• w temacie Dopalacze i co dalej ?

    W: Polityka
    Jestem przeciw dopalaczą,
    Jestem za surowym karaniem tych którzy to g***o sprzedają,
    Nie zgadzam sie z tym, by za leczenie płacili sami pacjenci lub ich rodziny - jeśli ktoś ma ubezpieczenie, to zakichanym obowiązkiem państwa jest go leczyć, nie ważne czy miał z własnej winy wypadek samochodowy, czy ktoś nie zjego winy potrącił go na pasach, czy może mając 15 czy 25 lub 40 lat naćpał się dopalaczami - jeśli prawo do leczenia mu nie przysługuje- wtedy owszem, musi ponieść konieczne koszty z tym leczeniem związane...
    A co do rodziców, którzy mieli by "wybijać z głowy" zażywanie dopalaczay - fajn, gdyby to było takie proste - ale dopalacze to skomplikowana sprawa, czasem to wybryk na imprezie po iwie za dużo, czasem ciekawość pod wpływem otoczenia, czaem ucieczka od problemów rodzinnych ...
  • w temacie Kto powinien płacić za antykoncepcje?

    W: Męskie sprawy
    Mnie nie przyszło by do głowy, prosić faceta, by dokładał mi się do tabletek antykoncepcyjnych, "bo tak sprawiedliwiej, skoro korzystamy oboje" , a już o stawianiu takiego ultimatum jak w temacie, to wolę nawet nie myśleć- czysta głupota, no ale ok.
    Owszem, kilka razy,mąż wykupował moją receptę - bo i tak trzeba iść do apteki, a on ma bardziej przy okazji, ale to jednak inna sytuacja, a moi poprzedni mężczyźni? Też nie kupowali moi tabletek, czasem, ja kupowałam gumki, ale też rzadko.
    Jeśli facet chce, lub tak im wyjdzie z rozmowy,że to'się u pary sprawdzi - spoko, niech dokłada, albo i płaci w całości - spoko, ale w taki sposób? No cóż, zastanowiła bym się, o co chodzi tej kobiecie...
  • w temacie Czy przyszłej żonie wypada ?

    W: Babskie sprawy
    Oczywiście,że wypada:)
    Biel, to jednak nie wianek, który można uznać za symbol dziewictwa, a to,że ktoś uważa że jest inaczej - niech sobie doczyta,
    A czy konkretnej kobiece pasuje biel? To kwestia tylko jej urody a nie tego jaki stan ma jej pożycie seksualne
  • w temacie Co sądzicie o fundowaniu wakacji partnerce?

    W: Męskie sprawy
    Wypada - tylko zależy, od tego, czy nie będzie to nadmierne obciążenie dla tego chłopaka, czy dziewczyna będzie się z tym czuła dobrze, czy w ich związku taki układ zafunkcjonuje jako normalny czy jako nieodpowiedni - i wcale to,że dziewczyn się na to godzi, nie oznacza,że liczy się dla niej tylko kasa chłopaka,
  • w temacie Dzieci powinny pomagać w domu?

    W: Babskie sprawy
    balonowo
    xenia11
    gość
    xenia11 Nie mniej jednak, postawiłam się na chwilę sytuacji w jakiej znalazła się Twoja bratowa - gdyby po jakiejś imprezie nie istotne czy u mnie czy u kogoś, ktoś poprosił (lub kazał) mojemu dziecku zrobić coś co do jego obowiązków zwykle nie należy- pewnie też by mnie to zirytowało, i powiedaiała bym takiej osobie co myślę - a zależnie od jej reakcji, na moje słowa, zrobiła bym to bardziej lub mniej kulturalnie ..!
    Nie przesadzaj - przecież to ciotka, a więc najbliższa rodzina. U mnie w domu słowo ciotek, wujków czy dziadków było tak samo święte jak rodziców. Ale to były jeszcze normalne czasy gdy za dzieci odpowiadali wszyscy. A teraz każdy rodzic uważa że dziecko to jest tylko jego i tylko on je może "wychowywać".
    Wydaje mi się,że wujek - ale mniejsza z tym ;)
    Ja uważa,że to,że ktoś jest rodziną, wcale nie znaczy,że ma prawo wtrącać się do obowiązków mojego dziecka , jeśli gość powiedział, to sympatycznie - ok, nie wtrącała by się odrazu, tylko zależnie od reakcji dziecka, gdyby powiedział to bardzie rozkazująco - powiedziała bym wprost co myślę.
    Wiesz co? Uważam, że urodzenie się 20,30,40 lat wcześniej, nie daje z automatu "świętości słowa". I co innego' jeśli coś jest ustalonym w rodzinie obowiązkiem dziecka,a ono tego nie robi, a co innego gdy coś nim nie jest (i tu już nie dziecka wina,że nie ma rzadnych, nic to nie zmienia) a ktoś trzeci, ma "ale" do tego'że ono tego nie robi.
    Wujek, wujek ;)

    Co do powyższego - nie zwykłem rozkazywać dzieciakom, moja wypowiedź miała raczej formę grzecznej propozycji niż rozkazu ;)
    W takiej sytuacji, jak pisałam wyżej- nie zareagowała bym odrazu, tylko zaczekała na to co zrobi i jak zareaguje dziecko, no i dalej - nie koniecznie, bym odrazu krzyczała, tylko powieziała spokojnie ;D
  • w temacie Dzieci powinny pomagać w domu?

    W: Babskie sprawy
    gość xenia11 Nie mniej jednak, postawiłam się na chwilę sytuacji w jakiej znalazła się Twoja bratowa - gdyby po jakiejś imprezie nie istotne czy u mnie czy u kogoś, ktoś poprosił (lub kazał) mojemu dziecku zrobić coś co do jego obowiązków zwykle nie należy- pewnie też by mnie to zirytowało, i powiedaiała bym takiej osobie co myślę - a zależnie od jej reakcji, na moje słowa, zrobiła bym to bardziej lub mniej kulturalnie ..!
    Nie przesadzaj - przecież to ciotka, a więc najbliższa rodzina. U mnie w domu słowo ciotek, wujków czy dziadków było tak samo święte jak rodziców. Ale to były jeszcze normalne czasy gdy za dzieci odpowiadali wszyscy. A teraz każdy rodzic uważa że dziecko to jest tylko jego i tylko on je może "wychowywać".Wydaje mi się,że wujek - ale mniejsza z tym ;)
    Ja uważa,że to,że ktoś jest rodziną, wcale nie znaczy,że ma prawo wtrącać się do obowiązków mojego dziecka , jeśli gość powiedział, to sympatycznie - ok, nie wtrącała by się odrazu, tylko zależnie od reakcji dziecka, gdyby powiedział to bardzie rozkazująco - powiedziała bym wprost co myślę.
    Wiesz co? Uważam, że urodzenie się 20,30,40 lat wcześniej, nie daje z automatu "świętości słowa". I co innego' jeśli coś jest ustalonym w rodzinie obowiązkiem dziecka,a ono tego nie robi, a co innego gdy coś nim nie jest (i tu już nie dziecka wina,że nie ma rzadnych, nic to nie zmienia) a ktoś trzeci, ma "ale" do tego'że ono tego nie robi.
  • w temacie Dzieci powinny pomagać w domu?

    W: Babskie sprawy
    balonowo xenia11 Uważam, że dzieci powinny mieć jakieś obowiązki, choć to czas na zabawę, ale jednak kilka drobnych obowiązków mieć powinny.
    Nie mniej jednak, postawiłam się na chwilę sytuacji w jakiej znalazła się Twoja bratowa - gdyby po jakiejś imprezie nie istotne czy u mnie czy u kogoś, ktoś poprosił (lub kazał) mojemu dziecku zrobić coś co do jego obowiązków zwykle nie należy- pewnie też by mnie to zirytowało, i powiedaiała bym takiej osobie co myślę - a zależnie od jej reakcji, na moje słowa, zrobiła bym to bardziej lub mniej kulturalnie ..!
    Nie kazałem młodemu nic zrobić... Po prostu wstaliśmy od stołu i powiedziałem coś w stylu "Chodź młody, pomożesz mi to poznosić"... Bez przesady, nie rozkazuję mu na prawo i lewo...Ok, jeśli powiedziałeś to miłym tonem, to ja na miejscu bratowej (przy czym, ja mam dzieci które coś robią ) zaczekała bym na reakcje syna - albo powiedział by Ci,że tego nie zrobi, i gdybyś miał do tego "ale"staneła bym po jego stronie, albo by to zrobił, dość chętnie, to bym się nie odezwała, albo też, gdyby robił to "bo głupio odmówić" spokojnie bym powiedziała,że nie musi;) ostrzejsza reakcja z mojej strony, mogła by wyniknąć gdybyś a)przybrał ton rozkazujący, b)na moją reakcję, zareagowałbyś nieprzyjemnie dla mnie/dziecka/mojej rodziny ;)
    Zgadzam się z Tobą,że dzieci powinny mieć obowiązki, ale teraz, postawiłam się w sytuacji, gdy ktoś trzeci, deleguje zadania mojemu dziecku które do niego nie należą, i/lub wtrąca się w jego wychowanie.
  • w temacie Gdy knajpy już się znudzą...

    W: Męskie sprawy
    Salome xenia11 Mój mąż chodzi z kolegami też na sciankę wspinaczkową, a czasem na jakieś wystawy lub spotkania motocyklowe.
    Z tobą nie lubi chodzić ?Wystawy motocyklowe mnie najzwyczajniej nudzą - ja lubię na nich tylko jeździć, a ścianka to chyba tylko jego hobby w naszym związku:D są rzeczy których razem nie robimy, idobrze nam z tym ;)
  • w temacie Ile kieszonkowego?

    W: Babskie sprawy
    Wedle potrzeb, stanu majątkowego rodziców, otoczenia i tego na co te pieniądze mają iść..
    Czy 100 zł t dużo? Dla jednych tak,la innych nie;) mój syn 7lat, i dostaje tygodniowo 25 złotych - moim zdaniem wystarczy, bo to tylko wydatki na szkolny sklepik czy grę w coś z kolegami, lub do świnki skarbonki - wiadomo przecież,że telefon, ubrania, wszelkie kina, baseny, wyjścia na lody czy przyjęcia,zajęcia dodatkowe oraz kwestię dojazdów gdzie chce pokrywamy my, więc tak szczerze mówiąc, uważam,że na gry i czekoladę więcej mu nie potrzeba :D, ale też daje mu te pieniądze, bo chce by miał, swoje gdy będzie miał na coś ochotę , chociażby ze znajomymi ,

    Nie ma sensu porównywać moim zdaniem, do naszych kieszonkowych - inne czasy, inna wartość pieniądza, inne ich znaczenie dla dzieci, i inne potrzeby/możliwości.