję, tak sobie obiecywałam jadąc
do pracy.

Re: MOŻE będzie romantycznie, zobaczymy.

Napisał(a): Gość -

Musiało być coś głupiego w mojej gębie, bo mój Szef poprosił mnie do
swojego gabinetu.To był ten etap mojego życia, że co powie Szef , to święte.
Milenko /tak mam na mię/ obserwuję cię od jakiegoś czasu, powiedz, czy byś
chciała poprowadzić sama, na początek jakiś mały projekt , pod moim okiem,
co Ty na to, zapytał.
Myślałam, że spadnę z krzesła, byłam uszczęśliwiona.Szefie, powiedziałam, wszystko,
co mi dasz, zrobię najlepiej jak umiem.Uśmiechnął się mój Szef, jasne, jak umiesz,
teraz to wiem, nie powiedział jednak nic, uwierzył we mnie, a to było dla mnie
najważniejsze.
Zwykle, jak miałam jakiś powód do radości, była moja ciocia, teraz komu miałam
powiedzieć, że jestem nareszcie zadowolona.
Wieczorem usiadłam z mlekiem przed radiem, był inny prowadzący, też fajny, ale nie
tamten, to nawet dobrze, ten nie zna mojego występu na żywo, minęło parę dni..
Musiałam się z kimś podzielić moim sukcesem zawodowym, oczywiście bez
szczegółów, ale piałam z radości.W ' prezencie' dostałam jakąś piosenkę.
Tym razem nie musiałam chować się pod kołdrę, jakoś dochodziłam do siebie
dalej cierpiałam, ale czas...
Była sobota, poszłam jak zwykle odwiedzić moich drugich rodziców, zawsze szłam
rano, musiałam z nimi porozmawiać, nie mógł mnie przecież nikt widzieć jak
rozmawiam do ..Wracając zrobiłam zakupy na cały tydzień i bez pośpiechu wróciłam
do domu.To radio mnie ciągnęło.Znowu słuchałam, tym razem prowadzącym był
Kostek, tak zawsze się przedstawiał, tym swoim niskim , ciepłym głosem.
Miałam nostalgiczny nastrój wahałam się, a jak mnie pozna po głosie, wstyd, nic
mogę się wyprzeć.Tym razem tematem przewodnim była przyjaźń, w szeroko pojętym
znaczeniu.Najczęściej ludzie uskarżają się, w końcu takie audycje chyba po to są,
ale czasem dzwonią ludzie szczęśliwi, którzy mylą temat przyjaźni z miłością.
Jeżeli opowiadają fajnie, Kostek nie przerywa, jak smęcą, delikatnie naprowadza
na właściwy tor.Puszcza wtedy muzykę, a z takimi rozmawia poza anteną.
Nie dzwoniłam, bo temat przyjaźni..no nie, na ten temat nie miałam nic do powiedzenia.
Widocznie takich jak ja było więcej, bo Kostek zaczął opowiadać sam..
Mówił pięknie , łapało za serce..W pewnym momencie usłyszałam , słuchasz mnie
dziewczyno tańcząca, jak słyszysz, to zadzwoń, powiedz chociaż, czy podobała
ci się piosenka, którą ci wtedy puściłem, posłuchaj jeszcze raz, a potem zadzwoń.

Re: MOŻE będzie romantycznie, zobaczymy.

Napisał(a): Gość -

Akurat, zadzwoń, znowu wyjdę na przygłupa, mowy nie ma.Już raz się
popisałam, wystarczy.Skończyła się piosenka, no , dlaczego nie dzwonisz,
powiedział, aż podskoczyłam, do mnie to mówi, nie możliwe, ale Kostek dalej
mówi, no dobrze, puszczę Coś co sam bardzo lubię, coś, co nie starzeje się
będzie zawsze, posłuchajcie, a ty zadzwoń, puścił Metallicę, uwielbiam ten
zespół.A co mi tam, zadzwoniłam, pochwaliłam za doskonały gust muzyczny,
nagle nie usłyszałam się w przyciszonym radiu, tak leciała muzyka, a Kostek
mówił do mnie prywatnie, bez mikrofonu.Długo kazałaś na siebie czekać, powiedział.
Przepraszam, ale musisz mnie z kimś mylić. Dość często mi się to zdarza , że ludzie
mnie biorą za kogoś innego.
Zaczął się śmiać, nie nie mylę , wiem, że to Ty.Dzwoniłaś tu już, mamy przecież nagrania.
Ale ja nie o tym.Mam teraz Twój numer telefonu, mogę do ciebie zadzwonić, zapytał.
Ja zwykle w takich sytuacjach głupieję, a po co, zapytałam bardzo inteligentnie.

Re: MOŻE będzie romantycznie, zobaczymy.

Napisał(a): Gość -

Mój dzień wyglądał tak, rano praca, która mnie wciągnęła, mój Szef był ze mnie
zadowolony, powierzał mi co raz to trudniejsze zadania , byłam z siebie bardzo
dumna, zostawałam w pracy czasami bardzo długo, przecież nigdzie się nie
spieszyłam, a wieczorami dzwonił do mnie Kostek.Kiedy prowadził program,
słuchałam, zawsze coś tam przemycił tylko dla mnie, muzykę, którą oboje lubimy,
a potem do późnej nocy rozmawialiśmy.Dlaczego tylko przez telefon, on nadawał
z innego, dość odległego miasta, on pracował, ja pracowałam, jakoś o tym jeszcze
nie myślałam.Tak było dobrze.
Tak sobie gaworzyliśmy, on opowiadał o sobie, ja o sobie, planowaliśmy spotkanie
w jakimś bliżej nie określonym terminie.Dlaczego tak, nie wiem, nie potrafię tego
ani wytłumaczyć, ani zrozumieć, oczywiście teraz nie potrafię, bo wtedy ..sama nie wiem.
Miałam tylko pracę i tego telefonicznego , no kogo, przyjaciela, kolegę, stawał mi
się bliski, ja jemu też, tak mówił, to dlaczego nie doszło wtedy do spotkania..
Może uniknęła bym tych wszystkich moich zawirowań, problemów,ucieczki przed
erotomanem, maminsynka i ciągle cierpiącego Daniela, no i pare innych problemów
związanych albo pośrednio , albo bezpośrednio z moim zdrowiem.
Były oczywiście sukcesy zawodowe, wielka przyjaźń z moim Szefem i jego żoną...
Teraz jestem starsza , ale czy mądrzejsza, czy doświadczenia, zwłaszcza te złe, nauczyły
mnie czegoś..
Ludzie, którzy znają się tylko przez telefon...Wtedy wyjechałam na pierwszy samodzielnie
prowadzony projekt za granicę,no i co, poooszło.O tym już było.
Czas na teraźniejszość.

Re: MOŻE będzie romantycznie, zobaczymy.

Napisał(a): Gość -

Dobrze by było, żeby wymazać przeszłość z pamięci, jak z laptopa, wyczyść i nie ma.
Gdzieś tam te literki fruwają, ale mam czysto, posprzątane, można zaczynać wszystko
od początku.Ale życie , to nie net, tutaj działają inne mechanizmy.Wspomnienia, a na
wspomnienia może mieć wpływ czasem nic nie znaczący drobiazg, słowo, muzyka.
Staram się być realistką, ale jak popatrzę na nagłówek, który sama napisałam, mam
jakieś przeczucie, że to słowo "może"być złym zwiastunem romantyczności w tym
opowiadaniu.Dlaczego tak czarno to widzę.Może właśnie ten wyraz to nadzieja, że
jednak będzie..Ej, zaczynam filozofować.
Diabli mnie biorą, nie lubię czekać.Jest to jedna, z wielu moich wad, chociaż, ta cecha
może pobudzać do działania.Okres jesienny w firmie, to taki okres kończenia już
zaczętych projektów i planowanie, co dalej. To dalej,wymaga inwencji i pomysłów
całej załogi. Czasy jakie są, każdy widzi, zatem trzeba nie lada burzy mózgów,
aby mało realne stało się realne.Trzeba szukać nowych terenów, czyli północ i
wschód.Północ, poza moimi zainteresowaniami, ani samolot, ani prom, wiadomo
nie polecę i nie popłynę.Wschodnia granica szczerze mówiąc zupełnie mi nie
leżała..Akurat tu, mój Szef miał podobne zdanie, uważał, że tam pojadą faceci.
No to co ja , jednak muszę pokonać morze, , zaczynałam już się bać.
Oj te moje fobie..

Re: MOŻE będzie romantycznie, zobaczymy.

Napisał(a): Gość -

Trudno tak całkiem oderwać się od przeszłości , czasem sytuacje,te moje lęki, wracają
kolejka górska, Daniel niosący mnie na rękach wtuloną w jego płaszcz, całą drogę,
aż do samej góry, nie patrz, mówił ciepło, będziemy na miejscu, otworzysz oczy, tak,
dobrze pamiętam, czułam się w jego ramionach taka bezpieczna...Tak, ale teraz czeka
na mnie albo prom, albo samolot.I nie ma nikogo, kto mnie przeprowadzi przez ten
koszmar. Szef zna mnie i wie, że jeżeli sama się nie zdecyduję, to nic i nikt mnie nie zmusi.
I znowu wspomnienie, Szwed, który właściwie jest takim moim wstydliwym wspomnieniem,
ale właśnie on przylatywał do mnie samolotem, bez względu na pogodę.
Muszę się zdecydować, bo to, że za tydzień mam być w Szwecji , to już postanowiłam.
Samolot, tak , szybciej, bliżej do firmy, tylko ten mój strach.

Re: MOŻE będzie romantycznie, zobaczymy.

Napisał(a): Gość -

Wieczorem pakowałam ciuchy, a raczej segregowałam, na te, które muszę
mieć i te, które mogą się przydać.Tych , które mogą się przydać przybywa,
potem będą cięcia, póki co, przybywa.W mieszkaniu cicho, w sypialni gra
radio.Zaczęłam słuchać, znowu wspomnienie, ja się starzeję, co ze mną,
audycja na żywo, tak jak kiedyś, podeszłam nie, inna stacja, inne głosy, ale
tematy podobne.Miejsce nadawania audycji to samo, co kiedyś, ludzie
dzwonią, opowiadają, muzyka na życzenie, może zadzwonię, no i co zapytam
gdzie jest Kostek.Po takim czasie mogą nawet nie znać Kostka.Ale zaczęło
mnie ciekawić, co u niego, jak potoczyły się jego losy.Przecież nie zerwaliśmy
znajomości, po prostu tak się złożyło, że musiałam wyjechać, a on jednak mnie
nie szukał.No, opamiętałam się, nie zadzwonię.
Szef zawiózł mnie na lotnisko, byłam po dobrej dawce moich leków i dodatkowo
wzięłam coś na uspokojenie.
Dziwię się, że samolot wystartował, a potem wylądował ze mną na pokładzie.
Co mam napisać, że obsługa miała darmowy cyrk, no miała, jak wysiadałam,
jedna z dziewczyn powiedziała mi cicho, że prom będzie dla mnie lepszym
rozwiązaniem.Było mi wszystko jedno, ważne, że stałam na ziemi, a to, co o mnie
mówią było mi serdecznie obojętne.

Re: MOŻE będzie romantycznie, zobaczymy.

Napisał(a): Gość -

Ze względów, powiedzmy ekonomicznych, mieszkałam w hoteliku, a raczej
pensjonacie blisko firmy, z która mam współpracować, za to dość daleko od centrum.
Mam trochę wyobraźni, nie oczekiwałam cudów, ale było to takie miasteczko zapomniane
przez Boga, ciche, nudne zatem też smutne.Miałam zapewniony samochód służbowy,
poza tym miałam znowu pracować z ludźmi, których muszę przekonać, że młody wiek,
nie oznacza głupoty.Kobiety na stanowiskach kierowniczych w tym kraju nie jest niczym
dziwnym, tyle, że Szwedki są takie......szwedzkie.Nie będę się przeobrażać w poczwarkę,
żeby zaczęto traktować mnie poważnie.Trochę wiedziałam od "mojego" Szweda,czasem
zdążył mi coś opowiedzieć..Miałam gotowy plan, działać szybko, realizować i wracać.
Nie podobało mi się tu nic, ani ludzie, ani otoczenie, zwyczajnie chcę szybko wracać.
Chyba wolę jechać do Rosji, Gruzji, byle stąd .
« Wróć do tematów
Użytkownicy poszukiwali
  • jak powiedzieć po hiszpańsku czym się strułeś tym się lecz
Do góry strony: MOŻE będzie romantycznie, zobaczymy.