Odpowiadasz na:
Oj co to się działo ile śniegu napadało i jak to się skończyło Przeczytaj .

~stevn
Temat dodał(a):
~stevn -
Dnia 19 grudnia 2017 r. wyjechałem z Krakowa wieczornym pociągiem, idącym do Warszawy . Było nas dwudziestu czterech podróżnych, samych mężczyzn, bez kobiet i dzieci. Byliśmy wszyscy w wybornych humorach i wkrótce pozawieraliśmy między sobą przyjemne znajomości. Podróż zapowiadała się szczęśliwie i nikt z nas, jak sądzę, nie przeczuwał okropności, jakie nas czekały. Około jedenastej wieczorem zaczął sypać śnieg. Po przejechaniu niewielkiej osady Jędrzejów ,wjechaliśmy w las , która rozciąga się bezkresnym pustkowiem aż w stronę na Chęciny . Wiatr, nie zatrzymywany żadnymi wzgórkami ani drzewami, dął wściekle przez leśne dukty , rzucając śniegiem jak pianą rozpryśniętą ze wzburzonych bałwanów. Śnieg gęstniał z każdą chwilą, a ze zwalniającego stopniowo biegu pociągu wnosiliśmy, że Lokomotywa Elektryczna przekopuje się z coraz większą trudnością. Chwilami nawet przystawaliśmy zupełnie przed wielkimi zaspami, które przewalały się przez tor kolejowy na kształt olbrzymich mogił. Rozmowa zaczęła się rwać. Zamiast wesołości zapanowała powaga i niepokój. Wszystkim nasunęło się na myśl prawdopodobieństwo zagrzebania w śniegu wśród szczerego pola , o dzie­siątki kilometrów od ludzkich osiedli , i wszystkimi umy­słami owładnęło przygnębienie. Około drugiej w nocy obudziło mnie z niespokojnej drzemki uczucie, że ustał wszelki ruch. Od razu po­jąłem okrutną prawdę: byliśmy uwięzieni w zaspie śnieżnej ! „Wszystkie ręce do pomocy!" Każdy skoczył na to wezwanie. Wybiegliśmy i w burzliwą noc, w nie­przejrzane ciemności, w (wirujące tumany śniegu, na wściekłe podmuchy wiatru, wybiegliśmy czując, iż chwila jeszcze, a zginiemy wszyscy. Odgarnialiśmy śnieg, czym się dało: rękami, łopatami, deskami, wszystkim, co tylko było pod ręką. Dziwny to był i posępny widok, ta gromada oszalałych ludzi wal­czących ze śniegiem, który walił zewsząd, po części zanurzonych w głębokiej ciemności, po części oświe­tlonych ponurym blaskiem reflektorów lokomotywy Elektrycznej . Godzina wystarczyła, aby przekonać nas, jak bez­owocne były nasze wysiłki. W czasie, w którym zdo­łaliśmy usunąć jedną zaspę, wicher naniósł nam dzie­sięć nowych. Co gorsza, odkryliśmy, że przy ostatnim ataku na nieprzyjaciela został uszkodzony ten hak pobierający prąd z lini energetycznej , gdyby więc nawet otworzyła nam się wolna droga, pozostalibyśmy bezradni. Strudzeni i zgnębieni do ostatka, powróciliśmy do wagonu. Zgromadzeni do­koła pieców, zaczęliśmy na serio rozważać położenie. Nie mieliśmy ze sobą żadnych zgoła zapasów i to martwiło nas najbardziej. Nie groziło nam zmarznię­cie, gdyż pociąg posiadał akumulatory które nas ogrzewały , i to było dla nas jedyną pociechą. Zakończyliśmy dysku­sję, zgadzając się z uwagą konduktora, który rzekł, że byłoby szaleństwem (wędrować pieszo pięćdziesiąt kilometrów po takim śniegu. Nie mogliśmy posłać po pomoc, a choćbyśmy posłali, nie zdałoby się to na nic. Musieliśmy tedy ulec i oczekiwać, o ile możności cierpliwie, na ratunek lub śmierć głodową. Sądzę, że najmężniejsze nawet serce zdrętwiało w chwili, gdy wyrzeczone te słowa. Po upływie dalszej godziny rozmowa ograniczała się już tylko do przyciszonych szeptów tu i ówdzie po kątach wagonu, tłumionych chwilami głośniejszym po­świstem wiatru; lampy przygasły; większość skazań­ców usunęła się w niepewny półmrok, ażeby rozmy­ślać, zapomnieć o teraźniejszości, zasnąć, o ile im nerwy na to pozwolą. Nareszcie minęły wlokące się wolno godziny tej strasznej nocy, która zdawała się nam wiecznością, i na wschodzie zaświtał chłodny, szary ranek. CDN

Piszesz jako

...a zalogowani dostają więcej. lub załóż konto pocztowe Interii

To zajmie tylko chwilę

Aby założyć unikalne konto na Forum, zarejestruj zupełnie darmową pocztę Interia.pl, wybierz nick i ciesz się nowymi nieograniczonymi możliwościami! Ciekawe dyskusje już na Ciebie czekają.Pomoc
4000 znaków do wpisania

Treść

Opisz własne doświadczenia, zadaj pytanie lub podziel się swoimi spostrzeżeniami.Twój wpis będzie ciekawszy, jeśli dodasz do niego zdjęcie i wideo.Odpowiadając w dyskusji, pamiętaj o kulturze wypowiedzi i przestrzeganiu regulaminu Forum.

przepisz kod z obrazka
Gość

Podsumowanie tematu - najnowsze 2 odpowiedzi

INTERIA.PL

Re: Oj co to się działo ile śniegu napadało i jak to się skończyło Przeczytaj .

Napisał(a): ~szmira -

Bzdury, szkoda czasu na czytanie takich bzdetów.

Re: Oj co to się działo ile śniegu napadało i jak to się skończyło Przeczytaj .

Napisał(a): ~stevn -

Dnia 19 grudnia 2017 r. wyjechałem z Krakowa wieczornym pociągiem, idącym do Warszawy . Było nas dwudziestu czterech podróżnych, samych mężczyzn, bez kobiet i dzieci. Byliśmy wszyscy w wybornych humorach i wkrótce pozawieraliśmy między sobą przyjemne znajomości. Podróż zapowiadała się szczęśliwie i nikt z nas, jak sądzę, nie przeczuwał okropności, jakie nas czekały.
Około jedenastej wieczorem zaczął sypać śnieg. Po przejechaniu niewielkiej osady Jędrzejów ,wjechaliśmy w las , która rozciąga się bezkresnym pustkowiem aż w stronę na Chęciny . Wiatr, nie zatrzymywany żadnymi wzgórkami ani drzewami, dął wściekle przez leśne dukty , rzucając śniegiem jak pianą rozpryśniętą ze wzburzonych bałwanów. Śnieg gęstniał z każdą chwilą, a ze zwalniającego stopniowo biegu pociągu wnosiliśmy, że Lokomotywa Elektryczna przekopuje się z coraz większą trudnością. Chwilami nawet przystawaliśmy zupełnie przed wielkimi zaspami, które przewalały się przez tor kolejowy na kształt olbrzymich mogił. Rozmowa zaczęła się rwać. Zamiast wesołości zapanowała powaga i niepokój. Wszystkim nasunęło się na myśl prawdopodobieństwo zagrzebania w śniegu wśród szczerego pola , o dzie­siątki kilometrów od ludzkich osiedli , i wszystkimi umy­słami owładnęło przygnębienie.
Około drugiej w nocy obudziło mnie z niespokojnej drzemki uczucie, że ustał wszelki ruch. Od razu po­jąłem okrutną prawdę: byliśmy uwięzieni w zaspie śnieżnej ! „Wszystkie ręce do pomocy!" Każdy skoczył na to wezwanie. Wybiegliśmy i w burzliwą noc, w nie­przejrzane ciemności, w (wirujące tumany śniegu, na wściekłe podmuchy wiatru, wybiegliśmy czując, iż chwila jeszcze, a zginiemy wszyscy. Odgarnialiśmy śnieg, czym się dało: rękami, łopatami, deskami, wszystkim, co tylko było pod ręką. Dziwny to był i posępny widok, ta gromada oszalałych ludzi wal­czących ze śniegiem, który walił zewsząd, po części zanurzonych w głębokiej ciemności, po części oświe­tlonych ponurym blaskiem reflektorów lokomotywy Elektrycznej .
Godzina wystarczyła, aby przekonać nas, jak bez­owocne były nasze wysiłki. W czasie, w którym zdo­łaliśmy usunąć jedną zaspę, wicher naniósł nam dzie­sięć nowych. Co gorsza, odkryliśmy, że przy ostatnim ataku na nieprzyjaciela został uszkodzony ten hak pobierający prąd z lini energetycznej , gdyby więc nawet otworzyła nam się wolna droga, pozostalibyśmy bezradni. Strudzeni i zgnębieni do ostatka, powróciliśmy do wagonu. Zgromadzeni do­koła pieców, zaczęliśmy na serio rozważać położenie. Nie mieliśmy ze sobą żadnych zgoła zapasów i to martwiło nas najbardziej. Nie groziło nam zmarznię­cie, gdyż pociąg posiadał akumulatory które nas ogrzewały , i to było dla nas jedyną pociechą. Zakończyliśmy dysku­sję, zgadzając się z uwagą konduktora, który rzekł, że byłoby szaleństwem (wędrować pieszo pięćdziesiąt kilometrów po takim śniegu. Nie mogliśmy posłać po pomoc, a choćbyśmy posłali, nie zdałoby się to na nic. Musieliśmy tedy ulec i oczekiwać, o ile możności cierpliwie, na ratunek lub śmierć głodową. Sądzę, że najmężniejsze nawet serce zdrętwiało w chwili, gdy wyrzeczone te słowa. Po upływie dalszej godziny rozmowa ograniczała się już tylko do przyciszonych szeptów tu i ówdzie po kątach wagonu, tłumionych chwilami głośniejszym po­świstem wiatru; lampy przygasły; większość skazań­ców usunęła się w niepewny półmrok, ażeby rozmy­ślać, zapomnieć o teraźniejszości, zasnąć, o ile im nerwy na to pozwolą. Nareszcie minęły wlokące się wolno godziny tej strasznej nocy, która zdawała się nam wiecznością, i na wschodzie zaświtał chłodny, szary ranek. CDN

Reklama