80
ppt
Ten temat ma:
  • Wyświetleń2 tys.
  • Odpowiedzi56
  • Ocen na +0
80 ppt ?

Pamiętnik... (57)

pokaż odpowiedzi chronologicznie | od najwyższej oceny

Re: Pamiętnik...

Napisał(a): Gość -

Jeśli wam się wydaje że potem wszystko poszło gładko, to muszę was wyprowadzić z błędu. Nie bym był wariatem którym jestem gdybym nawet tak prostych sytuacji nie pokomplikował. Okazało się że Iza pół roku temu zostawiła tą prace, a teraz do niej wróciła. Z technicznego punktu widzenia była moim zwierzchnikiem, a właściwie nauczycielem bo to u niej miałem mieć niektóre szkolenia. A co w tym wszystkim najgorsze okazało się że Patrycja jest jedną z jej najlepszych koleżanek, musze poznać że dobrały się jak w korcu maku. No i Patrycja nie była by sobą gdyby zupełnie o to nie proszona podjęła się roli swatki, tak jak byśmy potrzebowali swatania…
Już dnia następnego wyszło szydło z worka. Gdy z samego rana Patrycja z cwaniackim uśmieszkiem na ustach, stwierdziła:
- Byłam wczoraj z Izą na kawie…
A ja na to:
- Szczęściara z ciebie, też bym tak chciał.
- No to ją zaproś, myślę że ci nie odmówi…
- Hmmm…
- Wymaglowała mnie o ciebie tak że mi zaschło w ustach.
Pokręciłem tylko głową.
- Ehhh baby baby. Mam nadzieję że jej nie nakłamałaś że jestem dobrym i wrażliwym facetem czy coś w tym guście.
- Nakłamałam, Nakłamałam. Powiedziałam że jesteś najfajniejszym facetem jakiego w życiu spotkałam nie licząc mojego Michała. I że się nawet zastanawiałam czy czasem Michała nie zostawić dla ciebie – po czym pokazała mi język.
- No to wpadłem jak śliwka w kompot. Jutro przyjdę do pracy w stroju klauna. – po czym zamilkłem.
Ale nie tak na chwilę, prawda jest taka że stałem się milczący i małomówny na wiele dni.
Co do Izy efekty kawy z Patrycją były widoczne jak na dłoni, była u fryzjera i jej piękne włosy stały się lekko falowane, do pracy przyszła w mini, eksponując swoje zgrabne nogi tancerki, którą później okazało się że jest. Jej biurko było nie daleko mojego tak więc mogłem ją podziwiać do woli i wzdychać Ahhh Ohhh Ehhhh.
Między nami było tyle chemii że głowa boli, gapiliśmy się na siebie non stop. Najlepsze jest to że póki co nie zmieniliśmy z sobą ani słowa, ba! Nawet nie zostaliśmy sobie przedstawiani.
Czego Patrycja nie omieszkała naprawić już w trakcie pierwszego śniadania, zwyczajnie stwierdziła że idziemy na śniadanie, a jak doszliśmy do jadalni to okazało się że Iza już tam jest i czeka… Boże ratuj!!!!!
No i nie uratował, zostaliśmy sobie przedstawieni po czym usiedliśmy w trójkę przy stoliku, jako że Patrycja załapała że gaduły dzisiaj ze mnie nie będzie szybko przejęła pałeczkę, rozmawiała głównie z Izą a ja tylko przytakiwałem, i zmuszałem się do jedzenia na które wcale nie miałem ochoty. Iza natomiast rozmawiając z Patrycją jakimś cudem patrzyła nie w jej ale moje oczy, przez co miałem spore problemy z połykaniem, chwilami nawet zapominałem oddychać.
INTERIA.PL

Re: Pamiętnik...

Napisał(a): Gość -

No cóż! Moi kochani jak może się czuć ofiara babskich machinacji? No kto mi odpowie? Co? Przynajmniej tyle że machinantkami były nieziemsko piękne baby. Izie to wystarczyło by na czole namalować kropkę i mieli byśmy Hinduską gwiazdę prosto z bollywood.
Ciekawostką wyglądu Izy był ostry makijaż na policzkach, widać że bardzo się starała ukryć blizny po ostrej formie trądziku, co mi wydawało się zbędne bo uważam że jej blizny są sexi jak diabli i miałem ochotę je wszystkie wycałować. I jest druga rzecz w świetle słonecznym jej oczy okazały się bardzo ciemno brązowe o regularnych, promienistych siatkówkach, totalny oryginał! Istny cud!
Dowiedziałem się że za dwa dni będę miał z Izą szkolenia, tragedia, najlepiej zrobię rzucając się pod pociąg, uniknę tych szkoleń i będzie git!
Polskie pociągi wiecznie się spóźniają a mi się nie chciało czekać na tej śmierdzącej stacji więc nic nie pozostało jak pójść na indywidualne szkolenie z Izą, taki z obsługi oprogramowania istna rzeźnia nr 5.
Na szkoleniu Jaskółka była ubrana w niebieską sukienkę mini i kozaczki nad kolana, nie chciało mi się słuchać tych bzdur mimo że mi tak ładnie i rzeczowo je tłumaczyła, a siedzieliśmy tak blisko siebie że nie mogłem uciec od jej zapachu, nic mi nie pozostało jak słuchać w skupieniu i kiwać głową. Musiałem wyglądać wtedy jak zbity kijem pies…
Pod koniec wykładu się nie powstrzymałem, jako że na biurku leżał czerwony marker to go podniosłem. I powiedziałem:
- Poczekaj. Proszę nie ruszaj się przez chwilę – delikatnie ją objąłem lewym ramieniem, jejku rety wcale się nie cofnęła, tyle że potem zaczęła calutka drżeć. I narysowałem jej na czole symetryczne kółeczko koloru czerwonego. Po czym stwierdziłem:
- Tak jest znacznie lepiej.
A ona nic, patrzy tymi błyszczącymi oczętami i nie robi absolutnie nic…
- Czyli koniec szkolenia? – spytałem. A ona:
- Tak koniec. Masz jakieś pytania?
- Nie nie mam. No to pójdę, całusy pa pa.
Wstałem i zacząłem odchodzić. A ona:
- Stój! A obiecane całusy?
- Hmmm – tradycyjnie nic nie byłem w stanie powiedzieć bo mnie zatkało. Typowy głupi but czyli ja…
A Jaskółka nie zmyła tej kropki do końca dnia…

Re: Pamiętnik...

Napisał(a): Gość -

- Nie chcę być nachalna ale ostatnio strasznie przeginasz i mnie to drażni – Stwierdziła Patrycja mierząc mnie poważnym wzrokiem, co ja skwitowałem moim:
- Hmmm…
- Nie hymmmaj mi tu tylko mów do mnie! Gdybym wiedziała że dam radę cię trafić, już dawno walnęła bym cię krzesłem w ten głupi łeb!
- To chociaż sprecyzuj pytanie. Nie rozumiem o co ci chodzi,
- Cztery dni temu nagle się zaciąłeś, przestałeś się do kogokolwiek odzywać nie pytany, w stosunku do Izy zacząłeś zachowywać się jak zakochany nastolatek, co było nawet słodkie i kochane, i jej się to bardzo podobało. Człowieku ona jest bardzo nieśmiała…
- Wiem że jest nieśmiała – przerwałem jej - i wiem że w związku z tym muszę się bardzo pilnować by jej nie sprawić przykrości, a ku woli ścisłości zachowywałem się jak pryszczaty zakochany nastolatek.
- Co? Dlaczego pryszczaty? Gdy mówisz zgadywankami oznacza że analizujesz coś ważnego, wytłumacz. Powtarzam mów do mnie!
- Nie wiem czy zwróciłaś uwagę na te drobniutkie blizny na buzi Izy, prawie ich nie widać.
- Tak zwróciłam, to po trądziku, ale nadal nie rozumiem.
- Ona miała ostrą formę trądziku, nie pojedyncze pryszcze tylko dosłownie pryszcz na pryszczu, nie wiem ile miała dokładnie lat, ale to było na pewno wtedy gdy wygląd dla dziewczyny to jeden z najważniejszych wyznaczników samooceny.
- Do czego zmierzasz.
- Do niczego, odpowiadam ci tylko na pytanie.
- No i co to ma wspólnego z twoim zachowaniem pryszczatego nastolatka?
- Kurde niby takie z was dwie zajebiście rozumiejące się sikorki, a nie zwróciłaś nigdy uwagi na to co o sobie myśli twoja najlepsza koleżanka?
- Hmmm – ha ha ha Patrycja zaczyna hymmać tak jak ja. – fakt nigdy nie zastanawiałam się nad przyczyną jej kompleksów, zawsze uważałam że z tym przesadza przecież ona jest tak atrakcyjna że faceci oglądają się za nią na ulicy.
- Za tobą też mądralo.
- Bo jak cię zaraz walne!
- To walnij, nie krepuj się, może ci ulży.
No i walnęła mnie w ramę, nawet mnie zabolało!
- Ulżyło?
- Nie ulżyło boś nawet nie mrugnął, a mnie teraz ręka boli. Tłumacz dalej.
- Te schizy z młodości tak naprawdę z Jaskółki nigdy do końca nie wywietrzały, dlatego tak desperacko codziennie rano próbuję ukryć te blizny pod makijażem. A ona nawet nie zdaję sobie spawy że one obecnie stały się tak drobniutkie że ich prawie nie widać. To zachowanie nastolatka z mojej strony było spontaniczne, przecież ona jest troszeczkę taką nastolatką, to widać szczególnie w sytuacjach gdy się czymś zakłopota. Jest wtedy tak kochana że głupotą było by jej nie kochać…
- Ale ty jesteś, czy cokolwiek uchodzi twojej uwadze?
- Pewnie że uchodzi.
- Ciekawe kiedy?
- Gdy nie patrzę…
- Hmmm…
- Patrycja
- Tak słucham.
- Zaczęłaś hymmać tak jak ja.

Milczenie…

Re: Pamiętnik...

Napisał(a): Gość -

Po kilku minutach okazało się że Patrycja nie odpuści:
- Jak na faceta który potrafi w pięć minut poderwać laskę w tancbudzie, to się strasznie z Izą patyczkujesz wiesz.
- Teraz to ty wytłumacz o co ci chodzi.
- Widziałam. Obserwowała cię wtedy, jak zagadałeś tą kopię młodej Kylie Minogue. Nie wypiłam nawet dwóch łyków drinka a wy już tańczyliście jak parka kilkuletnim stażem.
- Ty szpiegu, musiało ci się wtedy strasznie nudzić.
- Nudziło mi się to fakt. Najdziwniejsze jest to że zostawiłeś ją wtedy z drinkiem przy barze. Pożegnałeś się z nami i jak gdyby nic wyszedłeś z klubu. Wariat, przecież lepiliście się do siebie że aż miło było na was patrzeć. Czy wiesz jaką ona miała nieszczęśliwą minę jak zniknąłeś?
- Domyślam się, ale mówi się trudno, bardzo złym patentem na zakończenie kłótni z chłopakiem jest pójście do klubu by się pocieszać w ramionach innego zupełnie obcego faceta. Gdyby o po to tam nie przyszła, nie poszło by mi z nią tak łatwo. Widziałem że jest z nią coś nie tak, więc do niej podszedłem. No ale bywa, czasem można źle trafić, takie jest życie. Po za tym to była naturalna blondynka i to się nie liczy. No i lubię Kylie ale i tak o niebo wolę Nicole Scherzinger.
- Ha ha ha podobna jest co?
- Eeeetam Jaskółeczka jest dużo piękniejsza, chodzi mi o to że to ten sam typ urody.
- Hmmm…
- Patrycja.
- Tak?
- Proszę nie hymmaj mi tu.
- A niby dlaczego?
- Chodzi mi o moje prawa autorskie...

Milczenie…

Re: Pamiętnik...

Napisał(a): Gość -

Po kilku minutach znowu:
- Co ty masz za problem z blondynkami, dlaczego ty je tak dyskryminujesz?
- Ja dyskryminuję blondynki? Chyba cię pogięło, moją pierwszą miłością była blondynka, raz nawet żyłem z pewną blondynom, nawet teraz potajemnie podkochuje się w pewnej blond piękności gdy ona na mnie nie patrzy. Blondyny się we mnie najszybciej zakochują dlatego ja tak…
- Ja ci dam, wszystko powiem Izie!
- To gadaj szpiclu jeden, tak jak by mi to robiło jakąś różnice.
- Gadaj która to, Paulina tak?
- A gdzie tam Paulina, czy ty dzisiaj coś piłaś?
- Gadaj bo pożałujesz!
- Głuptasie to w tobie się podkochuję, chcesz to idź naskarż Izie…
- Ale…
- Nie ma żadnego ale, co ty myślisz że nie wiem że jesteś naturalną blondyną? Zdradzają cię oczy. Ty myślisz że jakie jest prawdopodobieństwo by brunetka miała szarobłękitne oczy co?
- Nie wiem.
- To się dowiedz. Zresztą po to by nie było ci widać odrostów, musisz bardzo często farbować włosy, szatynki nie muszą tak często tego robić, no i po każdym farbowaniu odrobinę zmienia ci się odcień. Co ci strzeliło do głowy by być brunetką? Jak się zorientowałem że tak diametralnie zmieniłaś kolor włosów od razu pomyślałem że z ciebie to dopiero jest ziółko. Miliony dziewczyn chcą być blondynkami a ty robisz na odwrót. Ehhhh
- Ostatnio myślałam by powrócić do naturalnego koloru włosów ale przeraża mnie perspektywa odrostów.
- Wiadoma sprawa. I jak pójdziesz do Jaskółki na skargę?
- Hmmm

Milczenie…

Re: Pamiętnik...

Napisał(a): Gość -

Po kilku minutach:
- No dobra zachowanie, nastolatka to teraz rozumiem ale o co chodzi z tą akcją wczoraj, rano przyszedłeś do pracy z taką miną że się przestraszyłam, bryła lodu… Na początku myślałam że to może chodzić o to że opowiedziałam o tobie Izie, no bo przecież obiecałam ci, że nie będę o tobie tutejszym dziewczynom opowiadać. No ale Iza to szczególny przypadek. Potem myślałam że to może znowu naszły cię myśli o tej jędzy. A potem zupełnie zgłupiałam.
- Nie no, Iza to megawyjątkowy przypadek, możecie sobie o mnie plotkować ile chcecie. O mojej ex już wcale nie myślę to zasługa Jaskółki, która jest przecież aniołem a nie zwykłą dziewczyną. Zresztą popatrz sama.
A było na co patrzeć bo Jaskółeczka stukając obcasami wracała do swojego biurka, dzisiaj ubrała małą czarną i fajowe kozaczki. Wyglądała tak apetycznie że nawet nie wiem jak to opisać…
- No patrzę i widzę Izę, Iza to Iza…
- Eeeeetam nie widzisz tych złotych skrzydeł?
- Aaaaaaaa o skrzydła ci chodzi, wiadoma sprawa nikt nie ma takich skrzydeł jak Iza…
- Mówiłaś że zgłupiałaś, kiedy zgłupiałaś?
- Jak to kiedy? Gdy przyniosłeś te kwiaty, człowieku bukiet z trzydziestu dziewięciu czerwonych róż, policzyłyśmy ile ty musiałeś na nie wydać. Jesteś walnięty… Jak cię zobaczyłam z tym bukietem w jednej ręce i tym ogromnym wazonem pod pachą to myślałam że spadnę z krzesła. Jako że pojechałeś z Paulinom do kontrahentów, to nie miał nas kto odwieźć, więc zadzwoniłam po Michała, by przyjechał. Bukiet musiałyśmy wynosić we dwie tak samo wazon, ty masz ale krzepę, niosłeś to od tak sobie, do tego uśmiechałeś się od ucha do ucha. I ten wiersz, Iza była cała w skowronkach. Nie wiedziałam że piszesz wierszę…
- Jeszcze mało o mnie wiesz, zresztą to był mój pierwszy wiersz od bardzo dawna. Te kwiaty to musiałem skupować w trzech kwiaciarniach, bo w każdej mieli takich róż po kilka do kilkunastu. A wazon musiałem też kupić by mieć w czym ustawić bukiet.
- Dlaczego tych róż jest 39.
- To ilość kroków.
- Co?
- Ilość kroków Jaskółki.
- Jakich kroków?
- Gdy się zorientowałem że Jaskółka przez mój sposób bycia, zrobiła się bardzo smutna to poczułem wyrzuty sumienia i zdecydowałem się coś z tym zrobić. Jako że w pewnym momencie wstała i ze spuszczoną głową szła do łazienki, zauważyłem że bezwiednie liczę jej kroki było ich właśnie 39. Zamiast na śniadanie poszedłem po kwiaty, a w drodze ułożyłem wiersz. Gdy wróciłem podarowałem jej to i to, powiedziałem że jest piękna, mądra, kochana wspaniała, zajebista, idealna etc. więc nie powinna się o nic martwić i wszystko jest OK. Po czy ją przytuliłem, pocałowałem w czoło i wróciłem do pracy. A Jaskółeczka w końcu się uśmiechnęła. Więc było warto…
- Oj ty. Ona cię naprawdę bardzo lubi, wiesz nawet prze ciebie zaczęła nosić krótkie sukienki, przedtem robiła to bardzo rzadko.
- To akurat przez ciebie, to ty jej powiedziałaś że lubię jak dziewczyna ma zgrabne nogi, a jej nogi to prawdziwe dzieło sztuki.
- Oj ty Oj ty łobuzie jeden – zaśmiała się Patrycja.
- I wiesz co?
- Nie, nie wiem.
- Z tymi sukienkami to trafiłyście w dziesiątkę.
- hmmm

Milczenie...

Re: Pamiętnik...

Napisał(a): Gość -

Milczenie dla odmiany przerwała Iza która do mnie podeszła i z rozbrajającym uśmiechem powiedziała zdrobnienie mojego imienia, poczułem się bardzo wyróżniony… Po czym dodała:
- Dziękuje za kwiaty i za wiersz, to najwspanialszy prezent urodzinowy jaki w życiu dostałam.
Zgłupiałem zupełnie, jakie urodziny, ona miała urodziny a je nic o tym nie wiem! Obdarowałem Patrycje spojrzeniem mówiącym: „Czeka cię pranie dupska!”. Patrycja zbladła odrobinkę. Odwróciłem się do Jaskółeczki, i powiedziałem:
- Nie ma za co, cała przyjemność po mojej stronie, przepraszam że tych kwiatów było tak mało ale nie mieli więcej w kwiaciarni.
- ha ha ha ha… – Śmiech Jaskółeczki to najwspanialszy dźwięk na Świecie...
Gdy przestała się śmiać, powiedziała.
- Wiesz juro mam przyjęcie urodzinowe, chciałam cię na nie zaprosić. Przyjdziesz?
- Tak oczywiście Jaskółeczko, przyjdę niezawodnie.
Na co jaskółeczka uśmiechnęła się tak że aż ziemia zadrżała w posadach i powiedziała.
- No to super, bardzo się z tego powodu cieszę. Muszę teraz wrócić do pracy. Więc całusy pa pa.
Po czym się odwróciła i dała jeden krok. A ja:
- Stój! A obiecane całusy?
Odwróciła się, pochyliła i pocałowała mnie w policzek.

Gdy odeszła odwróciłem się z kamienną twarzą do Patrycji i spytałem:
- Kiedy Jaskółka miała urodziny?
A ona:
- Wczoraj.
- Dlaczego nic o tym nie wiem?
A Patrycja na to:

- Hmmm…

Re: Pamiętnik...

Napisał(a): Gość -

Wredotka leżą u mnie na ławie 4 książki, w tym dwie zaczęte a ja zaczynam poranek od kawy nad Twoim pamiętnikiem
(;
dobrego dnia dla czytających Ciebie i Szarotkę
Dziękuje za uznanie i przepraszam że tak rzadko tutaj coś wklejam ale inaczej nie da rady.
Życie...

Re: Pamiętnik...

Napisał(a): Gość -

Patrycja po swoim hmmm wyjaśniła mi że najzwyczajniej zapomniała powiedzieć mi o urodzinach Jaskółki, w sumie to nic się nie stało. A Izabela i tak dostała „urodzinowy prezent”, a liczyła pewnie tylko na życzenia. Inna sprawa że Patrycja wytłumaczyła że Iza nie chciała organizować urodzin, moja Jaskółka miała kryzys, albo raczej doła. Nie dopytywałem się Patrycji dlaczego, no bo domyślam się jego przyczyny, więc nie było sensu drążyć tematu. No i koniec końców ona jednak będzie obchodzić urodziny, a tą decyzję podjęła wczoraj wieczorem po pracy…
Tak na chłopski rozum to my z Jaskółką kojarzymy się tylko cztery dni, a znamy trzy. Uwaga Patrycji odnośnie mojego tępa w zbliżaniu się do kobiet które mi się podobają jest całkiem na miejscu, bo fakt potrafię dużo więcej nawywijać w dużo krótszym czasie niż takie cztery dni. Tyle że tak naprawdę to nic nie znaczy, jeśli chodzi o Jaskółeczkę to mi się nigdzie nie śpieszyło i nie śpieszy. Bo i po co? Wszystkie odpowiedzi mieliśmy obydwoje jak na dłoni, a otrzymaliśmy je w trakcie naszego pierwszego spojrzenia…
Jako że Patrycja się uspokoiła i skupiliśmy się obydwoje na pracy, to w chwilach wolnych, w milczeniu, mogłem pozwolić sobie na niesamowitą przyjemność, a zarazem zaszczyt podziwiania Jaskółki. I Bóg mi światkiem w Jaskółce jest co podziwiać, nawet dla innego, postronnego faceta ona jest atrakcyjna, a co dopiero dla mnie…
I najfajniejsze jest to, że mój podziw bardzo ale to bardzo jej odpowiadał…

Nasza sielanka trwała aż do południa, przerwała ją nie kto inny jak Patrycja, swoją drogą mająca pu temu pełne prawo… Jak by się kto Pytał dlaczego to napiszę najprościej jak umiem: Patrycja z uwagi na to jaka jest, ma do bardzo wielu rzeczy pełne prawo…
Stwierdziła:
- Miło cię widzieć w akcji, mam namyśli tak naprawdę zaangażowanego, a nie robiącego sobie jaja z rzeczywistości.
- Wypraszam sobie takie insynuacje, jestem człowiekiem a nie dziwolągiem na cyrkowym pokazie.
- Hmmm… Przepraszam źle mnie zrozumiałeś, cieszę się że przestałeś być cyniczny, zgorzkniały, i że najzwyczajniej jesteś szczęśliwy, po prostu cieszysz się życiem.
- To w takim razie ja przepraszam i dziękuję jednocześnie, mój obecny stan to w ogromnym stopniu twoja zasługa.
- Eeeetam gdybyś nie wiedział o co chodzi to byś nawet nie zauważył moich starań.
- Ale wiem i zauważyłem.
- Hmmm…
- Patrycja już ci mówiłem wiele razy że ty jesteś zajebista kobieta, więc proszę w końcu, Uwierz mi…
- Wypchaj się.
- A czym?
- Sianem,
- Hmmm – to było moje własne Hmmm, nareszcie!
- Jak ty to robisz?
- Co robie?
- Ja tak się staram a ty mi zawszę uciekasz!
- Nie zawsze. Ale fakt często uciekam. A nie wiem jak to robie, tak już mam i muszę z tym żyć. Ty też musisz.
Milczenie…
Po chwili:
- Od rana gapisz się na nią jak w święty obrazek, jak ty ją widzisz?
- Hmmm… W jakim sensie ją widzę?
- Jak widzisz jej urodę?
- To wdepnęłaś z tym pytaniem, we mnie jest tego tyle że nie jestem jeszcze w stanie o tym sensownie mówić, co najwyżej bełkotać, albo… Pisać wiersze.
- Twój wiersz o niej jest niesamowity.
- Nu ma. Szkoda że ci go dała przeczytać, on był tylko dla niej.
- Dlaczego szkoda?
- No bo on był tylko dla niej, tak jak te kwiaty, on kiedyś zwiędnie.
- Tak jak ona kiedyś zwiędnie, co?
- A gdzie tam nie rozumiesz, jak jeden wiersz zwiędnie to trzeba pisać nowy. I tak bez końca…
- Hmmm To co się stanie jak go nie napiszesz?
- Nic się nie stanie. Jeśli następnego wiersza nie napiszę to oznacza że trafiłem na niewłaściwą kobietę…

Re: Pamiętnik...

Napisał(a): Gość -

Moja pełna uroku sąsiadka postanowiła nie zgłębiać tematu wierszy pisanych tylko i wyłącznie dla kobiet które kochałem, albo mi się wydawało że kochałem. Więc mogłem się poświęcić przyglądaniu Jaskółce. Był taki moment gdy rozmawiała przez telefon i odwróciła się na fotelu w moim kierunku, po czym założyła nogę na nogę. WOW! Testosteron podskoczył mi chyba do maksymalnego poziomu, coś mi się wydaję że najzwyczajniej wywaliłem gały, na co ona się rozpromieniła i poczęstowała mnie takim uśmiecham że nie dało rady nie oddać jej uśmiechu równie promiennego jak ten jej. Nie odwracając się powiedziałem do Patrycji:
- Jaskółeczka ma niesamowicie bogatą mimikę twarzy, gdy się uśmiecha, uśmiechają się jej oczy, a nawet brwi, ona jest wspaniała.
- Obydwoje jesteście pod tym względem do siebie podobni, od jakiegoś czasu nie mogę się oprzeć wrażeniu że ty jesteś małym chłopcem któremu tylko psoty w głowie, ona też jest straszny dzieciuch, jest tylko dużo bardziej nieśmiała niż ty no i nie potrafi od tak sobie zmieniać sposobu bycia, tak jak ty to robisz. Masz naturalne zdolności aktorskie, wiesz.
- Ha ha ha obawiam się że nie. Nie potrafię od tak, na życzenie grać. Najzwyczajniej dostosowuję się do sytuacji, zawszę jestem sobą.
- No to jest was kilku w jednej osobie, mądralo.
- Eeeeetam jestem jeden, cały czas ten sam koleś. Może z tą różnicą że przy tobie czuję się dobrze i jestem bardziej spontaniczny niż normalnie. No i w większości kwestii rozumiemy się tak doskonale że nawet nie ma sensu ich omawiać. Ty i Jaskółeczka z przyczyn obiektywnych i od was niezależnych nie macie aż tak bogatego wachlarzu zachowań, ale to tylko mały szczegół.
- Fakt żadna w nas nie wygląda inaczej niż się zachowuje i do tego pod zachowaniem nie skrywa się jeszcze ktoś inny.
- Proszę sprecyzuj o co ci chodzi.
- Gdy cię pierwszy raz zobaczyłam to zobaczyłam dorosłego, wysokiego, barczystego, faceta o wyglądzie żołnierza czy może mafiosa, ewidentnie kogoś wysportowanego. Usiadłeś przedstawiłeś się, po czym spytałeś: „Kogo tu trzeba przelecieć by awansować?”. Zgłupiałam, ale grałam twardo i ci odpowiedziałam: „Pauline”. A ty: „Hmmm… Ona nie jest w moim typie więc będę musiał zadowolić się stanowiskiem szeregowego pracownika”. Wybuchłam śmiechem. W przeciągu trzech minut moja wizja ciebie zmieniła się trzy razy. Wiedziałam że będzie ciekawie z tobą pracować.
- Ha ha ha pamiętam, pamiętam. Co do tego co mówisz o sobie to się zgodzę, ty jesteś naprawdę spójna, ale Jaskółka już nie. Ona wygląda tak że jedna połowa facetów jest w stanie od tak sobie się w niej zakochać i mieć w związku z nią plany romantyczno-matrymonialne, a druga połowa natomiast chcę ją najzwyczajniej przelecieć. Natomiast większość kobiet jej tego wszystkiego zazdrości. A ona prawie nic z tego co się wokół niej dzieje nie widzi. Żyje tak troszkę na boku, żyje swoim życiem. Które daję głowę że jest bardzo ciekawe, tak jak jej osobowość. I o ironio prawe nikt tego jaka ona jest, najzwyczajniej nie widzi.
- Ale ty to widzisz…
A ja na to:
- Hmmm…
- Powiedz coś jeszcze o niej. Co jeszcze zdążyłeś zauważyć.
- Chcesz pełny opis czy krótką wersję?
- Krótką wersje.
- Jaskółeczka, jest wrażliwa i delikatna, rzadko się wzrusza ale za to bardzo… W pracy jest profesjonalistką i perfekcjonistką. Jest typem monogamistki, zawsze kocha tylko jednego faceta, jedyny rodzaj miłości jaką zna to taka przez zasiedzenie. Jak już komuś zaufa to się do niego bardzo przywiązuję, to się tyczy ludzi obydwu płci. W związku jest wierna i oddana, potrafi się naprawdę poświęcać.
- No to jakim cudem jest sama?
- Od jakiegoś czasu jest, w jej przypadku nie ma znaczenie czy dwa miesiące czy cztery lata. Długo była z kimś kogo zostawiła i na 80% ten facet ma na imię Jarek.

Re: Pamiętnik...

Napisał(a): Gość -

Patrycja spojrzała na mnie podejrzliwie i powiedziała:
- Rozmawiałeś z kimś na jej temat, tak?
- Tjaaa Ja i tutejsze ploty. Dotychczas jedynym męskim imieniem jakie powtórzyła więcej niż jeden raz jest właśnie Jarek. Jarek to Jarek tamto. Powtórzyła to imię trzy razy, ani razu nie mówiła bezpośrednio do mnie. Tak myślę że skoro ona już maglowała ciebie o mnie, to przyszedł czas byś ty mi coś powiedziała o niej… Chcę tylko byś mi opowiedziała o jej poprzednim związku.
- Po raz kolejny mnie zaskakujesz, ale ty jesteś... Cały ty, romantycznie zakochany nastolatek a jednocześnie zimny, analityczny kalkulator. Tak jemu na imię Jarek, byli z sobą od ogólniaka, całe sześć lat. On ją zdradził, ona go zostawiła ponad pół roku temu. Od tego czasu z nikim się nawet nie umówiła, nie wspominając o zakochaniu. Dopóki nie spotkała ciebie. Co mi na ten temat powiesz?
- To że ja potrafię ją zrozumieć.
- Co ty? Akurat.
- Ha ha ha. Ja też kiedyś byłem z kimś przez lata, a dokładnie było ich sześć. Zdradziła mnie, dalej to wiadomo. Jakiś czas po rozstaniu nawet doszło do tego że długo byłem upartym zadeklarowanym singlem.
- Znowu mnie rozwaliłeś. Nigdy bym nie pomyślała…
- Ale ja pomyślałem.
- I co z tym zrobisz?
- Chyba co zrobimy my, ja i ona? A prawda jest taka że musimy się z sobą przespać zanim nam zupełnie odbiję.
- I co dalej?
- Nic. A co ma być? Życie… Cieszę się tylko z tego że trafiłem w końcu na kobietę którą dla odmiany to ja będę musiał zaciągnąć do łóżka…

Re: Pamiętnik...

Napisał(a): Gość -

Pozostałe godziny pracy upłynęły nam, nie na niczym innym jak tylko na pracy. A jako że Paulinie nie przyszedł dzisiaj do głowy pomysł by mi dać coś ekstra do zrobienia, miałem przed sobą przyjemną perspektywę odwiezienia moich ukochanych sikorek do domu.
Już na parkingu Patrycja poprosiła bym ją dowiózł tylko do centrum bo się umówiła z Michałem na zakupy. Robią tak co piątek, a ja o tym zapomniałem, a co za tym idzie Patrycje musiałem wysadzić pierwszą a Izę drugą, albowiem normalnie jest na odwrót.
Od momentu gdy wysiadła Patrycja Jaskółeczka stała się milcząca, tak jak by wsłuchana we własne myśli. Dzisiaj usiadła z przodu więc gdy na nią zerkałem musiałam się pilnować by nie spuszczać wzroku na jej delikatne kolana, więc skupiałem się na prowadzeniu samochodu. Wiem wiem, nie musicie mi mówić, my faceci jesteśmy okropni wzrokowcy, tego ten prymitywne zwierzęta, no fakt jesteśmy tacy… Czasami. Ale nie jest tak że jesteśmy tacy zawszę, a w to pewnie nie uwierzycie ale są pośród nas tacy którzy nad tymi bestiami w nas potrafią niczego sobie panować. Co do mnie, to nic na to nie poradzę że obok mnie siedzi istota utkana z czystego piękna…
Jako że jaskółka nie zdradzała ochoty na przerwanie milczenia, sam postanowiłem go nie przerywać. Pod tym względem należę do tego najgorszego typu ludzi dla których milczenie nie jest krępujące, wcale nie jest krepujące nic a nic, ani troszeczkę. Uśmiechnąłem się do tej myśli, no bo wygląda na to że Jaskółeczka jest jednym z nas…
Gdy dojechaliśmy na miejsce, zatrzymałem samochód a jaskółeczka spojrzała na mnie tymi ogromnymi oczyskami i spytała:
- Czy masz ochotę na kawę?
A ja na to;
- Tak mam, napił bym się kawy z przyjemnością.
A Jaskółeczka:
- No to zapraszam na górę do siebie, przecież nie zaparzę ci jej w samochodzie.
A ja na to:
- Hmmm… No to muszę gdzieś zaparkować – po czym się do niej uśmiechnąłem.
Gdy szliśmy mój ukochany anioł pośliznął się na oblodzonej płytce chodnika, chwyciłem ją za ramiona by nie upadła. Spojrzała mi wtedy w oczu i powiedziała:
- Dziękuję.
A ja na to:
- Nie ma za co – po czym dodałem – Piękna waćpanno czy pozwolisz bym ci służył pomocnym ramieniem? – I nadstawiłem ostentacyjnie swoje ramię.
Jaskółeczka się tylko uśmiechnęła po czym wsunęła swoje ramię w moje i ruszyliśmy dalej, po kilku krokach się wręcz do mojego ramienia przytuliła. Przytulała się gdy weszliśmy na klatką schodową, przytulała się również w windzie. Co tu dużo pisać, byłem w niebie…

Re: Pamiętnik...

Napisał(a): Gość -

Gdy otwarła drzwi do mieszkania złapała mnie za rękę i weszliśmy do przedpokoju, trafiliśmy tam na dwie dziewczyny stojące w drzwiach do kuchni, obydwie zadbane i atrakcyjne. Jedna z nich spojrzała na Jaskółkę i spytała:
- Kogóż to Kruszynko do nas przyprowadziłaś?
Kruszyna spojrzała na mnie i powiedziała:
- To jest mój… - Po czym nazwała mnie zdrobnieniem mojego imienia.
Mój?!!!!? Pomyślałem. Jaki mój, znaczy się jej. No dobra wygrała jestem jej, niech się chwali szkrab jeden…
Dziewczyny stały spokojnie i taksowały mnie wzrokiem, czułem się jak ogier na aukcji. Po zbyt długiej chwili wyższa brunetka o piwnych oczach, spojrzała na Jaskółkę i powiedziała:
- Taki wielki facet pewnie dużo je, dzisiaj jest pomidorowa, a na drugie danie dorsz i pyrki z groszkiem i marchewką.
Po czym podeszła do mnie wyciągnęła rękę i powiedziała:
- Kasia współlokatorka Kruszynki, a ta blondynka to Ania.
Uścisnąłem jej rękę, po czym uścisnąłem rękę Ani i powiedziałem:
- Miło was poznać. – Po czym spojrzałem na Jaskółkę i spytałem- Czy możesz mi pokazać swoją słynną szafę z butami?
Ona spojrzała na mnie pytającym wzrokiem, po czym otwarła jedną z szaf w przedpokoju w której w równio poukładanych rzędach stało ponad dwadzieścia par kobiecego obuwia, wszystko czyste i zadbane. Spytała:
- Czy Patrycja powiedziała ci o tym że lubię modne buty?
- Nie nic mi nie mówiła, codziennie miałaś na sobie inną parę i wszystkie są mało znoszone, i wysokiej jakości, wniosek jest taki że bardzo lubisz tą część garderoby.
Uśmiechnęła się tylko i pokręciła głową, dwukrotnie powtarzając zdrobnienie mojego imienia.

Rozpłaszczyliśmy się, następnie poszliśmy do kuchni, ja na bosaka co ciekawe Jaskółka też.
W kuchni przy oknie, na podłodze stał ogromy bukiet jaki wczoraj podarowałem jaskółce, postanowiłem że będę udawał że go nie widzę.
Nie wiem która z nich ugotowała obiad, ale trzeba przyznać że umie gotować, pałaszowałem wszystko w milczeniu, przysłuchując się rozmowie dziewczyn na temat tego jak każdej z nich minął dzień. Rozmowa pewnie była cenzurowana, ale pyrki z dorszem były wyborne a co za tym idzie wszystko było OK. Gdy zjedliśmy dziewczyny zgrabnie załadowały naczynia do zmywarki, a Ania stwierdziła że zrobi nam kawę. Jaskółka wyszła na chwilę po czym wróciła bez rajstop, nadal klapiąc gołymi stopami po parkiecie. Gdy kawa była gotowa, władczo stwierdziła że my dwoję wypijemy kawę u niej w pokoju, na co dziewczyny skinęły tylko głowami.
Bez szpilek trzeba przyznać że Jaskółka jest naprawdę malutka, taka prawdziwa Kruszynka…
« Wróć do tematów
Do góry strony: Pamiętnik...