• w temacie JEST LATO, CZAS NA PRZYGODĘ...

    W: Hydepark
    Mnie było wszystko jedno, czy śmieją się do mnie , czy ze mnie, dla mnie ważne było jedno,
    ze popłynę rybacka łódką, a to, że ubranie miałam powiedzmy nie całkiem pasujące, to co,
    jak się zabrudzi, to wypiorę, wielkie rzeczy.= Niech przynajmniej zdejmie te pantofelki, bo z nich
    nic nie zostanie i zostawi pod pomostem. Ona zdejmie i połozy pod pomostem, odpowiedziałam.
    Powoli odbijali od brzegu, ja w kapokach, oni oczywiście nie, ale miałam przed oczami widoki,
    jakich z brzegu zobaczyć nie sposób. Opłynęli wysepkę na środku jeziora i zarzucili sieci, proponowałam swoją pomoc, ale mnie zlekceważyli, nie to nie, prosić nie będę.Obok nas krążyły
    łabędzie w znacznym oddaleniu i oczywiście kaczki, oczekując na jakąś zdobycz.
    Rzeczywiście, nie przygotowałam się do tej eskapady. Słońce waliło prosto w głowy, nawet ja to czułam, ręce zaczynały mnie palić, ale nie skarżyłam się, czułam, że na to tylko czekali. Zatoczyli jeszcze jeden krąg i zatrzymali łódź.No tak, teraz to już wiem, upiekę się żywcem.Do tego ten nieszczęsny kapok. Znam się trochę na miejscach gdzie wolno popływać. To było jedno z takich miejsc.Sieci były z lewej strony, prawa wolna, no ale ja bez
    kostiumu, w pewnym momencie było już mi tak gorąco, zdjęłam kapok i w cienkich spodenkach wskoczyłam do wody.Obu zamurowało. Patrzyli najpierw z lękiem , potem coś pomruczeli,
    machnęli ręką, jeden się tylko wychylił- niech daleko nie wypływa, ja ich nie słuchałam, nareszcie byłam w wodzie, a że w spodniach, co tam, wyschną, a ruchów mi nie krępują,
    płynęłam daleko od zastawionych sieci, jednak na samodzielny powrót do bazy było zbyt
    daleko, musiałam wrócić do łodzi.Obrażeni, nie pomogli mi przy wdrapywaniu się do łodzi.
    - Wie , ze z nami już nie popłynie, odezwał się jeden z nich, szczerze mówiąc też bym z wami
    nie popłynęła.Skoro sieci zastawione, dlaczego nie wracamy, zapytałam, wszystko ma swój czas, <filozof się znalazł>, usłyszałam.Żal mi tylko było, ze nie zobaczę wyciąganych sieci.
    cóż nie można mieć wszystkiego.....
  • w temacie Bardzo dziwne MIASTO ;)))))

    W: Hydepark
    misza55 Jednak to była wyjątkowa sytuacja, a wszystkie znane mi sposoby zawiodły :)))
    Do czarów nie będę się uciekał z prostej przyczyny....
    Nie chcę być spalony na stosie jako czarownik :)))
    Jeszcze zanim by doszło do tego pewnie byłaby "próba wody" :)))
    Tę próbę pewnie bym przeszedł skoro zostałem Syrenem :)))
    Nie będziesz spalony, mam przygotowaną gasnicę, jakby co:))
  • w temacie Bardzo dziwne MIASTO ;)))))

    W: Hydepark
    Miszka, nie wiem ale Neptun jednak Cię odmienił.Pierwsze pytanie jakie zatrzaski w moim mieście. Patrząc na tę dziewczynę aż dlawi w gardle, tak bardzo chciało by się nią być. Jest cudowna i szalona. Dlaczego szalona? bo całym swoim jestestwem oddaje się muzyce. Ta dziewczyna będzie tańczyć równie dobrze każdy taniec, bo kocha muzykę.
  • w temacie Bardzo dziwne MIASTO ;)))))

    W: Hydepark
    Na poprawę nastroju, najlepiej siedzieć w domu i nigdzie się nie ruszać;)
    Widziałam ten film, a dziewczyna tańczy fenomenalnie
  • w temacie Bardzo dziwne MIASTO ;)))))

    W: Hydepark
    Coś miłego , a dla łakomczuchów coś apetycznego


    Ja rytmie tej piosenki, sobie zawyję dajcie mi gitarę i zniknę, bo pouciekacie;))
  • w temacie Bardzo dziwne MIASTO ;)))))

    W: Hydepark
    Piosenka i muzyka nie zna granic;))


    Tańczący udowadniają, że tańczyć każdy może, czasem lepiej, czasem jeszcze lepiej:)
  • w temacie Bardzo dziwne MIASTO ;)))))

    W: Hydepark
    Oglądałam parę razy, tu jest wszystko rytm, muzyka, radość i taniec, :)


    Też bym tam chciała być, choćby jako widz..
  • w temacie JEST LATO, CZAS NA PRZYGODĘ...

    W: Hydepark
    Dość leniuchowania, szkoda każdej chwili, taki piękny dzień, czas wskoczyć w coś lekkiego,
    przewiewnego...zaraz, skąd dochodzi taki duszny zapach, no tak, moja wczorajsza sukienka
    ten mój tancerz wylał na siebie chyba wiadro wody toaletowej, wczoraj też to czułam, ale
    na tarasie było to jakoś do przyjęcia, ale teraz, teraz to sukienkę włożę do miski z zimną wodą,
    może zniknie ten duszący zapach.
    Zbiegając na dół już nie pamiętałam o tym , zapachniała mi kawa, ciepłe ciasto <tego mi Jadzia nie zje> usiadłam na pierwszym wolnym krześle, a Gospodarz podał mi śniadanie. Nie miałam
    czasu delektować się specjałami, tak ciągnęło mnie jezioro. Gospodarz zauważył , że mnie nosi,
    = chce pani popływać łodzią, zapytał, mało się nie udławiłam kawałkiem ciasta, jasne że chcę,
    bardzo szybko odpowiedziałam, wytłumaczył mi jak i gdzie mam iść, nie dokończyłam jedzenia,
    pobiegłam nad jezioro.
    Zgodnie ze wskazówkami dotarłam do brzegu, gdzie już na łodzi było dwóch <chyba rybaków>,jakieś sieci, trochę mnie to speszyło, nie takiej łodzi się spodziewałam, ale ważne,
    żeby mnie w ogóle ze sobą zabrali.Byłam speszona, nie bardzo wiedziałam jak powinnam
    się zachować- umie pani pływać, padło pytanie - tak, oczywiście, umiem - to dobrze, ale
    kapok i tak musi założyć, powiedział bezosobowo drugi. - Zgoda, założy, odpowiedziałam.
    Popatrzyli obaj na mnie i zaczęli się śmiać. Ok, tylko ja nie wiedziałam, czy ze mnie, czy do mnie....